Fantastyka: Pod lupą

Trzeba Robertowi Szmidtowi przyznać, że potrafi się wstrzelić w potrzeby rynku. Była moda na żywe trupy, pojawiły się Szczury Wrocławia. Rozgorzała powszechna miłość do panów w maskach przeciwgazowych, dostaliśmy Otchłań i całą resztę. Dziś, w przeddzień debiutu głośnej gry Redów, przyszedł czas na cyberpunkową przygodę, której akcja zupełnym przypadkiem rozgrywa się w 2077 roku. Wbrew pozorom nie próbuję się tu wyzłośliwiać i zwyczajnie zauważam fakt. (...)

Moja przygoda z Overwatchem skończyła się mniej więcej tydzień po premierze gry. (...) Piszę o tym po to, by podkreślić, że choć mam jakieś pojęcie o świecie Smugi i reszty, to w żadnym przypadku nie czuję się ekspertem. Rozpoznaję bohaterów i oglądałem filmiki animowane, ale w komiksy, biografie i inne rzeczy nigdy się nie bawiłem. Czy osoby o podobnym podejściu mają czegokolwiek szukać w Bohaterce Numbani, czy też będą skazane na porażkę, jak każdy, kto bez odpowiedniego przygotowania sięga po książki z logo Warcrafta?

Tak to już w Azeroth bywa, że kiedy tylko bohaterowie zdołają ugasić jeden pożar, gdzieś indziej natychmiast wybucha kolejny, kto wie, czy nie jeszcze gorszy. (...) Tylko ktoś, kto urodził się wczoraj, mógłby oczekiwać, że po pokonaniu N’Zotha herosi odwiesili wreszcie broń na kołki i przeszli na zasłużoną emeryturę. Za rogiem wszakże kolejny dodatek do WoW-a, a zatem najwyższy czas na zwyczajowy książkowy prolog.

Dzieła Sebastiena de Castella są obecnie bodaj jedynymi książkami, na których premiery wyczekuję z niecierpliwością porównywalną do tej, jaka towarzyszy mi przy okazji debiutów ulubionych gier komputerowych. (...) Ciężko mi bowiem wskazać drugiego pisarza, którego proza cechowałaby się tak cudowną lekkością, dystansem i humorem, jednocześnie dostarczając uciech typowych dla historii akcji.

Pierwszy tom Kroniki osłodził mi końcówkę zeszłego roku, ale do dziś nie do końca wierzę, że Insignis w ogóle zdecydowało się go u nas wydać. Zdaję sobie sprawę, że Warcraft cieszy się w Polsce sporą popularnością, ale nie sądziłem że aż tak wielką, by zaryzykować wypuszczenie na rynek tak specyficznego produktu (...). Z tym większą radością przyjmiecie zapewne tom drugi.

Stereotypowy nerd oprócz zainteresowania szeroko pojmowaną fantastyką z reguły z rozrzewnieniem spogląda jeszcze w kierunku „papierowych” RPG-ów, gier komputerowych lub… kolejnictwa. Choć dwa pierwsze obszary są mi bliskie, to o pociągach wiem tylko tyle, że istnieją. Świat jest jednak pełen ludzi, którzy z ogniem w oczach potrafią opowiadać o starych lokomotywach, rodzajach wagonów czy sposobach ich obsługi. To właśnie z myślą o nich powstał zbiór opowiadań pod tytułem Bilet w tamtą stronę.

Andrzej Pilipuk może pochwalić się niezwykle bogatym dorobkiem artystycznym. Jego twórczość bywa zabawna, bywa poważna, ale chyba nigdy nie była na wskroś straszna. Wspominam o tym, ponieważ najnowszy zbiór opowiadań autora, Upiór w ruderze, jest na swój sposób przerażający, choć daleko mu do tradycyjnego horroru.

Uniwersum Metro jest obecne na polskim rynku wydawniczym na tyle długo, że w mojej prywatnej biblioteczce wchodzące w jego skład książki ledwie mieszczą się na dwóch rozległych półkach. Większość z nich to pozycje przyzwoite, ale zdarzają się też niewarte zmarnowanego na nie papieru potworki w stylu Mrówańczy. Szczęśliwie równoważą je perełki, do których zaliczyłbym serię Piter Szymuna Wroczka (...)

Pierwszy tom Maga bitewnego pozostawił wiele do życzenia. Mnóstwo utartych schematów, płytkość świata przedstawionego, infantylność relacji pomiędzy głównymi bohaterami... i jeszcze kilka innych rzeczy. Powieść Petera A. Flannery'ego miała jednak w sobie pewien czar, który sprawiał, że czytelnik mimo wszystko chciał poznać zakończenie tej opowieści. Na to trzeba było czekać aż do teraz - czyli wydania drugiego tomu.

Paweł Majka i Radosław Rusak zgotowali nam w zeszłym roku całkiem miłą niespodziankę, dostarczając książkę, która podchodziła do tematyki trzeciej wojny światowej w nieco inny sposób, niż zwykło się to robić we współczesnej fantastyce. Panowie odpuścili sobie maski przeciwgazowe i napromieniowane pustkowia, skupiając się na chaosie typowym dla pierwszych dni konfliktu konwencjonalnego. Nie znaczy to bynajmniej, że przez cały czas towarzyszył nam klekot karabinów i huk dział. Sceny batalistyczne się zdarzały, owszem, ale z reguły w dość małej skali, a największy nacisk i tak położono na grę wywiadów i tajemniczy spisek wokół cennych zabytków pokroju Szczerbca, które Amerykanie z jakiegoś powodu postanowili wykraść z terenów państw należących do Układu Warszawskiego. Dzięki Trzeciemu frontowi dowiemy się wreszcie po co.

Strony: 1 2 3 Ostatnia »