Wilcze dziedzictwo. Ukryte cele - Magda Parus - Recenzja

Po niespełna dwóch latach od wydania drugiej części trylogii „Wilcze dziedzictwo” pt. „Przeznaczona”, wilkołaki Magdy Parus powracają do naszej świadomości, by doprowadzić historię Colina, Tin i Emily do finału, niekoniecznie szczęśliwego. Ostatnia część cyklu, „Ukryte cele”, miała odpowiedzieć na wszystkie pytania, jakie namnożyły się nam podczas lektury pierwszych dwóch tomów – a te można było liczyć w dziesiątkach.

I w rzeczy samej, akcja powieści prowadzi nas od samego początku w kierunku stopniowego odkrywania niejasności, dążąc do nieuchronnego końca, tj. odnalezienia przez Colina swojej ukochanej siostrzyczki. Odbywa się to dwutorowo – każdy rozdział można podzielić na dwie części: pierwszą poświęconą Emily, jej szkoleniu i ogólnym sprawom kapłanów, oraz drugą, w której poznajemy kolejne losy Colina i prowadzonych przez niego poszukiwań.

Jest to w pewnym sensie zaleta książki, bowiem wszystkie wydarzenia oglądamy z perspektywy zarówno kapłanów, jak i Colina oraz jego towarzyszy. Brak wszechwiedzącego narratora pozwala na snucie własnych domysłów i teorii, które, jak pokazuje dalszy tok zdarzeń, nie zawsze są poprawne i pozwalają czytelnikowi mylić się i trwać w niepewności niemalże w tym samym stopniu, co bohaterom trylogii. A ci posiadają znacznie bardziej skomplikowane plany, niż można by się tego po nich spodziewać – niemal do ostatnich stron ciężko stwierdzić, kto tak naprawdę stoi po czyjej stronie i jakimi pobudkami się kieruje, co też jest niewątpliwym atutem książki.

Pisarka w ten sposób udowodniła, że z komplikowaniem sytuacji i podsycaniem fabuły z tomu na tom radzi sobie coraz lepiej. Gorzej sprawa ma się z prowadzeniem samej akcji, która momentami jest zabijana z niesamowitą wprawą. Podobnie jak w poprzednich częściach historii, Parus bardzo często i rozlegle przedstawia myśli swoich bohaterów. I niestety, robi to za często i za gęsto. Owszem, książka wiele straciłaby na wartości, gdyby nie zbudowano Orianie tak bogatego profilu psychologicznego, jednak ciągłe rozmyślania Colina nad tym, czy wybrać opcję a czy b, można by zredukować o połowę i tym samym uzyskać o wiele większą płynność akcji, która często jest brutalnie zatrzymywana właśnie przez tego typu wewnętrzne monologi.

Książka nie straciła bowiem swojego bardzo emocjonalnego charakteru – wątek obyczajowy wciąż jest tutaj bardzo mocno zaakcentowany. Pomimo tego, że Colin nie ma już tak wielu okazji do kłótni z Matem, to jednak jego związek z Tin wciąż jest dość burzliwy, ale nie mogłoby być inaczej, ponieważ główny bohater należy chyba do tych zjawisk, które nie zmieniają się nigdy – w dalszym ciągu jest apodyktyczny, arogancki i nastawiony wrogo do wszystkich, nawet swoich najbliższych. Krótko mówiąc, Colin, jakiego wszyscy dobrze znamy i (nie)kochamy.

Innym mankamentem fabularnym, choć już znacznie mniej istotnym, jest usunięcie wątku Antoine'a. Finisz „Przeznaczonej” zdawał się zapowiadać, że łowca może jeszcze sporo namieszać w całej opowieści, tymczasem w trzeciej części jest, że tak to ujmę, „nieobecny fizycznie”, choć jego same działania wywarły wpływ na relację Colina z Tin. Marginalizacja roli Francuza w ostatniej części trylogii nie jest może wielkim przewinieniem, choć chyba nie będę odosobniony w stwierdzeniu, że nie zaszkodziłoby przydzielić mu większego wpływu na ostateczne zakończenie historii.

Kolejny raz warto za to podkreślić kreację świata stworzonego na potrzeby powieści. Choć już w poprzednich tomach pojawiło się bardzo dużo informacji na jego temat, to jednak dopiero w „Ukrytych celach” autorka odkryła woal, którym spowita była wilkołacza organizacja. To dopiero z ostatniej części trylogii możemy poznać całą prawdę na temat jej celów, sposobów działania, hierarchii czy historii. Magda Parus w całym „Wilczym dziedzictwie” udowodniła, że wciąż można tworzyć oryginalne i ciekawe uniwersa, cały czas je rozwijając – i to w konwencji urban fantasy, zdominowanego ostatnio przez anioły i wampiry, w dodatku w dość nietypowych dla siebie kreacjach, zwłaszcza jeśli chodzi o te drugie.

„Ukryte cele” to całkiem niezłe zakończenie „Wilczego dziedzictwa” i chyba najlepszy tom cyklu, choć daleki jestem od nazwania go „rewelacyjnym”. Jest to pozycja solidna, którą z pewnością warto poznać, jeśli przeczytało się wcześniej pierwsze dwa tomy – choćby dla samego zakończenia, bardzo zaskakującego i naprawdę ciężkiego do przewidzenia. „Zakończenia” w cudzysłowie, ponieważ autorka pozostawiła sobie otwartą furtkę do prowadzenia dalszej historii. Ciężko powiedzieć, czy Magda Parus powiedziała w „Ukrytych celach” już swoje ostatnie słowo, jednak jak pokazuje historia, przedłużanie opowieści ponad pierwotnie wyznaczony rozmiar często kończy się totalnym fiaskiem... Jak będzie z „Wilczym dziedzictwem”? Czas pokaże.


Profil redaktora Mrozie


Opublikowano: 15.03.2010 23:59