Alicja, tom I - Jacek Piekara - Recenzja

Imć Piekara ma strasznie nierówny poziom pisania; od nużącego „Rycerza Kielichów”, przez obrzydliwą „Przenajświętszą…”, wynagradzającą formę treścią, do ciekawego i udanego „Charakternika” (najbardziej znany cykl tego autora muszę pominąć, gdyż nie miałem przyjemności się z nim zapoznać). Nie da się, widząc nową książkę tego autora, jednoznacznie stwierdzić czy będzie dobra, czy zła. A jakim tworem jest „Alicja”?

Niestandardowym. Zastanawiając się po przeczytaniu, o czym konkretnie była, niewiele można powiedzieć. Opowiada historię dwojga ludzi: Aleksa, nieudolnego pisarza, który porzucił wszystko, co miał, na rzecz marzenia, i Alicji, sprytnej nastolatki, która wydaje się przejawiać nadprzyrodzone zdolności. Całość dzieje się w polskich realiach. Piekara ponownie opisuje świat bez zbędnych upiększeń; ulice Warszawy są niebezpieczne, wiejskie krajobrazy urocze, a ludzie… każdy wie, jacy potrafią być.

Historia zaczyna się w momencie, gdy Aleks ponownie poprawia swój scenariusz z nadzieją, że ktoś się w końcu odważy go kupić. Zmianę na lepsze ma przynieść przypadkowe i pozornie nieważne wybicie szyby przez jedną z bawiących się na podwórzu dziewczynek. Alicja, bo tak jej na imię, od momentu przeprosin stara się regularnie znaleźć czas na rozmowę z Aleksem. I rzeczywiście, nastolatka wydaje się mieć iście magiczny wpływ na los scenarzysty. Dzięki splotowi wydarzeń, i jej pomocy, Aleksowi otwiera się furtka do lepszego, wymarzonego świata.

Wcześniej napisałem, że o książce niewiele da się powiedzieć. Jest ona krótka, ma 196 stron, na dodatek w małym formacie, jednak nie tylko objętość ma tu znaczenie, ale także to, że trudno znaleźć oś fabuły . Z poprzedniego akapitu można wywnioskować, że książka jest swego rodzaju „sielanką”… i tak właśnie jest. Bohaterowie przemieszczają się z miejsca na miejsce, rozmawiają i praktycznie na tym koniec. Dynamicznej akcji lub jej zwrotów tu nie uświadczymy, błyskotliwych dialogów także, sama historia też nie jest porywająca. Nie ma chwil, w których przypominamy sobie, że wypadałoby zebrać szczękę. Przyznać trzeba, że nie razi to w oczy, gdyż całość jest do przeczytania w jeden wieczór, i nie zdążymy nawet się nad tym zastanowić, bo już będziemy na ostatnich stronach.

W takim razie czy coś może nas zaciekawić? Przypaść do gustu może sposób narracji. Prowadzi ją Aleks z perspektywy czasu, toteż na początku mamy mgliste pojęcie o tym, co nas czeka na końcu. Często wybiega poza obecnie rozgrywające się wydarzenia, aby następnie zmitygować się i powrócić do nich. Opowiada on z melancholią, „gdyba”, rozmyśla. Podobać się może też wybór, którego scenarzysta będzie musiał dokonać na końcu opowieści, mimo że ostatnie sceny nie pasują kompletnie do ospałego klimatu książki. Całość jest lekka w odbiorze, nie ma fragmentów, które musimy przeczytać dwa razy, aby zrozumieć ich sens. Historia jest tak spokojna, że przypadkowo omijając jakieś zdanie możemy nawet tego nie zauważyć. Zauważyć jednak trzeba, że w „Alicji” Piekara stawia na problemy natury ludzkiej, rozważania na jej temat i chyba to stanowi największą jej wartość.

Podsumowując, „Alicja” jest krótką powieścią, na dodatek nie opowiada wydarzeń zapierających dech w piersiach. Lekka w odbiorze, raczej do poczytania w wolnych, krótkich chwilach. Wydaje się, że na celu ma zastanowienie się nad samym sobą, nad tym, jacy jesteśmy, że akcja nie jest tu najważniejsza. Brak jej znajomości nie przeszkodzi w zapoznaniu się z kontynuacją, która, mimo wszystko, jest ciekawsza, ale też zupełnie różna od poprzedniczki.


Profil redaktora Sonky


Opublikowano: 01.04.2010 23:59