Sługa Boży - Jacek Piekara - Recenzja

Jacek Piekara bez wątpienia jest pisarzem kontrowersyjnym. Najlepszym przykładem owej jego cechy jest powieść „Przenajświętsza Rzeczpospolita”, czy cykl tomów z przygodami Mordimera Madderdina, inkwizytora w służbie Świętego Oficjum. Mnie najbardziej interesowała właśnie wspomniana seria, w związku z czym postanowiłem nabyć zbiór o jakże intrygującym tytule „Sługa Boży”.

Co jest tak niepoprawne w tym przypadku? Ano świat przedstawiony. Bohater bowiem nie jest zwyczajnym sługą Kościoła. Ba, sam Kościół również w wielu aspektach jest zupełnie inny, niż moglibyśmy się spodziewać. Powód takiego stanu rzeczy jest następujący: w alternatywnej wizji rzeczywistości autorstwa imć Piekary, Chrystus nie umarł za nasze grzechy. Trafił na krzyż, owszem, ale nie chciał odejść darowując nam zbawienie. Mówiąc kolokwialnie, Jezus się wkurzył, i to mocno. Zstąpił na ziemię z mieczem w ręku i urządził w Jerozolimie (wraz ze swoimi wyznawcami oczywiście) rzeź, mordując wszystkich, którzy odważyli się mu sprzeciwić. Najbardziej żałuję tego, iż samo to wydarzenie nie zostało przez Piekarę opisane choćby w kilku słowach. Dowiadujemy się jedynie, że miało ono miejsce, bez jakichkolwiek szczegółów. A przyznacie chyba, iż potencjał drzemie w tym spory. Podążając dalej tą ścieżką szkoda również, że nie dane nam będzie nawet spotkać samego Syna Bożego.

Realia od naszych różnią się jednak nie tylko historią. W świecie tym występują bowiem również moce nadprzyrodzone, związane zarówno z sektami i wszelkimi nielegalnymi kultami tępionymi zawodowo przez Mordimera, jak i wiarą chrześcijańską, jak choćby Anioł Stróż głównego bohatera. Wszelkie opowiadania zawarte w zbiorze mówią właśnie o pracy głównego bohatera, szpiegującego i mordującego ku chwale Bożej (choć prawdę mówiąc podobne rzeczy działy się naprawdę, tak w imię miłosiernego Stwórcy, jak tu w służbie srogiego Boga). Nasz Inkwizytor zmierzy się z niejednym kultem i „szatańskim pomiotem”, jednak wszystkie jego zmagania są w pewnym stopniu podobne do reszty. Brakuje im jakichś znaków szczególnych, zróżnicowania, choćby gatunkowego. Pod tym względem świetny był przykładowo „Smokobójca”, gdzie mieliśmy do czynienia między innymi z horrorem i czarną komedią. Tutaj zaś wciąż czytamy o tym samym i w tym samym stylu. A że nie ma prócz bohatera niczego, co łączyłoby ze sobą poszczególne opowiadania, po pewnym czasie wkrada się monotonia.

Bohaterów „Sługi Bożego” stanowią całkiem ciekawe osobistości. Na czele stoi oczywiście sam Inkwizytor. Nie jest on zwykłym, szarym śmiertelnikiem – posiada wrodzone nadprzyrodzone zdolności, które potęgowane modlitwą pomagają mu w ściganiu heretyków. Moralność tej postaci jest delikatnie mówiąc dwuznaczna. Z jednej strony ściga ludzi, którzy na śmierć bez wątpienia zasługują. Choćby za to, że w większości sami ją zadają, w bardzo brutalny sposób. Z drugiej Mordimer uważa spalenie ich na stosie za akt oczyszczenia z win, tortury zaś za swoiste błogosławieństwo, pozwalające wyznać wszystko, co ma się na sumieniu. Chroni co prawda osoby niewinne, ale przy tym nie uważa zadawania cierpienia i śmierci za coś złego, szczególnie jeśli czynione jest to w dobrej sprawie. Przez te cechy Madderdin jest bez wątpienia intrygującą postacią o psychice, która potrafi zafascynować.
Nasz Sługa Boży nie jest jednak ze stali. Korzystanie z mocy mocno nadwyręża jego siły, dlatego potrzebuje ludzi, którzy pomogą mu w stanie niemocy. Jego kompania składa się z trzech osób – Kostucha i dwóch braci bliźniaków o umiejętnościach nie mniej niezwykłych od tych posiadanych przez Inkwizytora. Samemu Kostuchowi poświęcono całe opowiadanie. Dzięki temu dowiemy się, dlaczego podróżuje z naszym bohaterem, poznamy jego historię. Nie można tego niestety powiedzieć o braciach, którzy wzięli się zupełnie znikąd, nagle pojawiając się w jednym z opowiadań. Mimo to postaci te potrafią zaciekawić – są w końcu zawodowymi mordercami. Nadto jeden z nich jest nekrofilem, co dowodzi, iż Madderdin pozwala na wszystko, byle tylko służyć chwale Bożej. Wszyscy czterej bez wątpienia stanowią mocny punkt pozycji, choć niestety nie zostali w pełni wykorzystani. Chętnie poczytałbym więcej na temat ich relacji i historii, niestety nie było mi to dane w „Słudze Bożym”.

Styl Piekary jest dość swobodny, autor pisze sprawnie, dzięki czemu czyta się naprawdę przyjemnie, choć nie ma tu polotu. Niewątpliwym walorem jest narracja pierwszoosobowa stylizowana na dziennik, czy pamiętnik bohatera, o czym świadczą zwroty kierowane wprost do czytelnika. Osobiście bardzo lubię podobne integrowanie się z odbiorcą, „puszczanie oka” w jego stronę. W ogólnym rozrachunku technika pisania nie jest ani zaletą, ani wadą pozycji.

Potencjał wynikający z koncepcji alternatywnej wizji świata jest bardzo duży, jednak w tym tomie nie do końca wykorzystany. Brakuje mi tu większego zróżnicowania, lepszego wykorzystania niezłych postaci, z Mordimerem Madderdinem i Kostuchem na czele. Mimo to „Sługę Bożego” warto przeczytać, gdyż jest to kawał solidnego rzemiosła z ciekawymi postaciami i nieszablonowym światem.


Profil redaktora JayL


Opublikowano: 15.06.2010 23:59