Popiół i kurz. Opowieść ze świata Pomiędzy - Jarosław Grzędowicz - Recenzja

Przez lata Jarosław Grzędowicz przyzwyczajał czytelników do wysokiego poziomu książek wychodzących spod jego pióra. Dlatego kiedy pojawiły się "Opowieści ze świata Pomiędzy", miałam mieszane uczucia. Spowodował je dobór tematu, jakiego dokonał autor. Zaświaty... - słysząc to słowo wyobrażałam sobie tylko wałkowany nieskończoną ilość razy w literaturze fantastycznej świat, pełen odzianych w białe prześcieradła duchów i dzwoniących wielkimi zębiskami demonów. Dlatego też nie byłam zachwycona, że jeden z moich ulubionych twórców porywa się na tak wyświechtaną konwencję. Nie mogłam jednak wierzyć przeczuciom, książkę więc zakupiłam. Spory wpływ na to miał fakt, że znałam "Obol dla Lilith", opowiadanie otwierające "Popiół i kurz". Kilka lat temu ukazało się w antologii "Demony" i owszem, trafiło w moje gusta, ale jako krótka, jednorazowa "wprawka", napisana na potrzeby wymienionego wyżej zbioru. Nie spodziewałam się, że powstanie jakaś dłuższa wersja przygód Charona - gdyby ktoś powiedział mi o tym po przeczytaniu "Demonów", z miejsca stwierdziłabym, że powieść utrzymana w tym "zaświatowym" tonie, byłaby wpadką. Uznawałam, że na temat "życia po śmierci" wszystko już dawno zostało powiedziane. W tej chwili jednak przychodzi mi uderzyć się w pierś - myliłam się.

Główny bohater - podstarzały wykładowca jednego z uniwersytetów. Z zawodu i wykształcenia etnolog, prywatnie Charon, psychopomp, schizofrenik, zgorzkniały samotnik. Od dziecka przejawiał pewne dziwne zdolności, pozwalające jego duszy lewitować poza ciałem i przenosić się w świat zawieszony gdzieś między piekłem, a niebem. Czy był to czyściec? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Raczej coś na kształt poczekalni, pobocza, cienkiej odnogi jednej z dróg, błędnego wyboru dusz tych, którzy umarli nagle - samobójców, ofiar wypadków. Lustrzane, groteskowe odbicie realnego świata. Miejsce mroczne i niebezpieczne dla tych, którzy pojawiają się tam, nieświadomi zagrożeń.

Grzędowiczowi udało się rzucić nieco inne światło na problematykę śmierci - zaświaty nie są podobne do miejsc, które znamy z innych pozycji traktujących na ten temat, czy to z literatury popularnej, czy też fantasy. Nie powiela schematu, pozwala spojrzeć na "koniec" ze strony nieco innej, niż dotychczas. Kłóci się to z nauką Kościoła, co zresztą sam bohater książki kilkakrotnie potwierdza. Nie ma odwołań do wiary, mimo widocznych, szczególnie w "Obolu dla Lilith", inspiracji czerpanych z kultury chrześcijańskiej i żydowskiej - Lilith jako pierwsza żona Adama i siódma żona Diabła, patronka niewierności i małżeńskiej niezgody. W końcu została stworzona jako człowiek przyrośnięty plecami do pleców pierwszego mężczyzny, a jak wiadomo odwracanie się do siebie tyłem nie sprzyja nawiązaniu porozumienia. Biblijna wiedza przeplatająca się z szamańskimi rytuałami ludów wschodu tworzy niezwykłą i nowatorską całość. Świat pozlepiany z kulturowych strzępków bohater przemierza na wysłużonym motocyklu, który nie raz wywiózł go z niebezpiecznych miejsc. Brzmi absurdalnie, ale w tym cały urok!

Akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach - we współczesnym, realnym świecie, oraz w Świecie pomiędzy, który istnieje równolegle do otaczającej rzeczywistości.

Fabularnie niestety sprawa wygląda nieco mniej zachwycająco, szczególnie jeśli chodzi o drugie opowiadanie zawarte w tym cyklu. Na swą zgubę, autor posługuje się dość wyświechtanym w ostatnim czasie pomysłem obsadzenia bohaterów w realiach, w których aż roi się od kościelnych spisków, tajnych bractw i tajemniczych zakonów. Zastanawia jedynie fakt, że na początku historii wyśmiewa popularne teorie spiskowe - czyżbyśmy mieli do czynienia z autoironią?

Na szczęście pozostałe opowiadania trzymają bardzo dobry poziom - wszystko okraszone jest natomiast filozoficznymi komentarzami nawiązującymi do tytułu i szczyptą czarnego, wisielczego humoru. Bardzo podobają mi się gorzkie pointy głównego bohatera, związane z życiem doczesnym w ogóle. Dla tych, którzy liczą na rozrywkę zwalniającą z myślenia, nie będzie to przyjemna lektura. Natomiast Ci pragnący chwili gorzkiej refleksji w fantastycznej oprawie, na pewno znajdą u Grzędowicza coś dla siebie. Wszak odpowiedź na pytanie, czy na pewno "wszystko to... tylko popiół i kurz", chciałby poznać chyba każdy. Niestety, jeśli wierzyć wizji autora, sprawa nie wygląda tak optymistycznie, jak przedstawiają to prokościelne instytucje. Ta egzystencjalna niekiedy forma nieodłącznie wiąże się z językiem - i tu zaskoczenie, ponieważ nie jest on ani zbyt wydumany, ani zawiły. Brak skomplikowanych wstawek i prosty, ale inteligentny styl powoduje, że pozycja dotycząca cokolwiek skomplikowanej tematyki jest przystępna w odbiorze i przyjemna w przyswajaniu.


Profil redaktora Rude


Opublikowano: 27.07.2010 23:59