Necrosis. Przebudzenie - Jacek Piekara - Recenzja

Na wstępie muszę zaznaczyć, że moje wymagania co do Necrosis były ponadprzeciętnie wygórowane, zanim jeszcze książka trafiła na półki księgarń. Przyczyna jest niestety bardzo prozaiczna - na stałe związany ze stolicą pisarz, którego nazwiskiem opatrzony jest ten ponuro wyglądający tom, swoimi poprzednimi dziełami udowodnił, jak daleko sięgają horyzonty jego wyobraźni, zaskarbiając sobie tym samym sporą ilość mojego czasu i uwagi.

Jak zwykle nie zawiodłam się, Jacek Piekara wspierany przez Damiana Kucharskiego stworzył kolejną książkę z gatunku tych, do których wraca się kilkakrotnie, podczas gdy inne, nowsze, schodzą na dalszy plan.

Kiedy w moje ręce trafił pierwszy owoc wspólnej pracy uznanego już w Polsce Jacka Piekary i nieco mniej doświadczonego pisarsko Damiana Kucharskiego, zastanawiałam się, jak będzie wyglądała ta mieszanina stylów. Jako że znałam poprzednie książki, jakie wyszły spod pióra Piekary, byłam pewna, że rozpoznam w gąszczu zdarzeń te, które zrodziły się w jego głowie. Wstyd się przyznać, jak bardzo się pomyliłam!

Na pozór niespójne, niezwiązane ze sobą historie z każdą przewróconą kartką zdają się coraz bardziej przenikać, splatać, kojarzyć z pewnym wiodącym motywem, obecnym w każdej ze złudnie alternatywnych wobec siebie fabuł.
Pięć historii, pięcioro absolutnie różnych od siebie bohaterów. Drobny oszust, Tronheim, zupełnie nieświadomie trafia w sam środek wydarzeń, których nie jest w stanie pojąć nawet w małym stopniu. Wiedziony chciwością i strachem wplątuje się w niebezpieczną umowę z Panią.
„Następny piękny dzień” urywek z życia małego chłopca, katowanego przez ojca i pozbawionego matczynej miłości, to mrok i pomysłowość w najlepszym wydaniu. Czy słodycz zemsty warta jest ceny, którą nieodwołalnie trzeba będzie zapłacić?
Kolejne opowiadanie udowadnia, jak bardzo pozory mogą mylić. Historia kilkuletniej, niewidomej księżniczki przedstawiona w konwencji wybitnie nie-bajkowej. Z pewnością nie nadaje się na opowiastkę przed snem. Kolejna część książki, kolejny, zdawałoby się wyświechtany temat - rodowy konflikt o ziemię i bogactwa, który wybucha oczywiście między sąsiadami od wieków walczącymi ze sobą o hegemonię na okolicznych terenach. Gdzieś już to słyszeliście? Wierzcie mi, to tylko mylne wrażenie.
Ostatni, co nie znaczy, że najgorszy tekst - podniecająca, mroczna „Czerwona mgła”, na pewno nie jest lekturą dla tych, którzy łatwo ulegają zgorszeniu. Piękna złodziejka i mnóstwo grzechu - spodziewajcie się naprawdę mocnych wrażeń.

To, co łączy powyższe opowieści, to magia. Nieprzewidywalna, czarna jak piekielne otchłanie, zapewne miała swój początek. Powoli zamyka w swoich zdradzieckich sidłach początkowo nieświadome niebezpieczeństwa, bezbronne ofiary. Czy dane im będzie w porę wyplątać się z pułapki, czy też wykrwawią się na oczach wstrząśniętych czytelników?

Nie bez kozery zadaję to pytanie, a odbiorców pozornie „ w ciemno” określam wstrząśniętymi. Piekarze udało się bowiem coś, czego bardzo trudno się nauczyć - stworzył bohaterów, którzy naprawdę żyją. Oddychają, nienawidzą, kochają. Ich strach od pierwszych kart powieści jest naszym strachem. Udzielają się nam ich wątpliwości, jesteśmy w ich głowach, kiedy stają przed ważnymi decyzjami. Czujemy coś na kształt podniecenia, kiedy oddają się miłosnym igraszkom, których notabene nie brakuje w „Necrosis”. Od początku do końca przejmujemy się losami przedstawionych osób, nie zważając na to, że ich moralność pozostawia czasem wiele do życzenia.

W kwestii fabularnej również trudno znaleźć aspekt, mogący przyczynić się do stworzenia jakiegoś zarzutu wobec kunsztu autora. Pozornie sztampowe pomysły widziane są z zupełnie innej strony, przedstawione z perspektyw różnych osób – od dziecka, przez nimfomankę, po księcia. To posunięcie daje obraz bardzo niejednoznaczny, a przez to wartościowy. Wszak jedną z zalet dobrej lektury jest pozostawienie po sobie śladu, czy to w postaci zachwytu, czy też wątpliwości, które roztrząsa się jeszcze długo po skończeniu czytania.

Język… Cóż, w tym przypadku Necrosis nie odbiega od „polskiej” normy. Autorzy nie przebierają w słowach, nie szczędzą dosadnych i wymyślnych opisów seksualnych orgii, które mogłyby posłużyć za scenariusz do filmu pornograficznego. O dziwo, całość podana jest jednak w taki sposób, że czytelnik nie odczuwa przesytu, sceny „dla dorosłych” nie wzbudzają niesmaku. Wulgarność i dosłowność pasują do klimatu, nie wyobrażam sobie, by pozycja z tego gatunku mogła obejść się bez wyrażeń tak dobrze wszystkim znanych z rodzimego podwórka.

Zbliżamy się do końca, należałoby więc w pełni zasłużoną pochwałę przyznać Fabryce Słów, oczywiście za opatrzenie Necrosis jedną z ładniejszych okładek, jakie miałam okazję oglądać. „Środek” również prezentuje się bardzo okazale, szkice wykonane przez Dominika Brońka są niesamowicie pomysłowe i dopasowane do wymowy zbioru.

Zakończenie historii nie jest w żadnym razie wyjaśnione, w 2006 roku miała pojawić się kontynuacja, której z przyczyn "czasowych" nie doczekaliśmy się do dziś. Chodzą słuchy, że "Necrosis. Dzień Gniewu" zostanie wydany dopiero po zakończeniu serii o przygodach Inkwizytora. Mam więc nadzieję, że dożyję dnia, w którym na sklepowe półki trafi kolejny tom firmowany nazwiskami Piekara & Kucharski.


Profil redaktora Rude


Opublikowano: 27.07.2010 23:59