Hel-3 - Jarosław Grzędowicz - Recenzja premierowa

Jarosław Grzędowicz należy do grona pisarzy, których twórczość zaskarbiła sobie dozgonne uwielbienie wielu miłośników literatury fantastycznej. Dla wielu czytelników czteroletni okres między ostatnimi dziełami autora był zdecydowanie zbyt długi. Na szczęście oczekiwanie dobiega końca, bowiem lada moment do księgarń trafi kolejna powieść Grzędowicza - Hel-3.

Najnowsza opowieść twórcy Pana Lodowego Ogrodu znów przenosi nas w przyszłość, choć tym razem już nie tak odległą. Jest rok 2058 i świat uległ pewnym przeobrażeniom, zwłaszcza w sensie geopolitcznym. Spadek znaczenia ropy naftowej doprowadził kraje Półwyspu Arabskiego do ruiny, Europa zacieśniła swoją integrację, ekspansja Chin rozlała się po niemal całej kuli ziemskiej, zaś u naszych wschodnich sąsiadów odbudowano imperium, tym razem "Nowosowieckie". Polityka jest bardzo ważnym aspektem Helu-3. Jak dowiadujemy się już z noty wydawniczej, tytułowy pierwiastek posiada tak potężną moc, że jego stosunkowo niewielka ilość mogła by doprowadzić do rewolucji energetycznej i sporych przetasowań wśród światowych mocarstw. Te z kolei bynajmniej nie zamierzają dzielić się władzą z kimkolwiek, kto chciałby aspirować do miana nowej potęgi na arenie międzynarodowej.

Hel-3 jest tak naprawdę powieścią jednego bohatera. Mowa o Norbercie, polskim "iwenciarzu", czyli niezależnym dziennikarzu. W przyszłości opisanej przez Grzędowicza ludzkość niemal całkowicie odwróciła się od realnego świata i zatopiła w wirtualnej rzeczywistości MegaNetu. Jednakże to właśnie on jest chlebem powszednim zaopatrzonego w najnowszą technologię reportera. Sensem jego życia jest nakręcenie dobrego "iwentu", czyli materiału filmowego, który przyciągnie uwagę tysięcy widzów. Liczba odsłon jest wprost proporcjonalna do liczby pieniędzy zarobionych na największych portalach iwenciarskich, dlatego im bardziej szokujące treści, tym lepiej. Główny bohater w pogoni za sensacją kreuje kilka iwentów, a każdy z nich tworzy mu coraz potężniejszych wrogów. Zdobywa jednak renomę, która z czasem zaprowadzi go do ostatecznego celu swej podróży: na Księżyc.

Najnowsza powieść Grzędowicza kładzie mocny nacisk na psychologiczną stronę wspomnianego iwenciarza. To on jest narratorem opowieści, dzięki czemu poznajemy wiele jego opinii na temat świata w 2058 r., a czasami nawet jego przeszłości. Nie jest to wizja optymistyczna, lecz zaskakująco dobrze wypływająca z obserwacji dzisiejszych realiów. Obecnie postęp technologii wirtualnej rzeczywistości rośnie w takim tempie, że za niecałe pół wieku może osiągnąć opisywany stan. Państwa coraz mocniej starają się ingerować w codzienne życie obywateli, co w Helu-3 ma swoje odbicie choćby w ścisłej kontroli stanu zdrowia przez rządowe aplikacje, włączając w to limity spożywanego cukru (!) i przymus szczepień - szczególnie ten ostatni wątek został zasygnalizowany w powieści w bardzo interesujący sposób. Nie można też zapominać o pogarszającej się sytuacji ekonomicznej na świecie, która w przyszłości Grzędowicza objawia się "doktryną zrównoważonego rozwoju". Pod tym pięknym sloganem kryje się podział globu na strefy wpływów, w myśl którego rola krajów takich jak Polska została sprowadzona do rezerwuaru taniej siły roboczej. Powyższe przykłady są dobitnym dowodem na to, że Grzędowicz jest bardzo uważnym obserwatorem współczesnej rzeczywistości. Zagłębienie się w sytucję społeczną Ziemi 2058 r. brzmi jak przestroga: i to nie science, ale political fiction, a momentami można się zastanawiać, czy określenie tego mianem "fikcji" jest naprawdę zasadne.

O wiele słabiej od tła opowieści wypadają bohaterowie poboczni. Wśród ludzi, których spotyka na swej drodze Norbert, większość jest bezbarwna niczym krajobraz księżyowy. Najbardziej intrygującymi postaciami są ekscentryczny miliarder Szaman oraz enigmatyczny Mechanik, lecz szybko okazuję się, że do odegrania mają jedynie krótkie epizody. Nie jest to poważny problem, ponieważ główną gwiazdą powieści pozostaje Norbert, jednakże nieco większa różnorodność wśród bohaterów drugiego planu z pewnością wpłynęłaby pozytywnie na całokształt opowieści.

Główny wątek fabularny również nie należy do mocnych stron Helu-3. Przede wszystkim brakuje mu odpowiedniego punktu kulminacyjnego; ze stopniowaniem napięcia również bywa różnie. Można odnieść wrażenie, że w kolejnych rozdziałach autor chciał umiejscowić akcję w maksymalnie różnorodnych sceneriach, dzięki czemu przed wizytą na Księżycu Norbert zwiedza kilka nietuzinkowych miejsc. Niemniej przez ok. 3/4 powieści odczuwa się wrażenie ciągłego oczekiwania na "coś" wielkiego, co wcale nie zamierza nastąpić... Aż do wielkiego finału, który gwarantuje prawdziwy roller coaster wrażeń. Zakończenie powieści jest satysfakcjonujące. Wiele wątków, pozornie nieistotnych, okazuje się mieć ogromny wpływ na misję zdobycia rewolucyjnego pierwiastka. Można za to żałować, że kilka pobocznych nitek opowieści nie doczekało się stosownego rozwinięcia (np. afera szczepionkowa).

Hel-3 jest książką dość specyficzną. Zdecydowanie najciekawsze są jej warstwy psychologiczna i społeczna, przez co jest jej znacznie bliżej do dzieł mistrzów polskiej fantastyki końca PRL-u niż do współczesnego SF. Nie posługuje się jednak aż takim szerokiem wachlarzem symboli ani nie próbuje tworzyć nowego koalangu, choć pewnych zabiegów lingwistycznych nie można autorowi odmówić. Grzędowicz w swojej najnowszej powieści stara się raczej znaleźć równowagę pomiędzy refleksją nad okalającą zewsząd rzeczywistością a prostą w odbiorze, dynamiczną akcją. Tego założenia nie udaje mu się w pełni zrealizować. To ciągle dobra książka, choć jedną półkę niżej od Pana Lodowego Ogrodu.


Profil redaktora Mrozie


Opublikowano: 15.02.2017 19:44