Czerwone żniwa. Tom 2: Trzeci front - Paweł Majka, Radosław Rusak - Recenzja

Paweł Majka i Radosław Rusak zgotowali nam w zeszłym roku całkiem miłą niespodziankę, dostarczając książkę, która podchodziła do tematyki trzeciej wojny światowej w nieco inny sposób, niż zwykło się to robić we współczesnej fantastyce. Panowie odpuścili sobie maski przeciwgazowe i napromieniowane pustkowia, skupiając się na chaosie typowym dla pierwszych dni konfliktu konwencjonalnego. Nie znaczy to bynajmniej, że przez cały czas towarzyszył nam klekot karabinów i huk dział. Sceny batalistyczne się zdarzały, owszem, ale z reguły w dość małej skali, a największy nacisk i tak położono na grę wywiadów i tajemniczy spisek wokół cennych zabytków pokroju Szczerbca, które Amerykanie z jakiegoś powodu postanowili wykraść z terenów państw należących do Układu Warszawskiego. Dzięki Trzeciemu frontowi dowiemy się wreszcie po co.

Opowieść zaczyna się od kilkustronicowego streszczenia wydarzeń z pierwszego tomu, co jest być może szczegółem, ale z mojej perspektywy jak najbardziej godnym pochwały. Zbyt wielu autorów i zapomina, że pomiędzy premierami ich kolejnych książek nierzadko mijają miesiące (a czasem i lata…), więc przeciętny czytelnik nie pamięta już, o co właściwie w nich chodziło i na samym początku ma mocno pod górkę. Dzięki krótkiej „przypominajce” w kilka minut wygrzebałem z pamięci kluczowe wydarzenia i mogłem bez większych trudności przejść do cieszenia się kolejnymi etapami intrygi.

A jest się czym cieszyć, bo dzieje się naprawdę wiele. Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo skoro mówimy o drugim tomie, to zainteresowani znają już realia i wymienianie poszczególnych wydarzeń byłoby po prostu zbędnym spoilerowaniem. Dość rzec, że walki wciąż nie są tu najważniejsze, za to agenturalne spiski nabierają nie tylko rumieńców, ale także sensu. Autorzy postanowili wreszcie uchylić rąbka tajemnicy i wyjaśnić, do czego Amerykanom potrzebne były cudze zabytki. Efekt jest jednak… dyskusyjny. O ile poprzedni tom jako tako trzymał się jeszcze realizmu (być może z wyjątkiem końcówki), to tutaj ewidentnie skręcono już w stronę czystej fantastyki, choć całkiem nieźle obmyślonej i ciekawie sprzedanej. Jej elementy nie są jednak zazwyczaj natrętne i raczej plączą się na marginesie, zamiast odgrywać pierwsze skrzypce. Przykładając to na inne realia: pomyślcie raczej o czymś w stylu magii pogodowej, a nie kulach ognia i smokach. Mnie to nie przeszkadzało, ale jeśli jesteście na podobne zabiegi uczuleni, miejcie to na uwadze.

Nie ustrzeżono się też pomniejszych wpadek, ale w przeciwieństwie do fatalnego zawiązania piątego rozdziału w tomie pierwszym (po szczegóły odsyłam TUTAJ), są to raczej dość zabawne w sumie drobiazgi. Przykładowo na 18 stronie możemy poczytać, że po wyeliminowaniu jednego wartownika czterdziestoosobowa obsada pewnego obiektu skurczyła się do dwudziestu dziewięciu osób – ależ ten facet musiał mieć o sobie mniemanie!

To, co tradycyjnie wyszło dobrze, to naturalne dialogi i sympatyczni bohaterowie. Kicio dalej zrzędzi na czym świat stoi (z pewnymi drobnymi wyjątkami…), Stonebridge załamuje ręce nad kondycją świata, losem Polski i ludzką marnością, a wszystko to z należytym i stosownym do sytuacji ładunkiem emocjonalnym. Ktoś wkurzony nie wypluwa z siebie przykładowo poetyckich porównań i prędzej rzuci soczystą kur… tyzaną niż kuriozalnym „ojejku” (doceniam dowcip, panowie autorzy, doceniam).

Bardzo cieszy mnie również to, że w trakcie scen batalistycznych nie zapomniano o tak wyróżniającym się w pierwszym tomie oddaniu specyfiki mgły wojny. Bitewny chaos, ograniczona komunikacja, niekompetencja czy zwyczajny niefart sprawiają, że żołnierze często działają po omacku i wykonują ruchy, które przy pełnej wiedzy na temat sytuacji strategicznej z miejsca by odrzucili. W zasadzki wpadają nie tylko wrogowie, ale też i główni bohaterowie – każdemu zdarza się zrobić pod ostrzałem coś głupiego czy zwyczajnie spękać. Nie ma supermanów. Miła odmiana.

Trzeci front spełnił moje oczekiwania i dostarczył dokładnie tego, co spodobało mi się w „jedynce”. Fantastyczne naleciałości nie każdemu muszą przypaść do gustu, ale według mnie nadały całości specyficznego wydźwięku, nie dominując przy tym całości. Podobnie jak poprzednio nie jest to z pewnością książką, którą ze spokojnym sercem można postawić na równi z tuzami gatunki, ale jestem szczerze zaciekawiony, jak się to wszystko skończy, a to już o czymś świadczy


Profil redaktora Murky


Opublikowano: 23.05.2020 13:00