SybirPunk Vol. 1 - Michał Gołkowski - Recenzja

Cyberpunk. Sajberpank, można zapisać fonetycznie. Stąd już tylko krok do SybirPunka. I kto wie, czy nie właśnie takimi torami biegły myśli Michała Gołkowskiego, gdy rozpoczynał prace nad swoim nowym cyklem? Fakty są jednak takie, że cyberpunk - jako gatunek - przeżywa obecnie swój renesans i coraz trudniej wybić się spośród zalewu opowieści noir o ponurej wizji przyszłości, cybernetycznych wszczepach i wszechwładnych megakorporacjach. Dla wspomnianego pisarza to jednak żadne wyzwanie!

Któż inny mógłby bowiem wpaść na pomysł, żeby swoje cyberpunkowe dzieło osadzić na takim zad... na krańcu świata takim jak Nowosybirsk? Pardon, NeoSybirsk, jak nazywane jest ono w bliżej nieokreślonej przyszłości. Przyszłości, jak to przystało na ten gatunek, dość nieciekawej. W SybirPunku nie brakuje żadnego z wyznaczników klasycznej opowieści cyberpunkowej: oto świat dystopijny, w którym coraz trudniej odróżnić człowieka od cyborga. Świat całkowitego rozkładu moralnego i społecznego, wprost proporcjonalnego do postępu technologicznego. Świat megakorporacji, które potrafią rządzić każdym aspektem życia obywatela. Świat paskudnego, sztucznego jedzenia i totalnego upadku dzikiej przyrody, nawet na samej Syberii. Tyle że... wszystko to jest podlane pewnym specyficznym klimatem, taką niepodrabialną rosyjskością: retoryką odwiecznej walki z zachodnimi imperialistami, porządnym dresem, tanią syntadrenaliną, którą można traktować w kategorii bimbru przyszłości, słowiańskim przykucem, który jest obecny nawet na okładce książki, a także innymi elementami folkloru, niekiedy trudnymi do wychwycenia, lecz wciąż żywymi. A nie można też nie wspomnieć o specyficznej sytuacji geopolitycznej w tle, gdzie na Matuszkę Rassiję coraz mocniej napierają Chińczycy, którzy powoli dominują świat i wypierają z miast rodowitych Rosjan. Brzmi oryginalnie? Jeszcze jak!

Przetrwanie w takich warunkach nie należy do najłatwiejszych, jednak "Saszce" Chudemu od lat się to udaje. Jest to postać niezwykle barwna: człowiek zdecydowanie nie pasujący do swojej epoki. Były żołnierz, rozwodnik, przeciwnik wszczepów i wszelkiej elektroniki, a przy tym szczęśliwy posiadacz psiska wabiącego się Kusto. Oficjalnie prywatny detektyw, nieoficjalnie handlarz nielegalnej synty. Życiorys bogaty w niezwykłe doświadczenia sprawia, że Chudy posiada wiele ciekawych przemyśleń na temat otaczającego go świata; część z nich śmiało można byłoby odnieść nawet do czasów współczesnych czytelnikowi - co oczywiście trudno uznać za przypadek. Chudy zresztą sprawia wrażenie takiego typowego chłopaka z osiedla - sąsiada w wytartej kurtce, którego znasz z widzenia, możesz z nim śmiało pogadać o pogodzie i ponarzekać na partię rządzącą, ale jednak wolałbyś nie zaleźć mu za skórę. Można by rzec, typowy blokers z lat 90. ubiegłego stulecia, który dojrzał, zebrał bagaż doświadczeń i dorobił się bionicznej ręki. Trudno go nie lubić.

 

Nowy rozdział życia Saszy rozpoczyna się dość banalnie. NeoSybirski detektyw zostaje polecony ekscentrycznemu oligarsze Daniłowowi, który zamierza dług odzyskać od wierzyciela. W teorii sprawa jest dość prosta: trzeba odnaleźć konkretnych ludzi i wyegzekwować spłatę. W dowolny, lecz skuteczny sposób. Szybko okazuje się, że sprawa wcale nie jest tak prosta, jak się wydaje, a doprowadzenie jej do końca będzie wymagało kilku dalekich podróży i zadarcia z naprawdę grubymi rybami.

Szczęśliwie Saszka nie musi radzić sobie sam. Nie raz i nie dwa pomocy udzieli mu dawny towarzysz broni, obecnie inwalida wojenny i genialny haker Kulas. Na przeciwległym biegunie stoi Kojot, kolejny kompan Chudego z czasów wojska, a obecnie wysoko postawiony oficer FSB. Wsparcia udzieli mu również kolega ze szkolnej ławki Cesarz - Rosjanin pochodzenia chińskiego, a obecnie szef lokalnego gangu handlującego nielegalną syntą. Niezwykle intrygującą postacią jest Mykoła, prawdziwy stoik i genialny chemik, w którym prawdopodobnie jest wiecej elektroniki niż materii organicznej... Nie można nie wspomnieć też o Oldze. Przypadkowa znajomość z nią szybko przeradza się w romans, choć... nie tak płomienny i sztampowy, jak można byłoby się spodziewać. Wszakże która kobieta pragnie zwieńczyć wspaniałą randkę, tłukąc się po mordzie ze swoim wybrankiem w klatce? Jest i wreszcie sam Daniłow, który nawiązuje z Saszą bardzo bliską relację, a w rezultacie pewnego zbiegu okoliczności Chudy pozna nawet jego rodzinę... I nie, bynajmniej nie są oni gromadką wymuskanych bogaczy. Ten wątek poboczny jest tak dobry, że naprawdę szkoda go zdradzać w recenzji.

Opowieść kipi zresztą od akcji. Gołkowski już na wstępie narzuca wysokie tempo i z każdym kolejnym rozdziałem wydaje się, że nie może być już lepiej... ale jest! Sasza stopniowo odkrywa głęboką sięć powiązań pomiędzy różnymi spółkami i podmiotami rządowymi; biznesmenami, politykami i zwykłymi przestępcami. Jak nietrudno się domyślić, jego śledztwo nie pozostaje niezauważone, co znacząco komplikuje sprawę. Daniłow jednak poczytuje sobie odzyskanie długu za sprawę honoru, dlatego jeśli Chudy chce powąchać obiecanej mu prowizji, nie może odpuścić. Będą więc pościgi, porachunki gangów, ataki hakerskie, wybuchy i - rzecz jasna! - barwne dialogi pełne czarnego humoru. Wszystko to, czego można byłoby się spodziewać po cyberpunkowej powieści sygnowanej nazwiskiegm Gołkowskiego. Jednocześnie wszystkie te wydarzenia są ze spięte niesamowicie spójnymi klamrami. Czytając SybirPunka można odnieść wrażenie, że każde, nawet teoretycznie błahe zdarzenie, odciska swoje piętno na historii. To skłania czytelnika do wielu refleksji, jak choćby to, czy przypadkowe spotkanie z Olgą i wspomniany już romans były naprawdę tak przypadkowe, jak wydawałoby się to na pierwszy rzut oka...

Gołkowski nie szczędził też na detalach, ukrywając w swojej powieści wiele pysznych smaczków. Dość powiedzieć, że jedną z wiodących ról odgrywa szantażysta, który nazywa się... Marco Valenta! Piękny ukłon w stronę rodzimej polityki ostatnich lat, prawda? Do tego irytujące reklamy kontekstowe na ulicach, które doskonale znają "grzeszki" historii przeglądania sieci, czy nietuzinkowe postaci epizodyczne jak Trzydziesty Czwarty - najemnik będący w zasadzie żywym pancerzem, ruszający na wrogów z radziecką pieśnią na ustach. Trudno to wszystko opisać. Trudno to opisać tak dobrze jak Gołkowski. To po prostu trzeba przeczytać!

Sięgając po pierwszy tom SybirPunka, nie do końca wiedziałem, czego się spodziewać. Z jednej strony miałem świadomość, że trzymam w rękach dzieło pisarza o uznanej już renomie, a jednak obawiałem się, czy nie postanowił rozmienić się na drobne w pogoni za cyberpunkową modą. Na szczęście dziś mogę już oznajmić z pełną odpowiedzialnością, że w swojej najnowszej powieści Gołkowski wzniósł się na swoje wyżyny. I choć główny wątek został ostatecznie zamknięty, to nie mam wątpliwości, że Chudego czekają kolejne, jeszcze poważniejsze wyzwania. Oby już niedługo!


Mrozie


Opublikowano: