World of Warcraft: Kronika. Tom II - Recenzja

Pierwszy tom Kroniki osłodził mi końcówkę zeszłego roku, ale do dziś nie do końca wierzę, że Insignis w ogóle zdecydowało się go u nas wydać. Zdaję sobie sprawę, że Warcraft cieszy się w Polsce sporą popularnością, ale nie sądziłem że aż tak wielką, by zaryzykować wypuszczenie na rynek tak specyficznego produktu – mówimy przecież o czymś w rodzaju podręcznika do historii nieistniejącego świata. Nikt poza najwierniejszym fanem nie spojrzy przecież nawet w jego kierunku i w sumie trudno się dziwić. Jeśli jednak należycie do tego grona, trudno o większy skarb. Z tym większą radością przyjmiecie zapewne tom drugi.

Poprzednio skupiono się na najdawniejszej historii Azeroth, przedstawiając między innymi proces tworzenia świata i dzieje pradawnych społeczeństw, zaś skończono na otwarciu Mrocznego Portalu. Najnowszą książkę podzielono na dwie równorzędne części. Pierwszą poświęcono historii Draenoru, zwanego później Rubieżą vel Outlandem. Wbrew moim początkowym obawom nie znaczy to jednak, że zafundowano nam powtórkę z rozgrywki. Owszem, doskonale znane fanom wydarzenia pokroju pojawienia się Draenei czy utworzenia orczej Hordy są tu wspomniane, ale rozbudowano je o znacznie mniej wyświechtane elementy – dowiemy się na przykład, co ważnego wydarzyło się podczas samej podróży ludu Velena z ojczystego Argusa na ziemie orków i jak wpłynęło to na przyszłość. Ponadto poczytamy o imperiach ogrów, narodzinach orczych klanów (wraz ze społeczno--geograficznym uzasadnieniem ich specyficznych cech) i tak dalej, Atrakcji jest więc pod dostatkiem. Dość rzec, że dopiero teraz, po kilkunastu latach, w pełni zrozumiałem, dlaczego poszczególne lokacje w The Burning Crusade (pierwszym dodatku do WoW—a) wyglądały w ten a nie inny sposób i doceniłem włożony w ich projektowanie trud.

Kolejna część publikacji przenosi nas już do samego Azeroth i traktuje o konfliktach pomiędzy Hordą a Przymierzem. Skupiono się na dwóch pierwszych wojnach, co oznacza, że w tym przypadku fan uniwersum faktycznie nie dowie się zbyt wiele nowego, bo większość tych wydarzeń zna już z gier i wydanych w naszym kraju powieści. Czy to źle? Niekoniecznie – wszak podstawowym zadaniem Kroniki jest zebranie całej dostępnej wiedzy o uniwersum w jednym miejscu. Ci, którzy czują się jednak nieco zawiedzeni, mogą jednak liczyć na kilka ciekawych okruchów wiedzy, choćby dotyczących wczesnej młodości Medivha (zastanawialiście się kiedyś, skąd te wszystkie balujące duchy w Karazhanie?). Całość kończy się mniej więcej po kontrofensywie ludzi na Draenor oraz zamknięciu pozostałych na Azeroth orków w obozach. Wiele wskazuje więc na to, że następna Kronika skupi się na czasach Warcrafta III

Pomijając zrozumiałą w tym przypadku wtórność w drugiej połowie, nie sposób czepić się czegokolwiek poza tradycyjnymi problemami z nieco konfundującym tłumaczeniem nazw własnych, ale to zło, do którego zaczynamy się chyba niechętnie przyzwyczajać. W przypływie wczesnostarczej złośliwości mógłbym ewentualnie wytknąć jeszcze fakt, że część zdobiących książkę ilustracji jest nieco za ciemna i trudno dostrzec wszystkie szczegóły. Prawda jest jednak taka, że drugi tom Kroniki jest równie wspaniałą wiadomością dla fanów, co pierwszy i jeśli interesuje was stworzone przez Blizzarda uniwersum, koniecznie musicie dodać go do własnych zbiorów.


Profil redaktora Murky


Opublikowano: 24.08.2020 11:43