Banita - Wojciech Zieliński - Recenzja

Pisanie recenzji drugiego tomu dłuższej serii jest trudne samo w sobie, a jeśli robi się to po mniej więcej tygodniu od pierwszego tekstu, ryzyko powtarzania samego siebie rośnie niepomiernie. Jeśli czytając poniższe zdania, odniesiecie wrażenie, że gdzieś już to widzieliście, to zapewne macie rację. Będzie to wina zarówno moja, jak i Wojciecha Zielińskiego. Dlaczego wplątuję w to wszystko autora? Cóż, opisuję to, co widzę, a widzę, że przyświecała mu znana skądinąd maksyma “bigger, better, more badass”.

Podobne podejście nie jest w kontynuacjach niczym nowym ani szczególnie godnym potępienia, bo jeśli pomysł chwycił, należy się go trzymać i przyjąć postawę ewolucyjną, jedynie poszerzając swoje uniwersum, zamiast wprowadzać w nim radykalne zmiany. Można to jednak zrobić na kilka sposobów, a Zieliński wybrał jeden z najprostszych - eskalację. O ile Kontroler początkowo trzymał się jeszcze realiów i ciekawie mieszał realne technologie z pierwszymi osiągnięciami w czysto fikcyjnych dziedzinach, Banita już takich ograniczeń sobie nie stawia. Mimo że w świecie powieści minęły zaledwie trzy lata, wydarzenia z poprzedniego tomu doprowadziły do przełomu i zrodzenia możliwości stawiających dotychczasowy ład na głowie. Ma to pewne uzasadnienie fabularne, całkiem akceptowalne zresztą, ale znacząco przesuwa klimat w kierunku czystego science-fiction, marginalizując jednocześnie znaczenie wątków w duchu Toma Clancy’ego.

Zważywszy na to, że zajmujemy się tu kontynuacją, nie ma już raczej sensu robić tajemnicy z najważniejszego motywu  “jedynki”, ale jeśli jeszcze jej nie czytaliście, przejdźcie proszę do kolejnego akapitu. Już? Świetnie, zatem do rzeczy. Zieliński o wiele odważniej eksploruje w Banicie wątki Świata Centralnego i zamieszkujących go istot - pokazuje panujące tam zasady i wpływ, jaki krewniacy Starszego mają na Ziemian. Nie waha się też wkładać w ręce bohaterów nowych zabawek - przykładowo podróże międzywymiarowe, które do niedawna były jeszcze niewiadomą, teraz nieco spowszedniały, a w użyciu jest też broń elektromagnetyczna, roje dronów i tak dalej. Ma to wszystko ręce i nogi, ale przyznam, że wcześniejsza mieszanka trafiała w mój gust znacznie celniej, bo dzięki quasirealizmowi znacząco wyróżniała się na tle konkurencji.

 

Relacje pomiędzy państwami nie odeszły całkowicie do lamusa, przy czym również padły ofiarą wspomnianej eskalacji. Mógłbym uwierzyć, że w określonych warunkach światowi przywódcy zachowaliby się podobnie jak w Kontrolerze, jednak ciężko mi przyjąć do wiadomości, że tak łatwo zdecydowaliby się na kroki, jakie podejmują tutaj. Mam świadomość, że to strasznie ogólnikowe stwierdzenie, ale nie chciałbym wchodzić zanadto w szczegóły, by nie psuć wam niespodzianki. Ja odebrałem omawiane fragmenty z mieszanymi uczuciami: owszem, były spektakularnie, ale pasowałyby raczej do typowej książki sensacyjnej, nie takiej, która do tej pory starała się trzymać ziemi choćby jedną nogą. Paradoksalnie znacznie lepiej bawiłem się wtedy, gdy pisarz zaciągał hamulec, redukował skalę i wracał do gier wywiadów i światowych spisków - czasami mniej znaczy więcej.

Opisane powyżej mankamenty są oczywiście kwestią gustu i wcale takowymi być nie muszą, jeśli rozbrat z realizmem nie stanowi dla was problemu, ale największa i dość powszechnie zauważana bolączka Kontrolera, czyli przeciętnie napisane postacie, ma się niestety dobrze. Powraca kilka znajomych twarzy, pojawiają się też nowe, ale choć trudno zarzucić im coś konkretnego, żadna nie potrafi wbić się w pamięć czy wzbudzić silniejszych emocji. Jak poprzednio - głównym bohaterem jest tutaj intryga, zaś ludzie to tylko kiepsko opłacani statyści.

Banita nie jest w żadnym razie pozycją nieudaną, co mogłoby sugerować nagromadzone wyżej stado jęków i stęków. Ogólnie rzecz biorąc, wypada zadowalająco i nie wstyd postawić go na półce, ale nie mogę się pogodzić z faktem, że Zieliński tak mocno skręcił w kierunku sci-fi i działań na wielką skalę, w znacznym, choć na szczęście nie całkowitym stopniu odchodząc przy tym samym od unikalnego klimatu Kontrolera. Jeśli jednak pierwszy tom przypadł wam do gustu i nie macie nic przeciwko zmianie kierunku, sądzę, że spodoba wam się i drugi.

PS: Zieliński już w Kontrolerze dość jasno deklarował własne spojrzenie na temat aktualnej sytuacji politycznej w Polsce, a tutaj zdarza mu się iść jeszcze dalej, co nieco mnie drażniło. Nie chodzi mi o opcję, którą wspiera, ale sam fakt, że to robi - nie pojmuję, dlaczego współcześni autorzy czy to z prawa czy z lewa czują przemożną potrzebę wtykania swoich trzech groszy tam, gdzie nie ma ku temu absolutnie żadnego powodu. Na bogów, dajcież już spokój, panowie, to szambo wybija zewsząd, ocalmy od niego choć fantastykę...


Murky


Opublikowano:


Komentarze

Ostrzeżenie

Komentowanie jest zarezerwowane dla zarejestrowanych użytkowników. Zaloguj się poniżej lub zarejestruj - za darmo i w mniej niż 5 minut!

Zaloguj się

Nie zalecane na współdzielonych komputerach

Szybsze logowanie

Możesz również zalogować się poprzez jeden z poniższych serwisów.