Pustynna Włócznia - recenzja dwóch tomów nowego wydania powieści Petera V. Bretta

Opublikowane kilka miesięcy temu wznowienie Malowanego Człowieka pozwoliło mi choć po części doświadczyć zachwytu, jaki przed kilkunastu laty stał się udziałem pierwszych czytelników dzieła Petera V. Bretta. Wiedziałem już, że powieść była swego czasu hitem i podchodziłem do niej z lekko zawyżonymi oczekiwaniami, a mimo to się nie zawiodłem. Naturalną koleją rzeczy po Pustynnej Włóczni spodziewałem się rozrywki co najmniej równie godziwej… i taką też dostałem.

Na początek nieco kwestii technicznych. W przeciwieństwie do najnowszej wersji Malowanego Człowieka, Fabryka Słów nie zdecydowała się na wydanie jednotomowe, co oznacza, że cała impreza jest znacznie droższa, bo za każdy z dwóch tomów - według ceny okładkowej - trzeba zapłacić około 70 złotych. Jest to decyzja o tyle uzasadniona, że łącznie liczą one sporo ponad 1100 stron, a czytanie takiego tomiszcza nie należy do rzeczy szczególnie wygodnych, czego doświadczyłem choćby recenzując jakiś czas temu zbiór dzieł braci Strugackich. Trzeba też przyznać, że książki prezentują się całkiem nieźle - twarde, lakierowane oprawy z tłoczonymi runami, przyzwoity papier, niezłe ilustracje: jest na co popatrzeć i przyjemnie trzyma się to w ręku. Przestrzegam jednak, że kupowanie tomów oddzielnie nie ma większego sensu, bo podziału między nimi dokonano w na poły losowy sposób, przerywając narrację dosłownie w połowie wątku - nie ma najmniejszych szans, by połapać się, o co w tym wszystkim chodzi, powracając po dłuższej przerwie.

Przejdźmy jednak do rzeczy ważniejszych, a mianowicie tego, co w środku. Akcja Pustynnej Włóczni częściowo przenika się z wydarzeniami z poprzedniego tomu, kładąc szczególny nacisk na postać Jardira, przywódcy Krasjan, czyli wojowniczego ludu stylizowanego na mieszkańców Bliskiego Wschodu. Czytelnik dowie się nieco o dzieciństwie potężnego przywódcy, przekona się, o tym jak doszedł do władzy i lepiej zrozumie brutalną, choć fascynującą kulturę jego ziomków. Brett dobrze poradził sobie z nadaniem tej postaci tła i ukazaniem jej psychologicznej ewolucji. Jardir budzi silne, choć nie zawsze pozytywne emocje, dzięki czemu stanowi wspaniałą przeciwwagę dla reszty ekipy.

 

W dalszej części powieści, zwłaszcza w tomie drugim, na scenę powracają też starzy znajomi: Leesha, Rojer oraz rzecz jasna Naznaczony. Pojawia się też kilkoro debiutantów, ale przyznam, że na tym etapie Brett nie potrafił mnie zainteresować ich losami i poświęcone im fragmenty traktowałem raczej jako przerywnik przed powrotem do właściwej akcji. Część z nich wydaje się jednak na tyle obiecująca, że jestem niemal pewien, że jeśli tylko dostaną w przyszłości trochę więcej “miejsca antenowego”, zdołają rozbłysnąć równie jasno co reszta.

Pustynna Włócznia to kawał solidnej fantastyki w starym stylu, takiej, za jaką wraz z upływem lat tęsknię coraz bardziej. Mimo licznych walk, bohaterskich czynów i wszędobylskiej magii, Brett nie spłyca jednak relacji między bohaterami i nie ucieka się do taniego podziału na czarne i białe, co - powiedzmy sobie szczerze - bywało niegdyś standardem. Z niecierpliwością czekam na więcej.


Murky


Opublikowano:


Komentarze

Ostrzeżenie

Komentowanie jest zarezerwowane dla zarejestrowanych użytkowników. Zaloguj się poniżej lub zarejestruj - za darmo i w mniej niż 5 minut!

Zaloguj się

Nie zalecane na współdzielonych komputerach

Szybsze logowanie

Możesz również zalogować się poprzez jeden z poniższych serwisów.