Dar anomalii. Tom 1 - Paweł Zbroszczyk - Recenzja przedpremierowa

Z mojego doświadczenia wynika, że początkujący pisarze należą z reguły do jednego z dwóch obozów. Część stawia na sprawdzone rozwiązania i najbardziej wyświechtane dla danego podgatunku motywy: krasnoludy są opryskliwe i skore do awantur, elfy zadzierają nosa, magowie noszą szaty i ciskają kulami ognia – wiecie, co mam na myśli. W teorii to bezpieczna opcja, bo nie trzeba wynajdować koła na nowo, a i na nostalgii można przy tym wcale udatnie zagrać. Niestety z reguły kończy się jednak katastrofą, bo zrozumiałe ze względu na nikły staż braki warsztatowe sprawiają, że czytelnik przysypia, będąc w stanie przewidzieć całą intrygę na pięć rozdziałów wprzód. Druga grupa chcąc za wszelką cenę odróżnić się od wyżej wymienionych, powołuje z kolei do życia światy tak wydumane, sztuczne i nieprawdopodobne, że trudno przejąć się losami zamieszkujących je postaci. Z rzadka jedynie trafia się ktoś, kto potrafi połączyć ogień z wodą, ale to właśnie on odnosi sukces.

Zaskakująco blisko tego złotego środka swą pierwszą powieścią trafił Paweł Zbroszczyk. Z pozoru świat Daru Anomalii nie odbiega zanadto od tego, co doskonale znane. Mamy więc z grubsza średniowieczne realia, menażerię „tolkienowskich” ras oraz mieszankę rozmaitych potworów i magii. Ciekawie robi się dopiero, gdy zagłębić się w szczegóły. Z oczywistych względów nie „sprzedam” wam teraz najsmaczniejszych kąsków, ale nie zawadzi chyba, jeśli wspomnę, że magowie w zamian za swą moc zawsze płacą tutaj kalectwem – im potężniejsi się stają, tym bardziej podupadają na zdrowiu. Widoczne ułomności sprawiają z kolei, że o wiele łatwiej rozpoznać ich w tłumie, co nie jest szczególnie pożądaną cechą, gdy w okolicy grasuje szajka bezwzględnych, polujących na czarokletów łotrów.

Chciałbym opowiedzieć nieco więcej o naturze tych ostatnich, bo to ktoś znacznie więcej niż odziani w czerń rzeźnicy o ociekających trucizną sztyletach. Ich wewnętrzne zasady, zwyczaje i hierarchia są naprawdę sprytnie obmyślone i ciekawe nawet dla kogoś, kto podobnie jak ja interesuje się szeroko pojmowaną fantastyką od przeszło ćwierć wieku (a może i dłużej, ale liczmy tylko okres względnie świadomy). Oryginalność, ale ta mądrze rozumiana, bo wyrastająca z tradycji i od niej nieoderwana, to zresztą charakterystyczna cecha powieści Zbroszczyka. O ile Bren, jedna z dwóch głównych postaci, jest względnie typowym przykładem „bohatera z przypadku”, to już jego kompan, Leba, to ktoś o wiele mniej standardowy. Na tym powinienem jednak chyba poprzestać, żeby nie zepsuć wam niespodzianki. Rzeknę jedynie, że odkrywanie jego natury było równie przyjemne, co przebywanie „w towarzystwie” wspomnianych łowców magów.

Nie zamierzam was oczywiście przekonywać, że Dar Anomalii to arcydzieło, które każdy powinien mieć na półce, ale jestem pozytywnie zaskoczony, że tak ciekawa, przemyślana i naturalnie napisana powieść, wyszła spod ręki kogoś, kto dopiero rozpoczął swą pisarską karierę. Niejeden doświadczony pisarz mógłby co nieco u Zbroszczyka podpatrzeć. Jedyne, co poważnie mi wadzi, to fakt, że książka jest względnie krótka (około 330 stron przy sporym druku i szerokiej interlinii) i urywa się niejako w połowie, nie dając odpowiedzi na żadne z kluczowych pytań. Z jednej strony to, że autor zdołał zainteresować mnie na tyle, że jestem ciekaw, w którą stronę potoczy się akcja, oczywiście dobrze o nim świadczy, ale obawiam się, że jak to zwykle bywa, zanim ukaże się kolejny tom, zdążę już zapomnieć połowę tego, co wydarzyło się w pierwszym i będę błądził po omacku. Z drugiej strony nie wyprę się faktu, że zamierzam po niego sięgnąć, więc może i nie ma na co narzekać.


Murky


Opublikowano:


Komentarze

Ostrzeżenie

Komentowanie jest zarezerwowane dla zarejestrowanych użytkowników. Zaloguj się poniżej lub zarejestruj - za darmo i w mniej niż 5 minut!

Zaloguj się

Nie zalecane na współdzielonych komputerach

Szybsze logowanie

Możesz również zalogować się poprzez jeden z poniższych serwisów.