Czarna szabla (wyd. 2026) - Jacek Komuda - Recenzja

Jacek Komuda wypłynął na szerokie wody powieściami i opowiadaniami osadzonymi w czasach I Rzeczypospolitej, jednakże ostatnie historie z tego barwnego okresu polskiej historii ukazały się ponad dziesięć lat temu. Miłośnikom opowieści spod znaku konia i szabli pozostaje zatem wracać do starszych utworów pisarza, które Fabryka Słów skrupulatnie co kilka wznawia. Ostatnio do księgarń powrócił - i to w całkowicie nowej szacie graficznej - zbiór opowiadań Czarna szabla.

Pod względem zawartości nowe wydanie niczym nie różni się od poprzednich. W skład zbioru wchodzi pięć opowiadań: Wilczyca, Jeruzalem, Pod Wesołym Wisielcem, Nobile verbum oraz Biesy polskie. Akcja pierwszych czterech rozgrywa się w pierwszych dekadach XVII w., a jej głównym bohaterem jest słynny Jacek Dydyński, znakomity szermierz, znany z wielu innych utworów Komudy. Ostatnia z ww. opowieści dzieje się w nieco późniejszych czasach, a mianowicie w połowie XVII w., kiedy prym na kartach książki wiedzie już syn Dydyńskiego, Jan. Kto jednak zna pozostałą twórczość pisarza, ten mniej więcej wie, czego można się po nim spodziewać: wartkiej akcji z wieloma pościgami, barwnych postaci, wspaniale opisanych, krwawych pojedynków, i gorących romansów. Wszystko to rozgrywa się wśród malowniczych pejzaży XVII-wiecznej ziemi sanockiej, Mazowsza, a nawet Dzikich Pól.

Każde z pięciu opowiadań jest nieco inne pod względem tematyki przewodniej oraz sposobu narrachu. Wilczyca to opowieść drogi, historia zemsty, dla której warto zawrzeć pakt z samym diabłem, a jednak poprzetykana malowniczymi krajobrazami Bieszczadów. Jeruzalem jest tragiczną historią ariańskiej wspólnoty, która dobitnie pokazuje, z czym musieli zmagać się tzw. Bracia Polscy w pierwszej połowie XVII w. Pod Wesołym Wisielcem to z kolei krótka makabreska z dość nieoczekiwanym finałem, którą miłośnicy prozy Komudy mogą znać ze zbioru Opowieści z Dzikich Pól. Kolejną historią, która również ukazała się wcześniej w tym samym zbiorze, jest Nobile verbum - pełne zwrotów akcji opowiadanie o honorze i zdradzie, w której trup ściele się naprawdę gęsto i niemal każdy ma choć trochę krwi na rękach. Na uwagę zasługuje za to bardzo bogaty opis stropolskich ceremonii pogrzebowych. Wreszcie są też i Biesy polskie, krwawa historia z czasów powstania Chmielnickiego, gdy ukrainna czerń mordowała polskich szlachciców wraz z rodzinami, a ci nie pozostawali im dłużni... Jest to zdecydowanie najbardziej brutalny utwór, który momentami przypomina prawdziwy horror, choć z co najmniej jedną, świetną woltą. Finał jednak nie należy do najszczęśliwych, ukazując epizod wojny polsko-polskiej toczącej się miedzy ówczesną magnaterią, która stała się preludium do późniejszych nieszczęść I Rzplitej.

Kupuj bez DRM na GOG.com!

Jeśli dokonasz zakupu z powyższego linku, możemy otrzymać niewielką prowizję.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że w każdym z opowiadań starszy Dydyński pretenduje do roli superherosa, choć bynajmniej nie takiego z komiksów Marvela czy DC. Jest niby prostym żołnierzem, zajezdnikiem, szlachcicem o znacznym majątku, lecz bynajmniej nie magnatem; husarzem, bohaterem wielu bitew, który przelewa krew za pieniądze i kocha na zabój, broni biednych, kobiety i sieroty, lecz daleko mu do dobrego chrześcijanina. W każdej z czterech opowieści posiada znaczący posłuch wśród panów braci, a nawet skromną kompanię, co nieco odróżnia go od jego syna. Jan natomiast mierzy się z legendą swego ojca i w ww. historii posiada już pewne doświadczenie żołnierskie, lecz nie pozycję, którą zdobył sobie jego ojciec. Na tę musi dopiero zapracować, a jego relacje z podkomendnymi oraz wewnętrzna metamorfoza stanowią bardzo ciekawy wątek całej opowieści.

Opowiadania zawarte w Czarnej szabli cechuje typowy dla Komudy język stylizowany na staropolszczyznę. Bohaterowie niejednokrotnie wtrącają do dyskusji dawno zapomniane słowa, a nawet całe zwroty po łacinie. Przydaje to historiom dodatkowego smaku i pozwala jeszcze lepiej zanurzyć się w atmosferze XVII-wiecznej Polski. Wprawdzie wydawca nie pokusił się w tym wypadku o słowniczek, jednakże nie jest to żaden problem, ponieważ znaczenie większości archaizmów można łatwo wyczytać z kontekstu. Problem mogą stanowić jedynie opisy walk, podczas których autor nie szczędził określeń typowych dla staropolskiej sztuki szermierczej. Kto nie wie czym jest cios "wlew" albo "w kiść", ten powinien wcześniej sięgnąć do odpowiedniego słownika.

Inną kwestią jest również typowa dla Komudy modła do popisywania się wiedzą historyczną. Niektóre opisy, a zwłaszcza dialogi zdają się przeładowane różnymi określeniami tych samych rzeczy. Szczerze wątpię, czy mieszkańcy dawnej Rzplitej posługiwali się aż tak bogatym językiem w dość przypadkowych sytuacjach, choć nie jest to mankament, który znacząco wpływa na odbiór zbioru.

Dla kogo jest zatem Czarna szabla? Ta książkowa, a nie noszona przy pasie przez towarzyszy husarskich? Przede wszystkim dla tych, którzy pragną choć na chwilę powrócić do czasów I Rzeczypospolitej. Czasów, gdy nasza ojczyzna wciąż stanowiła europejską potęgę, a jej elitę stanowili w dużej mierze ludzie o wielu talentach i bogatym wykształceniu. Czasów ludzi honoru, gdy słowo szlachcica znaczyło więcej niż jakakolwiek spisana umowa. Czasów, gdy waśnie rozwiązywano przy pomocy szabli, a krew bywała tańsza od antałka miodu. Czasów warchołów i pijanic, którzy często za nic mieli sobie prawo, co ostatecznie przyczyniło się do upadku Serenissimy. Czasów tak odmiennych, a jednak zdawałoby się całkiem znajomych, jeśli spojrzeć na ówczesne oraz współczesne zamiłowanie do kłótni, politycznej zwady czy gorzałki.

Nieważne, czy opowiadania z tego zbioru znacie na wylot, czy sięgniecie po nie po raz pierwszy. Jeśli choć trochę tęskno wam do czasów, które już nigdy nie wrócą, warto ponownie zagłębić się w opowieściach Komudy, poczuć zapach Dzikich Pól jesienią oraz przyspieszone tętno podczas zajadłej, karczemnej awantury. Opowiadania zawarte w Czarnej szabli posiadają jednak walor nie tylko rozrywkowy. Komudę warto czytać, ponieważ opowiada w ciekawy sposób o czasach zapomnianych, często przemilczanych, a nawet przesadnie krytykowanych. W ostatnich latach w publikacjach i mediach głównonurtowych można zauważyć niechlubny trend opluwania kultury szlacheckiej oraz okresu staropolskiego, starając się je zwyczajnie zohydzić. Nie zrozumcie mnie źle, ówczesnym Polakom nie brakowąło przywar, które ostatecznie doprowadziły do upadku państwa, i Komuda poświęca im naprawdę sporo miejsca, ale też to właśnie ludzie tamtego czasu stworzyli i pielęgnowali obyczajowość, do której później odwoływano się w okresie zaborów, która pozwoliła nam przetrwać jako naród ów "wiek żelazny". Kto chciałby dobrze poznać historię I Rzplitej pod względem naukowym, niech czyta Radosława Sikorskiego; kto woli uczyć się poprzez dobrze napisaną beletrystykę historyczno-przygodową, niech sięga po Czarną szablę i inne dzieła Komudy.

I tylko można się tylko spierać, czy nowa okładka książki, którą stworzył Robert Łakuta, prezentuje się lepiej od tej z poprzedniego wydania, przygotowanego przez Dark Crayon. Obie na półce prezentują się świetnie, choć ja zdecydowanie preferuję szatę graficzną z poprzedniego wydania. Nie zamierzam jednak z tego powodu stawać do szabli. De gustibus non est disputandum.


Mrozie
Zobacz komentarze ()

Komentarze

Ostrzeżenie

Komentowanie jest zarezerwowane dla zarejestrowanych użytkowników. Zaloguj się poniżej lub zarejestruj - za darmo i w mniej niż 2 minuty!

Zaloguj się
Nie zalecane na współdzielonych komputerach
Szybsze logowanie
Dołącz do nas na Facebooku! Dołącz do nas na Facebooku!
Dołącz do nas na Twitterze! Dołącz do nas na Twitterze!
Dołącz do nas na Twitterze! Zasubskrybuj informacje z Enklawa Network w Google News!