Recenzja omnibusu "Mathias Thulmann: Łowca czarownic" C. L. Wernera

Gotrek to świetny gość: uszczypliwy charakter, imponujący irokez i pokaźnych rozmiarów topór w łapie – czegóż tu nie kochać? Szalony brodacz nie ustępuje pola żadnemu wrogowi, bez mrugnięcia okiem mordując tabuny zwierzoludzi, nieumarłych czy pomniejszych demonów. Jego przygody są lekkie, przyjemne, a niekiedy nawet zabawne. Ktoś mógłby wręcz stwierdzić, że pod wieloma względami bliżej im do Zapominanych Krain niż posępnego z natury Warhammera. Tym razem Copernicus Corporation przygotowało coś dla osób łaknących zupełnie innych doznań.

Zbiorcze wydanie powieści o Mathiasie Thulmannie składa się z Łowcy czarownic, Tropiciela czarownic oraz Zabójcy czarownic, a także trzech opowiadań traktujących o wcześniejszym etapie działalności bohatera. Wszystkie utwory wyszły spod pióra C. L. Wernera, znanego m.in. miłośnikom szarego proroka Thanquola. Publikacja liczy jakieś 780 stron, więc zdecydowanie jest co trzymać w ręku. Szczęśliwie wydawca nie popełnił powtórnie błędu z niedawnego omibusu o inkwizytorze Eisenhornie i wybrał sensowniejszych rozmiarów czcionkę. Wciąż jest odrobinę mniejsza od standardowej, lecz nie trzeba już na nią przynajmniej patrzeć przez lupę.

Skoro wspomniałem Eisenhorna, wypada zwrócić uwagę na pozorne podobieństwo łączące go z  Mathiasem Thulmannem. Teoretycznie panowie pełnią zbliżone role w swoich społecznościach – obaj mają za zadanie tropić heretyków, walczyć z Chaosem i zwalczać pradawne zło. W praktyce różni ich jednak znacznie więcej niż prosty fakt, że pierwszy podróżuje po kosmosie w ramach Warhammera 40k, zaś drugi zasiedla inspirowane średniowieczem ziemie „klasycznej” odnogi marki. Recenzując dzieło Dana Abnetta, wspomniałem, że jego bohater zadziwił mnie swoją osobowością – okazał się zdecydowanie bardziej złożoną postacią niż brutalny fanatyk, jakiego oczekiwałem. Niejednokrotnie odstępował od kodeksów i odgórnych nakazów, sięgając po wielce niestandardowe rozwiązania. Thulmann bardziej pasuje do tego, co „powinien” reprezentować sobą łowca czarownic. Jest posępnym, wycofanym mężczyzną, stosującym tortury i niewahającym się posyłać ludzi na stosy. Podobne czyny nie sprawiają mu chorej satysfakcji: traktuje swe rzemiosło jako smutną konieczność, zaś wyroki wydaje na podstawie szczegółowych śledztw. Jako doświadczony rycerz Sigmara wie, że Siły Chaosu wykorzystają każdą szansę, by doprowadzić do upadku ludzkości. Okazane w niewłaściwym momencie współczucie może doprowadzić do niewyobrażalnych konsekwencji.

Kupuj bez DRM na GOG.com!

Jeśli dokonasz zakupu z powyższego linku, możemy otrzymać niewielką prowizję.

Jak już się zapewne domyśliliście, przygody Mathiasa w niczym nie przypominają eskapad Gotreka i Felixa. Werner uderza w znacznie poważniejsze tony, zahaczając niemalże o gatunek horroru. Monstra, które krasnoludzki zabójca ledwie zauważał, urastają tutaj do rangi przedwiecznej grozy, pokonywanej ostatkiem sił. Triumf często bywa zresztą pozorny i okupiony straszliwą ceną. Autor ani na chwilę nie pozwala zapomnieć o parszywej roli, jaką przyszło pełnić głównemu bohaterowi. Zapomnijcie o wojażach na pokładzie machin latających, heroicznym polowaniu na smoka, czy kimś, kto w stosownym momencie rozładuje napięcie głupkowatym żartem. Codzienność łowcy czarownic jest znacznie bardziej stonowana. Przedstawiciele władzy myślą wyłącznie o własnym interesie, ulice należą do bezwzględnych bandziorów, zaś o tym, co kryje noc, lepiej nawet nie wspominać.

Żebyśmy mieli jasność: dorosły człowiek w portki raczej nie narobi, bo to mimo wszystko „tylko” fantastyka. Pamiętacie stare książki z uniwersum Diablo? Dziedzictwo krwi i resztę? Tego mniej więcej powinniście się spodziewać, choć szczęśliwie na lepszym, właściwym dla publikacji spod szyldu Black Library poziomie.

Omnibus o Thulmannie bazuje na sprawdzonych schematach i motywach. Bohaterom nie sposób odmówić charakteru, ale też trudno nazwać ich szczególnie zaskakującymi. Ważne, że całość zapewnia całkiem solidną rozrywkę. To po prostu klasyczne opowieści o potworach i herosach: bez zbędnych dziwactw czy prób przemycania Poważnych Wątków ze świata realnego. Jednocześnie dialogi, konstrukcja poszczególnych scen czy sposób budowania napięcia dalece przewyższają standardy, do jakich przywykli chociażby miłośnicy książek ze świata Warcrafta albo – co przyznaję z bólem – Zapomnianych Krain. No, może z wyjątkiem Wojny Pajęczej Królowej i kilku dzieł R.A. Salvatore’a.


Cursian
Zobacz komentarze ()

Komentarze

Ostrzeżenie

Komentowanie jest zarezerwowane dla zarejestrowanych użytkowników. Zaloguj się poniżej lub zarejestruj - za darmo i w mniej niż 2 minuty!

Zaloguj się
Nie zalecane na współdzielonych komputerach
Szybsze logowanie
Dołącz do nas na Facebooku! Dołącz do nas na Facebooku!
Dołącz do nas na Twitterze! Dołącz do nas na Twitterze!
Dołącz do nas na Twitterze! Zasubskrybuj informacje z Enklawa Network w Google News!