World of Warcraft przeszedł długą drogę od czasu Shadowlands. Każdy następny dodatek spotykał się z co najmniej przyzwoitym odbiorem, włączając w to królujące obecnie na serwerach Midnight. O ile jednak rozgrywce nie sposób wiele zarzucić, fabuła budzi zdecydowanie większe kontrowersje. Dzięki przejściu na model „trylogii”. której „Północ” stanowi środkową część, opowieść zyskała na spójności, niestety wciąż brakuje jej dawnego ognia. Scenariusz razi tanim moralizatorstwem i nawet kiedy dotyka poważniejszych tematów, sprawia wrażenie przeznaczonego dla młodszego odbiorcy. Co gorsza, nie błyszczą też główni bohaterowie. Więzy krwi, najnowsza książka Christie Golden, częściowo odpowiada na problemy Midnight… choć chwilami niestety tylko je utrwala.
Opowieść stanowi fabularny wstęp do najnowszego rozdziału World of Warcraft, jednak zamiast śledzić przejawy rozpętanego przez Xal’atath chaosu, zabiera czytelnika w zgoła nieoczekiwanym kierunku. O ile trudno wytrzeszczać oczy ze zdziwienia na wieść o tym, że główne role przypadły Aratorowi, Allerii i Turalyonowi, mniej oczywistym wyborem było pchnięcie całej trójki na ziemie znane z Legionu i The Burning Crusade. Regiony, które gracze dawno pozostawili za sobą, stały się bowiem areną kolejnego demonicznego spisku.
Christie Golden napisała tak wiele powieści ze świata Warcrafta, że doskonale wiecie już, czego oczekiwać. Pisarka jak zwykle średnio radzi sobie z ukazaniem scen akcji. Walki w jej wydaniu są niezwykle chaotyczne, trudne w śledzeniu, a co gorsza mało ekscytujące. Nie chodzi nawet o „wygładzanie” scen przemocy, bo swoją porcję uciętych głów i rozlanej krwi jak najbardziej dostaniecie. Sęk w tym, że mimo szczęku oręża i błysków magii nie czuć tu napięcia, emocji, strachu… czegokolwiek.
Paradoksalnie najciekawsze są momenty wytchnienia, kiedy bohaterowie mogą swobodnie pogawędzić, a Golden ma czas, by ukazać łączące ich relacje. Arator nie przestał oczywiście być szlachetnym, nieco przewrażliwionym chłopcem, ale książkowa forma przekazu lepiej wyjaśnia przyczynę takiego stanu ducha. Nieustanne sprzeczki z Turalyonem, wynikające z naturalnej dla większości młodzieńców chęci zaimponowania ojcu, przemieszanej z próbą zachowania własnej odrębności, nie brzmią może jakoś szczególnie pociągająco, lecz nakreślono je na tyle umiejętnie, że potrafią zainteresować. Kto z nas nie pokłócił się z rodzicem, a niekiedy może już dzieckiem, z powodu różnicy pokoleniowej? Pomyślcie o tym w ten sposób: dla Turalyona, pamiętającego czasy Warcrafta 2 weterana niezliczonych wojen, czarnoksiężnicy oraz łowcy demonów są zagrożeniem, tykającą bombą, która prędzej czy później wybuchnie komuś w rękach. Jego syn wychował się jednak w czasach, gdy wspomniane grupy dawno opowiedziały się po „stronie dobra” i nie ma powodu, by im nie ufać. Cieszą też rodzinne żarciki oraz prywatne wspomnienia słynnego paladyna i jego ukochanej.
Duży nacisk na emocje jeszcze bardziej odwodzi Warcrafta od korzeni, ale w przeciwieństwie do samej gry Więzy krwi realizują w ten sposób konkretny cel. Arator i jego rodzina są mniej pasjonujący i „epiccy” niż Illidan albo Garrosh, ale za to – na pewnym poziomie – bliżsi znanej czytelnikowi codzienności. O ile zmiana tonu budzi we mnie mieszane uczucia, bo tęsknię za dawnymi czasami i nieoczywistym moralnie złoczyńcą pokroju Arthasa, przyznaję, że cieplejszy ton zaproponowany przez Golden wywoływał niekiedy na moich ustach delikatny uśmiech.
Jednoznacznie pozytywnie traktuję za to sposób, w jaki pisarka wykorzystała okazję do powrotu na tereny znane z Legionu i The Burning Crusade. Miło widzieć, że po odejściu graczy czas nie stał tam w miejscu. Zrujnowane regiony powoli podnoszą się z gruzów, a mniej i bardziej istotne postacie poboczne żyją swoim życiem. Pamiętacie karczmarza Sida z Hellfire Peninsula? Ja też nie, ale tym bardziej doceniam, że autorka zadała sobie trud, by go „odkopać” i wspomnieć, co porabiał przez te wszystkie lata. Takie drobnostki to dla fana World of Warcraft czysta radość, większa nawet niż dość przeciętny w gruncie rzeczy główny wątek.
Więzy krwi spodobają się przede wszystkim wiernym fanom stworzonego przez Blizzarda uniwersum. Ktoś, kto kojarzy je pobieżnie, bo w dzieciństwie zaliczył Warcrafta 3, ujrzy tylko przesłodzoną, niezbyt porywającą opowiastkę dla nastolatków. Prawdę mówiąc, dzieło Golden w dużej mierze tym właśnie bowiem jest. Weterani od 20 lat regularnie nawiedzający serwery WoW-a, dostrzegą jednak liczne smaczki, drobne odwołania do przeszłych zdarzeń czy postaci. Fanserwis, powiecie? Owszem, ale nie najgorzej sklecony.