Fani Cyklu demonicznego przywykli do faktu, że obcując z twórczością Petera V. Bretta, mogą sobie wyrobić niezłą muskulaturę, ponieważ każda jego książka przypomina grubaśną, liczącą tysiące stron cegłę. Polaków przed przepukliną chroni zwyczaj dzielenia poszczególnych powieści na mniejsze tomy, ale tak czy inaczej jest co stawiać na półce. Na przestrzeni lat autor próbował wszakże i krótszych form. Zbiór Nowele stanowi niezłą okazję, by nadrobić ewentualne zaległości, a przy okazji ponownie zobaczyć ulubionych bohaterów.
Zacznijmy od tego, że zdecydowaną część zawartych w nim opowiadań wydano wcześniej nad Wisłą w Dziedzictwie posłańca oraz Wielkim bazarze / Złocie Brayana. Teraz postanowiono zebrać wszystko w jednym miejscu, dorzucając niepublikowane wcześniej Kruche ciasteczka i szpony demona. Mowa o liczącej trochę ponad 100 stron przygodzie z Sellą z Potoku Tibbeta w roli głównej. Jak być może pamiętacie, kobieta pełni w rodzinnej wiosce Arlena funkcję Mówczyni, czyli kogoś w rodzaju mędrca. Do jej zadań należy rozsądzanie sąsiedzkich sporów i pilnowanie, by trzódka nie dała się zeżreć demonom. Autor postanowił w tym przypadku spróbować sił w tzw. „cozy fantasy”. W teorii zamiast walk, krwi i napięcia powinniście się zatem spodziewać spokojnej, relaksującej historyjki w sielankowym, lekko przesłodzonym anturażu.
Jeśli czytaliście Legendy i latte, wiecie, że wbrew pozorom może to być całkiem przyjemne doświadczenie i miła odskocznia od zwyczajowego wymachiwania orężem. Sęk w tym, że stworzony przez Bretta świat średnio do takowych założeń pasuje. Wspomniany podgatunek traktuje zwykle o przyziemnych, mało bohaterskich czynnościach: ktoś zakłada tawernę albo kawiarnię i jego największym problemem jest fakt, że sąsiedzi nie mają pojęcia, czym jest cynamon. Kruche ciasteczka... nie odstają natomiast zanadto od zwyczajowych dla Cyklu demonicznego standardów, dalekich przecież od bezstresowych, lekkich powiastek do herbatki. No chyba że ktoś lubi popijać ów szlachetny napar, ocierając twarz z juchy. Nie oceniam – niektórzy serwują ją przecież z mlekiem, więc nie takie potworności świat już widział.
Znane ze starszych wydań teksty osadzono na różnych etapach głównego cyklu. Autor twierdzi, że sprawdzą się wyśmienicie jako punkt wejścia dla nowych czytelników, acz jestem odmiennego zdania. „Świeżak” zrozumie może podstawowe założenia, ale bez szerszego kontekstu oraz bagażu doświadczeń i emocji zobaczy jedynie proste, średnio zajmujące historyjki o demonach. Weteran doceni za to wgląd w przeszłość Briara zwanego Błotkiem oraz uśmiechnie się, wracając do czasów, kiedy Arlen toczył zażarte boje z potworami, które teraz ledwie zaszczyca spojrzeniem.
Żadne z opowiadań zawartych w tym zbiorze nie dorównuje głównej gałęzi Cyklu demonicznego w kwestii wielkich bitew czy heroicznych wyczynów ani nie dostarcza przełomowych informacji o tutejszym świecie. Jeśli cenicie twórczość Bretta, powinniście mimo wszystko być całkiem zadowoleni, bo otrzymacie więcej tego, co znacie i lubicie. Pamiętajcie jednak, że prawdziwą nowość stanowią wyłącznie Kruche ciasteczka i szpony demona; pozostałe utwory opublikowano wcześniej we wspomnianych już tomach.