Magnus Czerwony - Władca Prospero - Graham McNeill - Recenzja

Fulgrim, Mechanicum, Tysiąc Synów i inne dzieła Grahama McNeilla symbolizują w moich oczach szczyty, na jakie potrafią wspiąć się książki ze świata Warhammera. Należą jednak do głównej odnogi Herezji Horusa, a ta słynie przecież z wysokiej jakości. Za sprawą słabiutkiego Władcy Ultramaru podseria Prymarchowie budzi we mnie zdecydowanie chłodniejsze uczucia. Ostatecznie postanowiłem dać cyklowi kolejną szansę, zakładając, że jeśli nawet pisarz pokroju McNeilla poniesie porażkę, pozostałe tomy sobie odpuszczę.

Szczegółowe informacje o tym, jak Herezja Horusa ma się do Prymarchów zawarłem w recenzji publikacji o Guillimanie, toteż przejdę od razu do konkretów. O ile Ultramarines pełnią niewdzięczną, ale konieczną rolę nudziarzy stanowiących punkt odniesienia dla innych frakcji, o tyle członkowie Tysiąca Synów współtworzą jeden z najciekawszych, najbardziej złożonych moralnie Legionów. Są poszukiwaczami zaginionej wiedzy, historykami oraz mędrcami. Władają również potężną „magią” psioniczną, która niejednokrotnie przeważyła szalę bitwy na korzyść wojsk Imperatora. Mimo zasług oraz czystych intencji pozostałe grupy Astartes traktują ich z dystansem lub nawet ledwie skrywaną odrazą. W czasach Herezji Horusa niewielu zdawało sobie oczywiście sprawę z istnienia sił Chaosu, jednak podskórnie rozumiano, iż dzieci Magnusa igrają z ogniem. Ostatecznie faktycznie w nim spłonęli, zamieniając się w puste, zdobione staroegipskimi motywami skorupy, jakie możecie kojarzyć ze Space Marine’a 2. Upadek „piętnastek” wynikał wszelako za znacznie bardziej złożonych przyczyn…

Szczegóły na temat powyższej tematyki znajdziecie we wspominanej wcześniej powieści Tysiąc Synów. Magnus Czerwony: Władca Prospero nawiązuje do niej w prologu, jednak zasadniczą część akcji osadzono wiele lat wcześniej. Zgodnie z założeniami Prymarchów czyni to książkę świetną propozycją dla nowicjuszy, planujących poznać kluczową dla uniwersum personę. Licząca trochę ponad 200 stron historia opowiada o czasach, gdy Magnus relatywnie niedawno dołączył do swych żołnierzy. Choć z miejsca zdobył szacunek wojowników, wybawiając ich z pewnej opresji, większość wciąż ledwie go znała.  

Kupuj bez DRM na GOG.com!

Jeśli dokonasz zakupu z powyższego linku, możemy otrzymać niewielką prowizję.

Ograniczona objętość publikacji nie przeszkodziła Grahamowi McNeillowi w nakreśleniu ważnego momentu w dziejach Tysiąca Synów. Przedstawione tu wydarzenia zasiały ziarno pod tragiczne żniwa, jakie miały nadejść w przyszłości. Całość skąpano w charakterystycznym dla mieszkańców Prospero tragizmie, wynikającym z podszytej słuszną sprawą desperacji. Czytając, dowiecie się też sporo o charakterze Prymarchy, zwyczajach jego podwładnych, naturze psioniki i tak dalej.

Magnus Czerwony: Władca Prospero stanowi kwintesencję tego, czym w założeniach mieli być Prymarchowie. McNeill stworzył klarowną „wizytówkę” XV Legionu, podsumowując jego kluczowe cechy i dążenia. W przeciwieństwie do Davida Annandale’a i jego nieszczęsnego Władcy Ultramaru, Szkot nie zapomniał jednocześnie o ciekawym wątku głównym. Na około 200 stronach nie mógł siłą rzeczy zbyt głęboko zanurkować w charakterystyczne dla siebie dylematy moralne, ale i tak poradził sobie całkiem nieźle. W rezultacie jego dzieło nie tylko dokształca nowicjuszy, ale też podrzuca ciekawe kąski bardziej doświadczonym czytelnikom. Tak to właśnie powinno wyglądać.  


Cursian
Zobacz komentarze ()

Komentarze

Ostrzeżenie

Komentowanie jest zarezerwowane dla zarejestrowanych użytkowników. Zaloguj się poniżej lub zarejestruj - za darmo i w mniej niż 2 minuty!

Zaloguj się
Nie zalecane na współdzielonych komputerach
Szybsze logowanie
Dołącz do nas na Facebooku! Dołącz do nas na Facebooku!
Dołącz do nas na Twitterze! Dołącz do nas na Twitterze!
Dołącz do nas na Twitterze! Zasubskrybuj informacje z Enklawa Network w Google News!