Siedem Mieczy. Księga 1 - Anthony Ryan - Recenzja

Podobnie jak większość autorów fantasy, Anthony Ryan ma tendencję do tworzenia opasłych, wielotomowych sag. Historycznie rzecz biorąc, nie zawsze wychodziło mu to na zdrowie. O ile trylogia Przymierza stali trzymała przyzwoity poziom na każdym etapie, o tyle późniejsze księgi Kruczego cienia topiły czytelnika w nawale zbędnych wątków pobocznych. Tabuny jednorazowych, pozbawionych charakteru postaci niepotrzebnie rozmywały narrację, odwracając uwagę od głównych wydarzeń. Pisząc Siedem Mieczy, Szkot chciał spróbować swoich sił w krótszych formach, co zapobiegło niektórym problemom… i stworzyło nowe.

Zacznijmy od tego, że w oryginale nowele trafiły na rynek jako siedem oddzielnych, cieniutkich książek. W Polsce Fabryka Słów zdecydowała się na dwa wydania zbiorcze. Pierwszy tom zawiera Pielgrzymkę mieczy, Ząb Krakena oraz Miasto Pieśni – łącznie około 450 stron tekstu. Poszczególne opowiadania są ze sobą luźno powiązane postaciami głównego bohatera oraz jego towarzyszy. Choć tu i ówdzie trafiają się nawiązania do poprzednich przygód, każda część stanowi zamkniętą całość.

Świat Siedmiu Mieczy jest ponurym, bezwzględnym miejscem. Demony oraz inne nadnaturalne potęgi traktują śmiertelników jak bezwolne, pozbawione znaczenia zabawki. Zniszczenie narodu z powodu urażonej dumy albo wywołanie wojny dla zemsty to dla nich niewarta debaty oczywistość. Doli niewolnika nie uniknął również Pielgrzym. W wyniku popełnionego w przeszłości błędu związał swój los z przeklętym, obdarzonym świadomością ostrzem. Broń zapewniła mu niebywałą moc, żądając w zamian wiernej służby. Spowodowane morzem przelanej krwi wyrzuty sumienia zamieniły żywot mężczyzny w bezkresną udrękę. Niespodziewana wieść o potencjalnym wybawieniu wlała jednak w jego serce odrobinę nadziei i skłoniła do podjęcia straceńczej wyprawy w poszukiwaniu zapomnianych artefaktów.

Kupuj bez DRM na GOG.com!

Jeśli dokonasz zakupu z powyższego linku, możemy otrzymać niewielką prowizję.

Powyższy opis dość jasno sugeruje, że Siedem Mieczy nie przypadnie do gustu osobom oczekującym ambitnej literatury. Ryan porzucił formę tradycyjnej powieści właśnie po to, by nie musieć przesadnie filozofować. Na piedestał wyniósł wartką akcję, brutalne opisy walk oraz spektakularne sceny wykorzystania magii. Jak na jego standardy ostatnia z wymienionych przybrała dość rozbuchaną formę. Magowie fruwają niczym ptaszyny, ciskając błyskawicami na lewo i prawo, zapuszczone ruiny zamieszkują hordy nieumarłych, a o wyczynach co potężniejszych istot nawet nie wspomnę, by nie zdradzać zbyt wiele. Tak czy owak bliżej tu do Zapomnianych Krain niż Warhammera.

Nastawienie na widowiskowość w połączeniu z niewielką objętością skutkowało ograniczoną wiarygodnością psychologiczną postaci. Pomijając kilka średnio zaskakujących sekretów, bohaterowie nie odbiegają zanadto od archetypów, które fani fantastyki znają aż za dobrze. Pielgrzym zachowuje się dokładnie tak, jak dziesiątki innych ponurych rębajłów z gier czy powieści. Czy to poważny problem? Niekoniecznie. Nie liczcie po prostu na poziom Abercrombiego i osobowości porównywalne do Glokty. Siedem Mieczy to przyjemne weekendowe czytadło: zabawi i odstresuje, lecz podobnie jak pozostałe dzieła Ryana szybko utonie w mrokach niepamięci. Tak wiem, powtarzam się ostatnio z tym podsumowaniem, ale co poradzić, że tak wygląda obecnie rynek fantastyki.


Cursian
Zobacz komentarze ()

Komentarze

Ostrzeżenie

Komentowanie jest zarezerwowane dla zarejestrowanych użytkowników. Zaloguj się poniżej lub zarejestruj - za darmo i w mniej niż 2 minuty!

Zaloguj się
Nie zalecane na współdzielonych komputerach
Szybsze logowanie
Dołącz do nas na Facebooku! Dołącz do nas na Facebooku!
Dołącz do nas na Twitterze! Dołącz do nas na Twitterze!
Dołącz do nas na Twitterze! Zasubskrybuj informacje z Enklawa Network w Google News!