Charakternik - Jacek Piekara - Recenzja

Jacek Piekara to niezwykle ważna postać dla polskiej fantastyki. Z jednej strony to były redaktor naczelny pisma „Fantasy”, z drugiej twórca takich postaci jak: Arivald z Wybrzeża, oraz Mordimer Madderdin. Pisze już od ponad dwudziestu lat, a jego najnowsza książka pt. „Charakternik” potwierdza jego wysokie umiejętności władania słowem. Tym razem Piekara zabiera nas w podróż po XVII-wiecznej Rzeczpospolitej.

Już na samym początku naszej wędrówki spotykamy szlachcica o nazwisku Żytowiecki. Jest on typowym sarmatą i przedstawicielem stanu szlacheckiego: ogromny grubas z sumiastym wąsem, gardzący cudzoziemcami, stawiający słowo honoru ponad życie, trochę naiwny i próżny. Od razu nasuwa się obraz Onufrego Zagłoby, znanego z sienkiewiczowskiej trylogii i żyjącego w podobnych czasach. Żytowiecki obiecuje pomóc dwóm szlachcicom spod ciemnej gwiazdy: Myszkowskiemu i Szczurowickiemu. Tak zaczynają się pokręcone jak rogi diabła perypetie trójki jegomościów. Akcja powieści rozgrywa się w województwie sieradzkim, w czasie najdłuższego w historii Rzeczpospolitej interregnum czyli bezkrólewia.

Największą zaletą książki są zróżnicowane i barwne postaci. Każdy z trzech towarzyszy różni się od siebie diametralne. Ponadto na swojej drodze spotkają między innymi: szlachciców, żydowskiego rabina, zwykłych chłopów czy kupca. Każda postać jest dokładnie opisana i nietuzinkowa. Dzięki temu nie czujemy się samotni, a każdy pomniejszy bohater to nowa przygoda kompanów. Oczywiście warto zwrócić uwagę na tło historyczne powieści - XVII-wieczną Rzeczpospolitą powoli trawi rak Złotej wolności szlacheckiej, każdy dba tylko i wyłącznie o swój interes, elekcyjny monarcha ma coraz bardziej skrępowane ręce, a sąsiedzi niebezpiecznie rosną w siłę. Ciemne chmury zbierają się nad państwem. Piekara ukazał tamten okres w sposób idealny i zgodny z prawdą historyczną, za co należą mu się ogromne brawa. Szlachcice posługują się archaicznym językiem, wplatając w swoje wypowiedzi łacińskie zwroty, szczególnie pan Szczurowicki. Jednak niech nikt się nie martwi. Z tyłu książki wszystkie zwroty zostały przetłumaczone, ale nawet bez tego znaczenia większości możemy domyśleć się z kontekstu. Innym plusem książki są przypisy, które w sposób rzeczowy i jasny objaśniają wszelkie meandry Rzeczpospolitej Szlacheckiej.

Powieść czyta się świetnie i jednym tchem. Końcówka jest bardzo zaskakująca i nieco licha, ponieważ autor zbyt ostro zbombardował nas poglądami Myszkowskiego, a i samo rozwiązanie akcji nie trzyma poziomu reszty książki. Trochę to zepsuło obraz całości, jednak nie na tyle, by zaprzestać mówić o „Charakterniku” jako o dobrej książce. Można było się spodziewać takiego zakończenia po Piekarze. Z drugiej strony, dzięki temu nie dostajemy kolejnej banialuki w stylu heroic fantasy, gdzie zbyt łatwo oddzielić czarne od białego.

Od wielu już lat na polu bitwy pod nazwą fantastyka szlachecka walczył samotnie jej twórca – Jacek Komuda. Teraz swoje trzy grosze dorzucił Piekara. „Charakternik” to powieść, w którą włożono dużo pracy i serca. Przygody trojga kompanów są miłym przerywnikiem między kolejnymi tomami opowieści o Mordimerze Madderdinie. Polecam wszystkim fanom twórczości pisarskiej autora oraz miłośnikom XVII-wiecznej Rzeczpospolitej. Nawet nie wiecie, do jakich to dziwów doszło w województwie sieradzkim.


Profil redaktora Sir Jedi


Opublikowano: 10.03.2009 23:59