Ed

Members
  • Content Count

    48
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Ed

  1. Jest tu jakiś admin w ogóle!? Istny burdel, dosłownie i w przenośni. Atak spam botów i linki do stron porno w każdym temacie praktycznie. > Na początek przydałby się permanentny ban dla tych wszystkich botów, a potem jakieś lepsze zabezpieczenie, żeby więcej się żaden nie zarejestrował. Coś ostatnio częsty problem bo na innym forum, na którym się udzielam podobna akcja była, tyle że tam na bieżąco kasowano te wszystkie śmieci.
  2. Wiolu ta gra jest dozwolona teoretycznie od 18 lat. Więc zabrałaś się do niej dwa razy za wcześnie... :o
  3. Ed

    Baba w grze

    Mi udało się z faceta szlachcica, mistrza miecza oburęcznego, zrobić króla u boku Anory, ciekaw jestem jak skończyła się przygoda szlachcianki?
  4. Ed

    Cheats

    Mam pytanie do Was, czy zna ktoś działający sposób na nieskończoną amunicję w ME2? Przeszedłem tę grę już ze 3 razy i chciałem sobie odświeżyć ją po raz kolejny. Potrzebuje tego tylko dla jednej broni, miotacza atomówek Ta giwera jest genialna i chciałbym z niej trochę postrzelać, ale na jeden strzał potrzebuje 100 sztuk amunicji do ciężkiej broni! Dlatego strzela się z niej raz, góra dwa razy na misję. > Wiem że miałem kiedyś trainer, który dawał ten konkretny efekt i właściwie do niczego innego mi się nie przydawał, ale wyparował mi z dysku... Prawdopodobnie antywirus go usunął. Próbowałem ściągnąć coś podobnego, nawet zainwestowałem w sms na rzecz serwisu Gry On-line, ale nawet ich plik miał konia trojańskiego w pakiecie. :'( Znacie jakiś inny sposób na postrzelanie z miotacza atomówek? jakiś kod, cokolwiek?
  5. Ed

    Postać fantastyczna

    W takim razie to będzie odpowiednio Ged i Ed Choć podejrzewam, że gdybym napisał tylko imiona to wiele by to nie wnosiło do konwersacji, a w drugim przypadku mało kto miałby w ogóle pojęcie o kogo chodzi.
  6. Ed

    Postać fantastyczna

    Smerfy: Wszyscy pracują i są niesamowicie szczęśliwi z tego tytułu. Przewodzi im kolo w czerwonej czapce. I mają tylko jedną dziewczynę na całą wioskę... Kochałem tę bajkę ^^ A co do tematu to chciałem zawsze ilekroć czytam sagę Ziemiomorze być mieszkańcem tego świata, do tego najlepiej magiem, a w ogóle wspaniale byłoby być smokiem... Niesamowita jest magia w tym świecie, imo nie spotkałem się z lepszym systemem moim skromnym zdaniem. Drugi świat który mnie fascynuje to ten z anime FullMetall Alchemist (stąd zaczerpnąłem pomysł na nick i avatar 8) ). Też zasady rządzące tym uniwersum są bliskie ideału, chociaż dużo bardziej krwawe. Alchemik to po prostu taki mag/naukowiec, bowiem magia jest tu postrzegana jako usystematyzowana dziedzina nauki i zwana powszechnie alchemią. Najbardziej niesamowite w w tym świecie jest jednak zakończenie całego serialu filmem, który sugeruje że ten świat jest równoległy do naszego, a każda śmierć w naszym świecie dostarcza energii potrzebnej do transmutacji alchemicznej w tym drugim... Niemniej gdybym to ja był alchemikiem pewnie bym swojej mocy używał
  7. Ed

    Co to jest 'elf'?

    wtf!? Nigdy się nie spotkałem z takim wizerunkiem elfa. W Lineage jest chyba rasa Kameli czy czegoś takiego i chyba tam były jakieś skrzydła, ale rogi pierwsze słyszę... o_O Co do sposobu bycia elfa utarty jest pogląd, że z racji swojej długowieczności są wręcz apatyczne w stosunku do innych ras, które w ich oczach przemijają jak płomień świecy... bla bla bla jackedy smackedi Dodatkową są miłośnikami przyrody, zazwyczaj mieszkają w lesie, są świetnymi łucznikami i nierzadko magami. Twórcą pierwowzoru jest oczywiście Tolkien, ale w jego wersji nigdzie nie jest napisane, że elfy mają spiczaste uszy, to dorobiła później kultura masowa. Tolkien w Silmarilionie wspomina natomiast, że pierwsze elfy, które się obudziły w Śródziemiu zakochały się w pierwszej rzeczy jaką ujrzały, czyli w gwiazdach (wtedy jeszcze nie było słońca). Jednak moją ulubioną wersją elfa jest ta z Kronik Kresu - Chrisa Riddella i Paula Stewarta. W ich wersji elfy to małe ludziki, których ulubionym zajęciem jest ciężka praca bez wytchnienia i można je spotkać w przeróżnych sprzętach domowych, takich jak chociażby zegary ^^
  8. Ja nie dawno skończyłem czytać Tysiąc Orków i muszę powiedzieć że Pikel jako druid zaczyna wymiatać Pięcioksiąg był świetny!
  9. Ed

    Czego słuchacie?

    Trochę zmienię klimat Otóż niedawno natknąłem się w necie na słowacki zespół śpiewający po polsku! Całkiem przyjemnie się tego słucha, ale oceńcie sami: http://www.youtube.com/watch?v=rJEm6kZ_A8A&feature=player_embedded
  10. Warhammer jest moim zdaniem najlepszym systemem RPG, ale mogę być nieobiektywny bo od WH zaczynałem swoją przygodę z tego typu zabawą. Do końca życia będę pamiętać moje nieporadne początki i zawsze gdy z kumplami włączy nam się na wspominki śmiejemy się po raz setny z tych samych motywów... Pamiętam że zaczynałem od drugiej edycji, która od tamtego czasu została już z up-garade'owana do przynajmniej trzeciej, a już wtedy MG potrafił mnie uśmiercić za pomocą zapalenia płuc > Nie mniej chociaż można rozróżnić Warhammera strikte RPGowego jak i WH Fantasy Battle to czasami urządzaliśmy sobie sesje w których walczyliśmy przeciw lub nawet w hordzie w epickich bitwach jako zwykli szeregowcy gdzie liczyło się bardziej przetrwanie niż kto ilu wrogów zabije. Do dziś moją ulubioną postacią z WH jaką udało mi się stworzyć jest właśnie piekielny psiarczyk, czyli jeździec wargów 8) WH wyróżnia jeszcze jedno, otóż niewielu graczy się tego podejmuje, jednak czasami warto wypróbować patent z narzuceniem klasy postaci przez kostki... moja pierwsza postać zaczynała jako poborca podatkowy
  11. Nie mów chop! Znam kilku tatusiów, którzy kiedyś byli pasjonatami RPG i rocka, ale nie udało im się swoim hobby zarazić dzieci. Dzieciaki wolą to co popularne w szkole czyli HH, a z gier GTA, NFS albo CoD czy BF. Jak Superkarpik pisze nieco wcześniej RPG jest w stanie zainteresować tylko ludzi świadomych czego chcą, ale nie od dziś wiadomo, że czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci. Więc wbrew temu co sobie zaplanujesz może Ci się nie udać rozegranie sesji ze swoją latoroślą xD Edyta: Dobiłem tym postem do ragi ucznia jupi! ;D
  12. Nie grałem, bo ściągnięcie tego demka z moim łączem by trwało tyle, że lepiej mi już poczekać na premierę xD Ale obejrzałem sobie gameplay na YouTube: Część pierwsza Część druga Muszę z przykrością stwierdzić że straszny hack'n'slash się z tego zrobił Na dodatek zamiast pokazać jak będzie wyglądał świat to umieścili akcję w jakimś pustkowiu... no chyba że tak ma wyglądać cały świat, no to ja w takim razie dziękuję >
  13. Dane mi było doświadczyć gdy tylko wspomniałem słowo tabu, Drizzt :-X
  14. Ed

    Skąd jesteś?

    Ja mam najbliżej Toruń, ale ten zamek jest krzyżacki. Zresztą Malbork także, a do Malborka dojechałem kiedyś rowerem ;p A mieszkam ok 20 kilometrów od jedynej tamy na Wiśle
  15. Niczego nowego pewnie nie napiszę, ale wiem co lubię, a lubię: Lema, za wspomniane już nieco wyżej Dzienniki Gwiazdowe, które czyta się jednym tchem i za takie książki jak Katar przy czytaniu którego trzeba się zmuszać do każdej następnej strony, choć warto dobrnąć do końca Sapkowskiego, podobnie działa tu na mnie Saga Wiedźmińska i Wojny Husyckie (których na dobrą sprawę nie mogę skończyć już od bardzo dawna... ) Le Guin, za Ziemiomorze - wspaniałe uniwersum, bez którego fantastyka byłaby uboższa. Tolkien, ale tego pana to chyba przedstawiać nie muszę ;p Salvatore, za niesamowity talent plastyczny do opisywania walki. Puzo, za Ojca Chrzestnego, ale nie tylko. Browna, ale tylko za Anioły i Demony bo pozostałe książki (a przeczytałem wszystkie) nie wywarły na mnie aż takiego wrażenia. Kinga, za jego horrory. Na pewno kogoś nie wymieniłem, dlatego na wzór rzymian, którzy stawiali pusty postument dla nieznanego boga, poświęcę ostatnie miejsce... Zapomnianemu autorowi, którego książka bądź opowiadanie oderwało mnie choć na chwilę od tego ponurego łez padołu
  16. Ed

    Ursula K. Le Guin

    Fakt, Ged nie był gejem, ale swój pierwszy raz przeżył z Tenar gdy ta już pochowała swojego pierwszego męża i miała dwójkę czy trójkę dzieci własnych, zaś sam Ged był już siwy. Miało to miejsce dopiero w ostatniej książce cyklu. Co do mocy i płodności, to opinie były podzielone. Przynajmniej tak wynika z Opowieści z Ziemiomorza i historii Wydry - jednego z pierwszych czarodziejów, który był jednym z założycieli szkoły na Roke. Według jego mistrza spółkowanie pozbawiało czarodzieja mocy, jednak kobiety żyjące na Roke twierdziły że to bzdura, a sam Wydra związał się z jedną z nich.
  17. Ed

    Czego słuchacie?

    Vader dał radę w tej piosence! I chociaż za Vaderem normalnie nie przepadam to tu stanęli na wysokości zadania. Zarzucę Wam starociem, nie mniej ciekawym starociem ^^ http://www.youtube.com/watch?v=qzfo4txaQJA I dorzucę jeszcze kilka moich ulubionych kawałków Gorilaz http://www.youtube.com/watch?v=BMOZYjFw4S8 http://www.youtube.com/watch?v=DfadmxhY7UU&feature=related P.S. Zawsze chciałem mieć taką latającą wyspę... i nadal chcę! xD
  18. Ed

    Historia Gnoma

    Kiedyś próbowałem swoich sił z szykiem przestawnym. A całość napisana została dawno temu jako profil do gry tekstowej i każda część odnosiła się do jakiegoś wydarzenia w grze. W sumie wstawiłem dwie części pierwsze tylko po to żeby ostatnia nie była tak wyrwana z kontekstu. Swoją drogą kiedyś byłem dumny z tych koślawych rymów. Nie mniej jest to jeden z pierwszych tekstów jakie stworzyłem i zdaję sobie sprawę z jego ułomności.
  19. Tak właściwie to dopiero niedawno zauważyłem ten wątek i wypadałoby się przedstawić... Więc aby formalnościom stało się zadość, aloha forumowiczom! ^^
  20. Matrix - głownie pierwsza część, ale i pozostałe oblecą jako ciekawe uzupełnienie świata. Głównie za pokazanie Syjonu i miasta maszyn. Harry Potter ^^ - nie bijcie, ale mam sentyment do pierwszej części bo byłem na tym filmie pierwszy raz z dziewczyną w kinie Władca - za kostiumy i nie odwalenie lipy z charakteryzacją (ze scenografią mogłoby być nieco ciekawiej, mam tu na myśli Gondor czy Minas Tirith, które to było miastem o wiele większym niż to ukazane na filmie), no i za godną książki ekranizację. American Beauty - za nietuzinkowość i ciśnięcie talerzem w ścianę które nieraz mi chodziło po głowie podczas obiadu... nieważne Symetria - za to że mój kumpel bał i boi się do dziś obejrzeć ten film ^^ Requiem dla snu - za to że zniechęciło mnie do prochów bardziej niż cokolwiek innego! Wody świat - po prostu, bo to dobry film. Lot nad kukułczym gniazdem - za genialną rolę Jacka Nicholsona.
  21. Ed

    Historia Gnoma

    W końcu się odważyłem... Czekam na krytykę i obiecuję że pokornie przyjmę wszystkie kalumnie
  22. Zagadnięty w karczmie: - Coś o sobie? Mruczy jakby do siebie, powtarzając pytanie. Po chwili namysłu odpowiada może specjalnie, a może tylko w pijackim amoku: - Panie, jem teraz! Jak skończy się napitek i dziewki rozejdą, znajdę czas dla bardów i skrybów co by se moją osobę zarachowali... A teraz bawmy się! Jakiś czas później gdy sala nieco opustoszała, a gwar ucichł zebrało się kilku zacnych podróżników wokół Xeloxa, który pod wpływem trunku i zachęty towarzyszy podjął taką przeto opowieść: Byłek ja kiedyś kompanem wielkiego rycerza! Znaczy on był od bitki... a ja od talerza. Razu pewnego dołączył do nas starzec, choć był z niego całkiem zwinny i przebiegły "kwiatek". Zawsze sam zjadał ze trzy miski zupy, a do sakwy nie wrzucił ni marnej złotówy. Miał ci on pewien szczegół ciekawy, otóż nosił, jak mówił księgę, ot tak dla zabawy. Mówię sobie dziwak jaki, bo jak można czytać dla draki? Kiedyś nieszczęście się stało. Rozniecając ognisko, na szatę dziada, iskra mi upadła. Dziadek spał, a ja nieświadom swego uczynku przy cieple i blasku odpłynąłem ku plażom snu i wiecznego piasku. Wtem mi swąd zaleciał, co by się szmaty paliły! Zerwałem się co żywo poszukiwać przyczyny. Patrzę, a staruch się pali! więc chwyciłem jego bukłak i dalej polewam, a tu płomień w górę! Widać dziad jeden popijał gorzałę. Mówię sobie, spłonie cały, a ja przez to nie dostanę strawy! Tak być nie może, ale co począć gdy ogień tak zorze!? Wtem znienacka starzec się podnosi! Ja no to wytrzeszczam swe oczy! Dziadek przez chwilę tak stał zdezorientowany, po czym wyrzekł słowo, a płomienie ustały! Spłonął praktycznie cały jego dobytek. Prawie, bo tom był nietknięty, podobnie jak i skóra tego włóczęgi... Na dzień drugi już byliśmy w drodze, znaczy ja i mój nowy mistrz, co się przed nim ogień korze. Sir Luksus musiał być nieźle zdziwiony, bo zamiast śniadania powiał go list podpisany: Xelox, kiedyś Twój uniżony... Mag, bo tak mi się mentor określił, wziął mnie na termin bom go przyrzekł nie zdradzić, co za sztuką włada. A tamtymi czasy magia była karana. Czasem nawet śmiercią w efekcie! Więc stałem się współwinny zbrodni, przez pragnienie poznania tej sztuki, co za zakazaną uchodzi. A poznanie jej nie było takie łatwe. Wszak nie umiałem czytać, a co dopiero stawiać znaki. Mistrz nie pochwalił mnie zaś ani razu by dodać otuchy, za to często karcił rózgą co to nią usuwał sprzed siebie drogowe kupy... Mijały miesiące, a ja już czytałem płynnie nawet niezrozumiałe teksty typu: Wywindowaliśmy się z rozentuzjazmowanego tłumu... i wiele, wiele innych, których już nawet napisać nie potrafię, lecz nie przeczytałem jeszcze ani jednego wersu z księgi, która zwana była magiczną. Tak mi upłynął rok pierwszy. Na wiosnę, gdy śniegi puściły pewnego pięknego poranka spytałem wprost, tak z zaskoczenia: Mistrzu kiedy dojdę do czynienia? Przecie już czytam płynnie i pewnie poradzę sobie z pismem spisanym w Twej księdze? - On tylko spojrzał na mnie z politowaniem, wziął księgę i podał nad popiołem ogniska. Onieśmielony zrazu niepewnie lecz w końcu wziąłem z jego ręki opasłe tomisko. Jeszcze gdy przez moment razem trzymaliśmy księgę usłyszałem coś jakby szept starego tylko żem nie zwrócił wtedy na to uwagi, bo nie rozumiałem czynu powagi... Począłem przerzucać strony po kolei widząc same obrazy, a to ptaka na niebie, a to górskiego potoku strumienie, lecz ni w ząb liter. Tak doszedłem do końca tomu. Spytałem: Co to wszystko do diaska znaczy!? - Lecz mistrz tylko milczał i z zapałem jajecznicę wcinał. Gdym ochłonął mocząc stopy w płynącej nieopodal rzeczce, podszedł do mnie mistrz bez uprzedzenia czy wyraźnej przyczyny i podjął jakby dialog sam z sobą: - ...ale co znaczą te ryciny, gdzie tu słowa!? - Widzisz dziecko to jest język magii, spójrz dalej niż normalnie widzisz, a zobaczysz słowa. Wiem to trudne, ja sam bardzo mało widzę, lecz jak raz się zobaczy tę cienką granicę... Po czym zamilkł nieznacznie się uśmiechając... Po latach domyślam się, że bardziej niż z mojej niewiedzy śmiał się z siebie za młodu gdy jego mistrz wpędzał go w podobne kompleksy. Tak mi powoli otwierał mistrz oczy najpierw na trawę, później na łąkę, drzewa, a w końcu i las. Ciężko to opowiedzieć, ale gdy drugi rok upłynął, mistrz pozwolił mi jeszcze raz otworzyć księgę i wtedy ujrzałem ukryte litery, które zlały się w słowa, a słowa w czyny... Tak się moje profesja maga narodziła. Kiedyś może coś jeszcze dołożę do tej opowieści, lecz teraz w brzuchu mi się kręci. Muszę was opuścić, drodzy towarzysze, aby w wychodku odbyć posiedzenie i naradzić się z sobą jak zwalczyć łaknienie... [align=center]***[/align] Pewnego wieczoru gnom zajechał pod karczmę na swoim rumaku, Harleyu. Popatrzył przez chwilę na latarnię i ćmy które pomyliły ją ze słońcem. Zastanawiał się nad wyborem jakiego dokonał przed kilkoma dniami... Przez wiele lat starał się zgłębić tajniki magii. Nie można przez to rozumieć sztuki rzucania czarów, bo to dzieje się samo przez się. Raczej chodziło mu o jej zrozumienie. Od początków nauki najbardziej interesowało go jak rzeczy się dzieją. Tak jak i teraz patrząc na ćmy. Na pytanie postawione sobie samemu potrafił dać doskonałą odpowiedź. - Ćma rozróżnia kierunki orientując się według światła księżyca. Lecąc w wybranym kierunku, znaczy się na wprost, cały czas bierze poprawkę na najjaśniejszy obiekt w polu widzenia. Zazwyczaj księżyc, a w tym wypadku na latarnię. Zatacza coraz mniejsze kręgi bo latarnia jest o wiele bliżej niż księżyc i przez to po spirali zmierza do źródła światła ku niechybnej śmierci w starciu z płomieniem świecy... Przypominał sobie słowa swojego mentora w szkole magów. Tak, szkoła magów. Ile wspomnień, ile radości i ile bólu, każdego po trosze, jak mawiał jakiś uczeń, a może i jakiś czarodziej? Rozważał przez chwilę kto był taki sarkastyczny, lecz nie mógł sobie przypomnieć. Sarkazm... Jakże wysoko można się wzbić i jak boleśnie upaść właśnie przez sarkazm. Co by nie myślał już o sarkazmie to dzięki niemu był ulubieńcem uczonych, którzy oferowali mu tyle wiedzy w zamian za te kilka zdań, które były zaprzeczeniem jego natury. Tak czy inaczej ukończył termin z papierem maga i statusem arystokraty. Właśnie, ledwo ukończył studia, a tak często zastanawiał się co będzie dalej. Gildia do której trafił, w sumie z przypadku, opłaciła naukę, a teraz pewnie upomni się o usługi. Lecz nie perspektywa zajęcia rodziła niepokój w jego sercu tylko niewiara w swoje możliwości. W zdanie egzaminów. Wtedy to okazało się jak sprawnym magiem jest gnom patrzący właśnie na latarnię. Który potrafił zabić Ognistego olbrzyma jednym czarem! Dostał nagrodę za swe osiągnięcia. Właśnie z jej powodu tak wszystko wspominał, nie był pewien czy dobrze uczynił. Pozwolono świeżo upieczonemu magowi wybrać specjalizację spośród trzech, wybrał Nekromancję choć poza mglistym pojęciem, czym para się ta sztuka nie wiedział nic, ani co będzie dalej, ani jakie konsekwencje będzie miał wybór. Stał więc Xelox, bo tak miał na imię ów gnom, o którym mowa i patrzył na latarnię rozwijając w myśli różne scenariusze. Gdzie rzuci go los, co pocznie gdy gildia upomni się o jego nauki i jak spłaci długi? Tyle pytań, żadnej odpowiedzi. Gnom wiedział, że o grosz nie będzie łatwo, próbował już zaklinać swą moc w broni, lecz z mizernym skutkiem. Teraz dojechał do celu. Wielkie miasto, wielkie możliwości, tu ma nadzieje znaleźć intratne zajęcie, lecz jaki to zawód wybierze? Tego jeszcze nie wiedział. Hmm... Zabawne, ile to myśli może przelecieć przez głowę w ciągu kilku sekund, ciekawe jak to się dzieje? [align=center]***[/align] Gdy wszedłem do Jego pokoju od razu zauważyłem, że nie śni zbyt spokojnie... Szczerze mówiąc wyglądał jakby śnił mu się koszmar. Przewracał się z boku na bok i zrzucił już praktycznie całą pościel z łóżka. Została mu tylko pod głową poduszka, ta stara i śmierdząca, którą przyniósł ze sobą... Gdy jego głowa na niej spoczęła na powrót uspokoił się, ale musiałem przerwać ten sen. Zbliżała się pora audiencji i mimo, że książę nie sypiał dobrze od kilku dni zażyczył sobie aby koniecznie go obudzić. Znałem Go już jakiś czas więc wiedziałem, co znaczy polecenie wydane takim tonem... - Książę, pora wstawać... Panie, już dzień... PALI SIĘ!!! – nic, żadnej reakcji. Pomyślałem, został tylko jeden sposób... – Anieeelski ooorszak juuuż pooo Cieeebiee idzieee... - Co!? Umarłem!? – zerwał się książę – Nie przecież mówię... – dopiero po chwili zauważył mnie, ale Jego poduszka już leciała w moją stronę! – Ty niewdzięczny! Jak mogłeś!? Idę spać.. - Ale panie, już pora... - Pora na co!? Janie nie zawracaj mi głowy, daj spać... - Audiencja zaraz się zaczyna. Panie... - Ile razy Ci mówić, żebyś mnie tak nie tytułował kiedy nie ma nikogo w pobliżu! Masz mi mówić Xelox w taki sam sposób jak ja Ci mówię Janie! - Xelox! Ty obiboku robota czeka, wstawaj! - Ile razy będziesz mi przypominał ten pierwszy dzień w pałacu? Zachowywałem się jak kretyn. Żałuje tego, ale teraz już się poprawiłem. Prawda tatku? – zapytał wypinając język. - A ile razy panicz będzie mi wypominać mój wiek? - Znów mi się śniła – zmienił temat, a ja chyba dałem poznać po sobie zdziwienie bo zaraz dodał – Ale dość o smutkach... - Niech panicz opowie jeśli chce, a moje zafrasowanie spowodował fakt iż myślałem, że księciu śnił się koszmar...? - Bo to był koszmar... Ciężko to... Widzisz tylko raz byłem w łożu i tylko z nią... Ale, żebyś zrozumiał tą historię muszę zacząć od początku. Wszystko działo się niedługo po tym jak skończyłem pobierać nauki w szkole magów. Dostałem księgę... Widzisz, w akademii panował taki zwyczaj, że absolwent mógł sobie wybrać tom z zakazanej biblioteki... Zazwyczaj taka księga kierowała dalszym rozwojem profesji... Gdy ja wszedłem do biblioteki od razu zauważyłem taką samą księgę jaką miał mój pierwszy mistrz, lecz obok była inna, z której wręcz słyszałem głos! Dziś już wiem od kogo ten głos dochodził, a zagłuszał on krzyki wielu... Ale po kolei. Wybrałem księgę o dumnym tytule Vεκρομαντεία , co po naszemu znaczy Nekromancja mając jedynie mgliste pojęcie co to znaczy... Widzę, że kiwasz głową więc wyjaśnię. Otóż nekromancja to forma praktyk magicznych, w której czarujący – nekromanta – przyzywa duchy zmarłych w celu poznania przyszłości lub celach własnych, na przykład usług. Wiedziałem, że będę musiał zarabiać sztuką, której się nauczyłem więc przepowiadanie przyszłości uznałem za całkiem intratne zajęcie... Jaki ja byłem wtedy głupi! Mistrzowie przestraszyli się mojego wyboru, ale najwyraźniej uznali, że jeśli komuś uda się opanować magię spisaną tysiące lat wcześniej w Tej księdze, to właśnie mi. Mylili się i to bardzo, chociaż... Zaraz do tego dojdę. Wyruszyłem w życie ze skromnym dobytkiem, a najcenniejszym co miałem była księga. Wiec pieniądze szybko się skończyły, ale zanim to się stało dotarłem do stolicy. Zamieszkałem w starej gildii, która to opłaciła moje nauki. Szybko upomnieli się o swoje. Miałem zniszczyć zamek nieposłusznemu wasalowi. Wyruszyłem w drogę zastanawiając się jak tego dokonać i jedynym skutecznym rozwiązaniem wydała mi się moja księga. Już ją przeczytałem od początku do końca kilka razy i były tam opisane dwie niebywale potężne inkantacje. Wiedziałem wtedy, że muszą być silne bo były spisane językiem, którego rozszyfrowanie zajęło mi miesiąc. Jak potężne, dowiedziałem się bardzo szybko. Ponieważ dotarłem niebawem do granic włości podległych zamkowi, celowi mojej misji. Za pieniądze od gildii wykupiłem domek w pobliżu murów, tam zacząłem przygotowania do obrzędów. Potrzebowałem kawałka muru, który chciałem zburzyć i kilka bardziej wyszukanych sprzętów bo demon... Tak demon! Widzę na Twojej twarzy strach... - Po prostu nie wiem gdzie tu panienka, o której miał panicz opowiadać... Zamiast tego dowiaduję się, że panicz paktował z diabłami... - Aaa taaak, słodka Lady z zamku. Słodka była dla mnie, dla innych tyranką... Jak tylko wieść się rozeszła, że nowy mieszkaniec wydaje pieniądze to na lewo, to na prawo, aby zebrać dziwne, wtedy mówili ekscentryczne, sprzęty, zainteresowała się mną sama Pani zamku. Rzecz jasna postanowiła wybadać sprawę. Kilka dni przed ukończeniem mojej klątwy żołnierze zapukali do moich drzwi. Otwierać w imię pani na włościach! Krzyczeli i walili w drzwi wzmocnione czarem... Hi, hi! Śmiałem się, ale wiedziałem, że nie będę mógł zbyt długo siedzieć w zamknięciu... Wychodek był na zewnątrz... Brak pomyślunku, przyznaję. Otworzyłem więc drzwi, uprzednio ukrywszy sprzęty rzucając na nie zaklęcie lewitacji i niewidzialności... Aparatura krążyła pod dachem gdy idioci, wojacy przeglądali szpargały zielska z łąk i pól okolicznych... - Tłumaczyłem wam, że jestem tylko zielarzem... - Mówię do nich, ale musieli mieć jakieś podejrzenia bo postanowili zabrać mnie na audiencję do samego zamku... Jakie było moje zdziwienie gdy nie wylądowałem w lochu tylko, wtedy tego nie widziałem, najlepszym pokoju w całej posiadłości. W chwilę po wyjściu żołnierzy weszła Ona, ubrana jednie w zwiewną szatę... - Wiedziałam, że musisz być ciekawy... - Powiedziała tylko tyle, zrzuciła szatę i przywarła do moich ust... Teraz wiem, że takie nazywają blacharami, czyli łasymi na brzęk szlachetnego metalu w trzosie... Wtedy poczułem się jak w niebie, ale to jest zbyt intymne, żebym o tym opowiadał... Odszedłem z zamku po kilku dniach pełen mieszanych uczuć, ale zawsze byłem wierny obowiązkom. Wtedy także postanowiłem wykonać zadanie! Zmieniłem tylko koncepcję jego wykonania... Gdy wezwałem demona udało mi się zapanować nad nim na tyle, żeby mnie słuchał i wykonywał oprócz swojej woli w pierwszej kolejności moje polecenia... Rozkazałem tonem nie znoszącym sprzeciwu: Diable zburz ten zamek, u którego murów stoję, lecz nikt ma nie zginąć. Użyj swojej mocy, aby mury skruszyć, ale tak aby nikogo nie zabić! W tym momencie woda w kotle zawrzała, usłyszałem wycie pomieszane ze śmiechem demona wylatującego przez komin - Ooczyyyywiścieeeeeee!!! - Szybko użyłem portalu wcześniej przygotowanego do ucieczki. W jednej chwili stanąłem na najwyższym pagórku w bezpiecznej odległości i zacząłem przyglądać się wywołanej przez siebie potędze. Ale moje zdziwienie było ogromne gdy doszły do mnie krzyki, nie strachu, lecz bólu! Telepatycznie zawołałem demona, aby się wytłumaczył, a ten drwiąc ze mnie pokazał mi tylko to, co sam widział... Ranił ludzi, zwierzęta, wszystko, co żyło lecz nie zabijał. Zobaczyłem ją... jak jej łoże się pali, jak jej skóra puchnie, jak jej włosy zamieniają się w popiół, jak opętana szałem bólu skoczyła do fosy przez okno. Musiała przeżyć, lecz straszne musi być jej życie dzisiaj. Powiedziałem do demona dość! Lecz w odpowiedzi usłyszałem tylko śmiech. Moja rozpacz była wielka, nie chciałem tego, co osiągnąłem. Na szczęście miałem jedną furtkę na taki obrót sprawy. Drugie potężne zaklęcie z księgi. Z opisów wynikało, że to czysta energia jeszcze potężniejszego demona niż tego przeze mnie przywołanego, który teraz urósł od cierpienia i krzyków ranionych prze siebie ludzi. Jego sylwetka zajmowała objętość porównywalną z tą zajmowaną przez zamek leżący teraz w gruzach. Począłem wypowiadać inkantację: Tasogare yori mo kuraki mono chi no nagare yori akaki mono toki no nagare ni uzumore shi idai na nanji no na ni oite ware, koko ni yami ni chkawan warera ga mae ni tachi fusagari shi subete no oroka naru mono ni ware to nanji chikara hitoshiku horobi o ataen koto o... - przerwał bo w pokoju zaczęło robić się dziwnie... Po chwili kontynuował. - Księga już nie istnieje ale jej magia nadal jest silna. Nieważne. Zaklęcie w przekładzie na zwykły język nie ma żadnej mocy, a brzmi mniej więcej: Mocy brzasku i zmroku pochowana w purpurowej krwi strumieniu, naznaczona upływem czasu, wzywam cie. W twoim imieniu oddaję siebie! Niech głupcy co na mojej drodze stoją zostaną zniszczeniu mocą twoją, którą i ja władam! Oczywiście demon zrozumiał zagrożenie i rzucił się przytomnie do ucieczki, ale jego ciało stało się zbyt wielkie aby ucieczka była szybka. Za to energia jaką wyzwoliłem szczęśliwie mnie nie pochłonęła, dotarła do demona w postaci kuli czystej antymaterii, niszcząc go chyba na dobre. To było pierwsze i zarazem ostatnie zadanie jakie wykonałem dla gildii... - Panie... - Tak Janie? - Czas już się zbierać, dokończy Panicz innym razem. - Dobrze, tylko jedna prośba, nie wygadaj tej historii nikomu...
  23. Ed

    Ursula K. Le Guin

    Ok, przyznaję. Jak to pisałem to byłem bardzo śpiący i przez to mogłem źle to ująć w słowa. Jednak ja żadnych wywiadów z autorką nie czytałem, a po prostu ostatnio rzuciło mi się to w oczy podczas czytania Czarnoksiężnika z Archipelagu. Wiem że dwa podobnie brzmiące słowa to nie argument. Bardziej chodziło mi o moment nadania tego imienia przez Ogiona. Bowiem nie wiem czy zwróciliście na to uwagę, ale zmiana prawdziwego imienia w Ziemiomorzu zmieniała naturę rzeczy. Więc tym bardziej nadanie nowego imienia człowiekowi musiało zmienić niejako jego tożsamość. Owszem Ged potem został Arcymagiem i Władcą Smoków i doprowadził do zespolenia runy pokoju jak i obsadzenia stanowiska króla, pustego od stuleci. Wszystko pięknie, wielkie czyny, ale za jaką cenę. Ged nie miał przez długi czas życia własnego, aż do ostatniej książki z cyklu, gdzie nie posiadał już mocy, a i tak się długo przed tym bronił. Zresztą wracając do Ogiona on doskonale to wszystko przewidział bowiem w liście do Nemerlego pisze o Gedzie że zostanie on kiedyś wielkim Magiem i dokona wspaniałych czynów jeśli słowa wiatru mówią prawdę... Wydaje mi się że skoro był tego taki pewny to musiał zawrzeć to wszystko w imieniu Geda gdy mu je nadawał. Ale to tylko moja hipoteza. @Fly_killer: Dobre!
  24. Przejmuję pytanie jako że już od dłuższego czasu quiz leży. Jaka "legenda" jest związana z datą śmierci Tolkiena? Edyta: Prawie dwa miechy pytanie wisiało i nikt nie znalazł odpowiedzi? Więc już wyjaśniam chodzi o to że podobno Tolkien przewidział datę swojej śmierci i wpisał ją w treść Władcy... Nie wierzycie? 1973 1 - by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać. 9 - zostało podarowane rasie ludzi, którzy nad wszystko pożądali władzy... 7 - dla władców krasnali, wielkich górników i twórców podziemnych pałaców 3 - trzy zostały dane elfom, nieśmiertelnym i pełnym mądrości Pytanie oddaje komukolwiek kto chce się jeszcze w to bawić, moje są widać za trudne
  25. Ed

    Ursula K. Le Guin

    Heh, spodziewałem się podobnego odzewu 8) Grunt to rozkręcić dyskusję...