Jump to content

Brewer

Members
  • Posts

    89
  • Joined

  • Last visited

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

Brewer's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

0

Reputation

  1. LUDWIK Nowo przybyły dziadyga śmierdział niemiłosiernie. Śmierdział, dosiadł się do ławy bez słowa pozdrowienia ani pozwolenia, wrzeszczał, a do tego groził temu z uciętymi uszami. Raczej nie robił dobrego wrażenia. Ludwik czekał tylko na pauzę w perorze, ażeby zakończyć tę farsę i go zbyć. Kiedyś musi w końcu wziąć oddech. - No, to jak będzie? Mam cię oćwiczyć? Zaraz no chycę pałę... - brodacz odchylił się i uniósł kułak imitując zamach zapowiadaną pałą dla zwiększenia efektu. Niesiony pasją zrobił to gwałtownie, do tego stopnia, że potrącił kogoś za swoimi plecami. Nagle dał się słyszeć pisk, brzęk i trzask wybijające się ponad karczemny harmider. Zapadła na mgnienie oka cisza wypełniona została serią soczystych przekleństw przy akompaniamencie cichego kobiecego lamentu. Zza pleców dziadygi wyłonił się oblany piwem już po raz wtóry brutal. Okrutnie, w brzuch, kopnął półleżącą dziewkę, która pod siłą ciosu upadła w gnój zalegający polepę. Sapiąc jak zwierz uniósł spojrzenie na zamarłego śmierdziela. - Ja tylko... - Nie lubię cię. - gwałtowne uderzenie w skroń skutecznie usunęło dziadygę z pola widzenia. Może i proste rozwiązania są najlepsze?, myśl jak błyskawica zdążyła przemknąć Ludwikowi przez głowę. W tym samym momencie w karczmie nastał nieopisany zgiełk. Nagle wydarzenia potoczyły się bardzo szybko.
  2. Pardon, muszę jednak nieco odroczyć termin wpisu. Niedługo się do tego zabiorę. Niet, myślę, że możemy sobie wzajemnie zaufać.
  3. Zaklepuję kolejkę na dziś wieczór/jutro południe!
  4. Faktycznie, masz rację. Jednak już w Twojej części Ludwik zaprosił Gorna do stołu, więc wydawało mi się, że postawienie piwa samo już z tego wyniknie. Tak więc, Sonky, wolna ręka. Karl L. zapewne będzie chciał nieco powypyty(rypypypy)wać z kim ma przyjemność. Jeśli by go ktoś zapytał, to odpowie, że przybył tam wiedziony czystą ciekawością. W końcu od patrzenia nikt jeszcze nie został najemnikiem. Dziękuję, choć nie jestem pewien jakości swojego "emgowania", acz trochę się z tym oswoiłem. No i współczuję, ciężko się czeka na takie rzeczy.
  5. Naprawdę takie rzeczy Cię frasują? Abstrahując od dodatkowej wartości z rzutu kością (minimum 1), do głowy w tej sytuacji przychodzą mi trzy rozwiązania: 1. Człek zadaje obrażenia w sumie -1, tzn. leczy atakowanego (+1PŻ). 2. Liczymy obrażenia od górnego pułapu i - zależnie jak patrzeć - wychodzi (nieskończoność - 1) albo (9), co jest nieco zastanawiające zważywszy na fakt marnej jakości broni. 3. Brak obrażeń. Swoją drogą ze strony mistrza gry miłym akcentem byłoby wykorzystanie tej sytuacji na ubarwienie walki poprzez np. utknięcie broni czy uszkodzenie czegoś w otoczeniu. Zasady z podręcznika w gruncie rzeczy nie powinny przeszkadzać w dobrej zabawie. Podręcznik już doszedł? Sonky, piszesz Waść?
  6. To jest cliffhanger! Ładne miejsce na skończenie swojej części A co do kolejności, to jeśli uda się ładnie wypełnić lukę, to Sonky ze swoją częścią może wkroczyć później. Moja postać zapyta półżartem, czy się znacie. Może postawić, jeśli jakoś sprytnie (skryptnie?) uda się nawiązać rozmowę albo spleść okoliczności.
  7. Oks, napisał ja. Tempo trochę nazbyt nierówne, ale cóż, pierwsze doświadczenia.
  8. LUDWIK Uczucie, które wywołuje niechętnie wspominana, a teraz powracająca przeszłość, trudno jest pomylić z jakimkolwiek innym. Pierwszej myśli towarzyszy lekki ucisk gdzieś wewnątrz trzewi. Następnie, w miarę jak powraca świadomość faktów przeszłych, przychodzi wrażenie bycia kąsanym przez drobne, nierzeczywiste owady, cały świat zaś zdaje się irytująco spowalniać. Wkrótce potem dochodzi się do stanu, kiedy myśli, nie mogąc się wyrwać z owej sadzawki wspomnień, brzęczą i wirują bez celu podobne na wpół zatopionym muchom. Ciężko pozbyć się wtedy uczucia, że wystarczy komuś jeno nadstawić ucha aby dosłyszeć to brzmienie duszy, zwłaszcza wywoływane przez tę jedną, najbardziej uporczywą... Ludwik szybkim ruchem wydobył pływającą w piwie muchę i pstryknięciem wystrzelił ją pod ławę. - Ty też bawiłeś się lampami? Powracająca do kufla ręka zamarła wpół ruchu. - Co powiedziałeś? - To przez lampy? - siedzący obok młody mężczyzna skinął głową na wciąż wiszącą w powietrzu lewą rękę Ludwika. - Ja też kiedyś stłukłem jedną. Karl Ludovingo Bhannacht położył lewą dłoń na blacie, tak aby każdy mógł jej się przyjrzeć, palcami prawej powędrował w górę kufla, po czym wydął lekko wargi i spojrzał uważniej - choć z ukosa - na nieznajomego. Ten zaś wydawał się być zarośniętym, nieco zgarbionym i obdrapanym osobnikiem, na dodatek właśnie uśmiechającym się półgębkiem. Wilkołak, pomyślał z lekkim rozbawieniem Ludwik. Cóż rzec takiemu? Gwizdnięciem zwrócił na siebie uwagę dziewki karczemnej. - Może postawisz kolejkę? - nieznajomy przerwał rodzącą się właśnie drwinę, odsłonił paskudnie okaleczoną prawicę i nieporadnie chwycił nią stojący nieopodal kubek. - Mamy chyba nieco wspólnego. W zasadzie dlaczego by nie? Lepsze to niż czekanie, aż młokos-inkwizytor weźmie się do rzeczy. Ludwik przejął od usługującej dzban i skinął z aprobatą. - Postaw kubek; szkoda, żeby się rozlało. Więc, co to za lampy?
  9. Dobrze, biorę się tedy za pisanie. Mam tylko nadzieję, że będziemy mieli okazję porozmawiać z Ianem o tajnikach strzałoznawstwa
  10. Moja postać może postawić kolejkę, jeśli towarzystwo będzie interesujące Ej, bo w sumie to nie wiem: mamy tu ustalać każdą pojedynczą kwestię, ogólny przebieg rozmowy, czy też ufamy sobie i każdy pisze, co pisze, ewentualnie potem poprawia albo kolejna osoba się dostosowuje?
  11. Od razu mówię, że moja postać nie ma pojęcia o włamywaniu się, otwieraniu zamków, skradaniu, maskowaniu, zabójstwach i atakach z zaskoczenia Ekwipunek: całkiem sporo pieniędzy rozrzuconych w różnych zakamarkach miasta, ubranie (styl mieszczański ubogi), kozik, skrawki zabazgranego pergaminu, kawałek kredy, kilka monet. Zalety: - nie cierpi na niedobór gotówki, - potrafi znaleźć wspólny język z rozmaitymi osobami, - gdyby chciał, mógłby dosyć łatwo wyrwać się ze swojego niskiego stanu, - dobrze czuje miasto, Wady: - nie potrafi się zdobyć na wysiłek ukończenia czegoś większego, - jeśli w jego życiu nic się nie zmieni, zapewne czeka go marny koniec, - nie potrafi walczyć, wspinać się i robić całej masy "przygodowych" rzeczy.
  12. Karl Ludovingo Bhannacht (wym. Banat) 22-letni człowiek płci męskiej. Niski, krótkie włosy, na pierwszy rzut oka nie wyróżniający się wyglądem. Znak szczególny: brak najmniejszego palca u lewej dłoni (wada wrodzona). Karl Ludovingo Bhannacht to najmłodszy potomek nowobogackiego, rzemieślniczego rodu. Gdyby jego ojciec nie dorobił się małej fortuny handlując nieruchomościami, a także stawiając magazyny oraz domy rzemiosła, Karl przyszedłby na świat jako Karol syn cieśli. Wraz z przyjęciem "rycerskich" zwyczajów, ojciec postanowił przygotować swojego najmłodszego syna do kariery duchownego. Karl umiejscowiony został w klasztorze, gdzie - jako paniątko - nie pełnił żadnej znaczącej roli. Sprawował pieczę nad piwniczką z winem; otarł się jednak przy okazji nieco o arytmetykę, gramatykę, pisanie czy teologię. Potrafi również zacytować jednego czy drugiego klasyka, często jednak bez zrozumienia prawdziwego znaczenia tych słów. Karl spędził w klasztorze kilka lat, jednak wtedy opat oraz kilku braci zakonnych zostało oskarżonych o herezję i straconych jako apostatów. Klasztor zamknięto i zaplombowano, cała sprawa zaś bliska była zatuszowania, kiedy nieszczęśliwie okazało się, że ojciec Karla zmarł, syn zaś zaginął w tajemniczych okolicznościach. Niedoszły kapłan postanowił porzucić dotychczasowe życie i uchodząc przed gniewem brata zaszył się gdzieś na kilka miesięcy. Od tego czasu zajmuje się włóczęgostwem, drobną kradzieżą oraz przedpołudniowymi rozmowami z kurtyzanami. Karl - obecnie nazywany Ludwikiem - posiada jeszcze środki finansowe ulokowane w skrytkach w całym mieście, czasem jednak dorabia jako pomocnik przy inwentaryzacji magazynów u przyjaciela swego zmarłego ojca. Słowem, jest to człowiek, który żadnej pracy fizycznej w życiu się nie podjął, nie ma większych ambicji, nigdy też samodzielnie nie przyczynił się do poprawy własnego losu. Znaczący znajomi: - starszy brat - patriarcha rodu, - przyjaciel ojca. Ludwik wynajmuje kąt do spania na strychu taniej jadłodajni "Fasola u Emmy". Klitkę tę może współdzielić z którąś z postaci graczy. Przepraszam za formę, nie mogę dziś zebrać myśli
  13. Wysyłka na rebelu jest legendarna. Zamawia się rano, a na drugi dzień kurier dzwoni do drzwi i to wszystko w pancernej paczce (zamówienie, nie kurier w tej paczce - trochę niezgrabnie napisałem). Chwilowo brak czasu, coby podumać nad postacią.
  14. Takie sesje forumowe to w sumie zupełnie coś innego niż klasyczne, ale gdyby tak eksperymentalnie pisać takie minirozdziały - coś jak w Grze o tron?
  15. Ja to bych się nawet pisał, ale w jakiej formie toto znajdujesz?
×
×
  • Create New...