Jump to content

Recommended Posts

Dedykuję te opowiadanie Kotorowi, którego przeszedłem równo 20 razy  ;D

Peace is a lie; there is only passion.

Through passion, I gain strength.

Through strength, I gain power.

Through power, I gain victory.

Through victory, my chains are broken.

The Force shall free me.

Millenium Falcon mknął przez  mroczne odmęty kosmosu. Na jego pokładzie znajdowały się jedynie dwie osoby i dwa droidy z dotychczasowej dziewięcioosobowej załodze. Bastylia pilotowała statek. Nie było to jednak  zbyt trudne zajęcie. Prowadziła ją bowiem moc. Pozwalała jej obrać najlepszy możliwy kurs i omijać wszelkie przeszkody. Drugim członkiem załogi był Darth Revan. Mroczny Lord Sithów stał na dziobie statku obserwując przez ogromne okno przestrzeń kosmiczną. Flota republiki walczyła właśnie z siłami Gwiezdnej Kuźni. Z tej odległości widać było jedynie światło podobne do gwiazd, oznaczające, że kolejny myśliwiec zakończył swoje życie. Krążowniki Gwiezdnej Kuźni były znacznie większe od tych Republikańskich, lecz były w znacznej mniejszości. Revan doskonale zdawał sobie sprawę, że to od niego zależy przyszłość galaktyki. Od niego, nie od tych tysięcy żołnierzy i pilotów oddających właśnie życie za wolności w które wierzyli. Nie tylko oni byli pionkami w jego grze. Ci, których dawniej nazywał przyjaciółmi i towarzyszami. Carth Onasi, Juhani, Jolle Bindo, Canderous, Zaalbar i Mission. Wszyscy mu pomagali w do tej pory nieznanym celu. Teraz wszyscy leżeli martwi na wybrzeżu plaży nikomu nieznanej planety. Revan zostawił jedynie droidy. Wiedział, że nie zdradzą go nigdy. Poza tym ktoś musiał pilotować statek gdy pozbędzie się już Bastylii…

- Dolatujemy już na miejsce mój mistrzu. – zameldowała pokornie. – Już niedługo Malak posmakuje naszej zemsty.

- Nie nazywaj mnie swoim mistrzem. – rzucił chłodno Revan. – Nie nauczyłem cię niczego. Nie przekazałem ci żadnej wiedzy ani potęgi, więc nie jesteś moją uczennicą.

- Czyż nie chcesz mi przekazać części mocy z Gwiezdnej Kuźni mistrzu Revanie? – Bastylia niezauważalnie położyła prawą dłoń na rękojeści swojego dwuręcznego miecza. – czyż nie przypomniałam ci o wszystkim? To dzięki mnie się jesteś tym kim jesteś teraz.

Revan z chęcią zabiłby ją już teraz. Widział już w umyśle jak przecina ją w pół razem z fotelem na którym siedziała. Nadal jednak potrzebował pilota…

- Wszystko w swoim czasie.

Millenium Falcon znajdował się już na tyle blisko Gwiezdnej Kuźni, że zainteresowały się nim myśliwce i baterie obronne tej ogromnej fabryki.

- Trzeba obsadzić działko mistrzu!

- To nie będzie konieczne…

Mroczny Lord wystawił prawą dłoń do przodu. Zbliżające się myśliwce zaczęły eksplodować. Po kolei były rozrywane na strzępy przez ciemną stronę mocy. Była to swoista manifestacja potęgi jaką władał. Po chwili także ogromne baterie dział zaczęły się wyginać jakby były zrobione z plastiku. Statek mknął w kierunku hangaru nienaruszony.

Hangar Gwiezdnej Kuźni był wielkości sporego miasta. Mogłaby tu wlecieć cała Flota republiki walcząca tak niedaleko. Lądując Revan dostrzegł kilka statków zakonu Jedi.  Wiedział, że będą z nimi problemy. Nie na tyle duże jednak, by mogły wpłynąć na jego plany…

- Wylądowa… - Bastylia odwracając się w kierunku swojego mistrza nie zdążyła wypowiedzieć nawet jednego słowa. Jej głowa spadła na podłogę turlając się pod ścianę. W jej oczach nadal można było dostrzec zdziwienie. Jej ciało opadło bezwładnie na konsolę statku. Revan schował miecz równie szybko jak go wyciągnął. Patrzył przez chwilę na swoje ubranie. Długa brązowa szata była kojarzona z sędziwymi mistrzami Jedi do których grona nawet nie chciał należeć. Potrzebował ubioru będącego dowodem jego potęgi. Wyciągnął ręce przed siebie. Za pomocą ciemnej strony mocy podgrzał swoją szatę. Zatrzymał ten proces gdy jego płaszcz poczerniał od temperatury i już miał zająć się ogniem. Wyrwał kawałki metalu ze ścian i uformował z nich niewielkie naramienniki. Stworzył też napierśnik i pasek z dużych pierścieni durastalowych na środkowym pierścieniu zaczepił materiał, który zabarwił na czerwono krwią Bastylii przebijając się nim przez jej ciało. Korzystając z części jej miecza świetlnego i innych metalowych elementów stworzył resztę swojego stroju. Hełm zabarwiony na czerwono w podobny sposób co materiał. Na pozór niepasujące do siebie elementy stworzyły maskę Mrocznego Lorda podobną do tych mandaloriańskich. Wychodząc ze statku rzucił jeszcze spojrzenie na zdewastowane ciało Bastyli.

- Dziękuję ci moja uczennico…

Wysokie buty Revana głośno stukały o kratowany pokład hangaru. Przedmioty w jego najbliższym otoczeniu zaczęły się podnosić i zmieniać swój kształt. Ciemna strona mocy wypełniała go całkowicie. Na dodatek to miejsce zdawało się potęgować jego umiejętności. Revan nie zamierzał się jednak spieszyć. Po chwili zauważyło go trzech Jedi stojących przy wyjściu z hangaru. Zatrzymali się czując bijący od niego mrok. Wszyscy troje włączyli miecze świetlne. Żaden jednak nie atakował. 

- Boicie się? – Revana bawiły ludzkie słabości, zwłaszcza wśród przedstawicieli zakonu.

- N-nie boimy się! – wyjąkał młody chłopak. Miał krótkie blond włosy. Cały trząsł się na nogach. Sith powoli zaczął iść w ich stronę. Trzej Jedi byli sparaliżowani strachem. Dopiero gdy pierwszy zginął przepołowiony czerwonym mieczem świetlnym pozostała dwójka zaczęła atak. Revan wystawił dłonie w ich kierunku odpychając obu na dwa różne końce hangaru. Nie było potrzeby sprawdzania czy nadal żyją…

Drzwi od Hangaru otworzyły się samoczynnie. Na pierwszym pokładzie walczyli Sithowie zawiadomieni przez Malaka i Jedi, którzy przybyli statkami . Nawet nie zauważyli jak przyszedł. Byli zbyt pochłonięciu pojedynkami. Prawie dwudziestu władających mieczami świetlnymi stało naprzeciwko siebie. Mroczny Lord Włączył swój własny miecz z zamiarem przerzedzenia tego towarzystwa.

Walki nagle ustały. Oczy wszystkich skierowały się na nowo przybyłego człowieka. Miecz świetlny Revana był jasno czerwonego, a wręcz pomarańczowego koloru. Ponadto zdawał się być grubszy od pozostałych.

- Chcecie mnie atakować jednocześnie? Zapraszam.

Mroczny lord przyjął wyprostowaną postawę z rękoma ugiętymi przy głowie z mieczem skierowanym w stronę przeciwników. W jednej chwili dziesięciu uczniów Sith i dziesięciu Jedi rzuciło się zgodnie na niego. Revan z łatwością odczytywał ich ruchy. Zdawał się tańczyć wokół przeciwników powalając coraz to kolejnych akolitów. Jednemu Jedi zmiażdżył żebra razem z płucami ściskając go mocą. Drugi zginął od wyładowań elektrycznych płynących z jego dłoni.  Kolejny został przepołowiony całkowicie źle odczytując ruchy swojego przeciwnika. Pozostało już tylko trzech walczących w tym jeden Sith.

- Strach. – zaczął powoli Mroczny Lord. – Czuć go od was na całe lata świetlne…

Dwóch pozostałych przy życiu Jedi jednocześnie zostało przepołowionych. Na spodniach ostatniego, żyjącego pojawiła się duża ciemna plama. Wypuścił miecz z rąk i padł na kolana.

- Przysięgam ci wierność i oddanie! Będę twoim sługom! Tylko proszę nie zabijaj mnie! – Łkał przed chwilą jeszcze dumny członek sithów.

- A co z twoim panem Darthem Malakiem?

- Nic dla mnie nie znaczy! Będę służył tylko tobie!

Revan uśmiechnął się do siebie

- Zdradziłeś swojego pana gdy tylko twoje nędzne życie znalazło się w zagrożeniu. Uważasz, że potrzebuję takiego sługi?

Człowiek nie zdążył odpowiedzieć. Jego głowa została przecięta na wysokości szczęki. Krew nieszczęśnika zalała cały pokład.

Nagle zawyły syreny alarmowe. W każdym koncie zajarzyło się czerwone światło. Z pewnością nie chodziło o atakującą flotę Republiki. Krążowniki Gwiezdnej Kuźni klasy Lewiatan doskonale sobie z nimi radziły. Nie chodziło też o uszkodzenia fabryki. Stacja ta bowiem była prawie niezniszczalna biorąc pod uwagę ciśnienie kosmiczne. Chodziło właśnie o Revana. Mroczny Lord Sithów wrócił  by odebrać Malakowi tytuł należyty tylko i wyłącznie jemu. Malak w obawie przed swoim byłym mistrzem wezwał wszelkie możliwe siły starczące do pokonania niejednej armii by powstrzymać swojego mistrza. Revan schował swój miecz. Ponownie rozpoczął swój powolny spacer w kierunku głównego pokładu. Gdy doszedł do długiego tunelu o szerokości kilku metrów dostrzegł kolejną przeszkodę. Batalion żołnierzy stał w równym szeregu czekając na rozkazy od sitha stojącego na przedzie.

- Sam potrafię pokonać takie ścierwo! – wrzeszczał głośno do podwładnych.

Mężczyzna ogolony na łyso wyciągnął podwójny miecz świetlny. Był ubrany w długą czarną szatę w czarnym kolorze. Była to typowa szata akolitów Sith. Z rykiem zaczął biec przed siebie. Revan nie wykonał żadnego ruchu. Szedł spokojnym krokiem jak do tej pory. Mroczny Lord zwinnymi ruchem chwycił rękojeść swojego przeciwnika, gdy ten miał wykonać zamach. W jednej chwili wyrwał mu miecz z rąk i przepołowił nim właściciela. Żołnierze w panice zaczęli cofać się do tyłu.

- Zamknąć grodzie! – wrzeszczał strażnik w czerwonym pancerzu. – Zamknąć te cholerne grodzie!

Wielka stalował brama zaczęła opuszczać się na dół tworząc ścianę pomiędzy Batalionem a jednym człowiekiem. Tunel Zatrzasnął się ze zgrzytem. Revan zaczął biec trzymając dłonie złączone, jakby się modlił. Potęga ciemnej strony Mocy zbierała się pomiędzy jego palcami. Zwykli uczniowie mogli jedynie marzyć lub czytać w archiwach o takiej sile. Teraz Batalion doborowej piechoty, elitarnej straży Dartha Malaka miał poczuć tą moc na sobie.

Revan przyłożył ręce do grodzi jakby chciał ją wypchnąć. Chwilę później stalowe drzwi o metrowej grubości zostały wyrwane do tyłu wyginając się, jak po wybuchu bomby. Stalowa brama przeleciała przez cały tunel miażdżąc pod sobą żołnierzy. Wygięty metal w końcu zatrzymał się ze zgrzytem. Revan przeszedł po nim ignorując setki zmasakrowanych zwłok porozrzucanych dosłownie wszędzie.

Wysoki mężczyzna w czerwonym kombinezonie o niezwykle bladej skórze siedział na dużym wygodnym krześle w centrum dowodzenia Gwiezdną Kuźnią. Malak obserwował jak jego okręty masakrują kolejne statki republiki. Dowiedział się już o buncie Jedi na pokładzie. Wydał rozkaz pozbycia się intruzów. Garnizon jego straży to i tak za dużo na garstkę żałosnych Jedi, pomyślał. Gwiezdna Kuźnia wzmacniała go z każdą chwilą. Szeptała do niego. Wydawała mu polecenia.

-Zabij ich wszystkich. Zniszcz ich dla mnie.

- Już tak wielu nazabijałem dla ciebie… - Malak zdawał się mówić bardziej do siebie niż do niezrozumiałego dla innych ducha stacji. Sztuczny interkom nie pozwalał mu używać głosu w sposób w jaki tego sobie życzył. Nie mógł mówić ani głośno ani cicho. Wiecznie ten sam monotonny ton.

Link to comment
https://enklawanetwork.pl/forum/temat/298-revan-powr%C3%B3t-mrocznego-lorda/
Share on other sites

Rozważania przerwał mu jeden z jego uczniów. Miał ich całe setki. Żadnego z nich jednak nie trenował. Karmił ich nadzieją, że któregoś dnia jeden z nich zostanie jego prawowitym następcom i odziedziczy tytuł Mrocznego Lorda. Mężczyzna z długimi prostymi włosami uklęknął przed jego fotelem.

- Lordzie Malaku. Na pokładzie Gwiezdnej Kuźni trwają walki.

- Wiem o tym. Wysłałem już moją straż.

- Ja właśnie w tej sprawie.

- Czy moja straż poradziła sobie z Jedi?

- N-nie Lordzie Malaku. Zostali wybici co do jednego.

Informacja ta nie zburzyła spokoju Sitha. Najwyżej wyślę jeszcze jeden oddział, to wszystko.

- Czyż to nie ciekawe, że Jedi poradzili sobie z moją strażą?

- Panie. Jedi także zostali wymordowani. Widziałem zdjęcia z hangaru.

- Więc kto mnie atakuje? – Malak otworzył szeroko oczy. Na jego karku i czole pojawiły się kropelki potu. Wiedział jaką uzyska zaraz odpowiedź.

- T-to Darth Revan mój Panie. Twój były mistrz. Idzie tutaj.

- Gdzie teraz jest?

- Zmierza ku czwartemu pokładowi.

Malak wstał z fotela. Jego spokój zburzyło samo wspomnienie o  mistrzu. Nagle usłyszał w głowie głos Gwiezdnej Kuźni:

Czego się boisz człowieku? Pomogę ci.

Mroczny Lord opanował się. Wiedział co musi zrobić. Spojrzał na swojego sługę niższego o prawie trzydzieści centymetrów.

- Zwołaj wszystkich mistrzów, uczniów, adeptów i akolitów. Niech zgromadzą się na czwartym pokładzie. Niech czekają tam na mojego byłego mistrza.

- Lordzie Malaku. Wybacz moją impertynencję, ale czy Revan ich nie pokona?

- Oczywiście, że ich pokona! Ale straci czas, a ja go zyskam. Muszę przygotować obronę stacji. Wydaj rozkazy.

Darth Malak udał się do głównej sterowni Gwiezdnej Kuźni, którą przerobił na swoją główną salę. Pokój ten był tak zaprojektowany by skupiał potęgę ciemnej strony mocy. W nim Malak miał zamiar stawić czoło swojemu mistrzowi.

- Niedługo poczujesz pełną siłę Gwiezdnej Kuźni, mój mistrzu…

Revan jechał właśnie windą na czwarty pokład Gwiezdnej Kuźni. Czuł jak wiele istnień zbiera się praktycznie nad jego głową. Instynktownie włączył swój miecz świetlny. Dioda w windzie zajarzyła się zielonym światłem. Drzwi rozsunęły się na boki. Przed Revanem stała prawie setka uczniów Malaka. Każdy z nich czekał na atak z włączonym mieczem. Mroczny Lord ponownie się uśmiechnął. Wszystkich, co do jednego zżerał strach przed nim. Darth Revan w przeszłości wygrywał całe bitwy w czasie wojny mandaloriańskiej. Zabił setki jeśli nie tysiące doświadczonych szermierzy zarówno Jedi jak i Sith. Odkrył i zapanował nad potęgą Gwiezdnej Kuźni. Jakie szanse mogli mieć w starciu z kimś takim?

Pierwszych wystąpiło dziesięciu, albo najbardziej doświadczonych albo najbardziej łasych na tytuł ucznia Lorda Malaka. Wszyscy byli wyposażeni w podwójne miecze świetlne. Dziesiątka w czarnych płaszczach zgodnie rzuciła się na swojego przeciwnika. Revan z łatwością uniknął pierwszego cięcia z góry przepoławiając atakującego. Chwycił w powietrzu miecz  nieżyjącego już sitha. Szybkim obrotem zaatakował trzech zaskoczonych akolitów. Jednemu udało się sparować cięcie. Dwaj pozostali nie mieli takiego szczęścia. Obaj padli na ziemię pozbawieni głów. Revan cisnął podwójnym mieczem świetlnym w kierunku dwóch następnych sithów. Ci jednak nie byli w stanie ochronić się przed tak szybkim atakiem. Wylądowali na podłodze pozbawieni nóg, wyjąc z bólu. Pozostała przy życiu piątka natychmiast dobiegła do swojego przeciwnika ustaiwjąc się naokoło niego. Revan aż uśmiechnął się na myśl jak bezrozumny był to manewr. Podwójny miecz świetlny doskonale radził sobie z więcej niż jednym przeciwnikiem. Niestety był niemal bezużyteczny w niewielkich przestrzeniach jakim był krąg utworzony wokół Mrocznego Lorda. Akolici przeszkadzali sobie nawzajem zderzając się mieczami. Ich przeciwnik nie miał takiego problemu. Revan władał pojedynczym mieczem świetlnym, nie tak silnym jak lanca, ale zdolnym walczyć w każdych warunkach. Kolejne cięcia były wyprowadzane w kierunku akolitów.  W końcu wszyscy padli na ziemie martwi nie zadając swojemu przeciwnikowi nawet jednego ciosu.

Darth Revan kiwnął dłonią zapraszając pozostałych…

Malak stał na środku sterowni. Była ogromnym pomieszczeniem o okrągłym kształcie. Cały sufit pokryty był grubym szkłem zza którego można było zobaczyć bitwę toczącą się w pobliżu. Krążowniki Gwiezdnej Kuźni zdobyły znaczną przewagę nad flotą Republiki. Nagle rozsunęły się niewielkie drzwi. Do sterowni wszedł Darth Revan. Nie miał na sobie nawet jednego zadraśnięcia.  Powolnym krokiem zbliżał się do swojego byłego ucznia.

Malak był wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną. Był uosobieniem siły. Z kolei jego mistrz był niski i wątły w porównaniu do niego. Revan jednak był niezrównanym mistrzem ciemnej strony mocy. Mroczni Lordowie Sithów stanęli naprzeciwko siebie

- Jestem już zmęczony tą grą Revan. Tymi wszystkimi podchodami.

- Trzeba było przywitać mnie osobiście zamiast fatygować całą chmarę swoich sługusów.

- Przeżyłeś moją zdradę podczas ataku Jedi, uciekłeś mi na Taris, udało ci się nawet zbiec z mojego statku flagowego. Widocznie przeznaczenie chciało, żebyśmy spotkali się tutaj.

- Nie Malaku. JA chciałem, żebyśmy się tutaj spotkali. Tu na Gwiezdnej Kuźni. Tutaj się wszystko zaczęło i tutaj się wszystko skończy.

- Tak Revanie. Ostatni pojedynek. Walka o władzę nad Gwiezdną Kuźnią. Tym samym będzie to walka o władzę nad całą Republiką.

Malak błyskawicznie wyciągnął swój miecz świetlny szykując atak. Revan równie szybko wykonał paradę. Nogi ugięły mu się pod siłą uderzenia. Jego były uczeń był o wiele silniejszy od reszty sithów i Jedi. Malak w tej samej chwili wystawił dłoń. Potężna siła odrzuciła Revana na ścianę. Tylko dzięki mistrzowskiemu opanowaniu mocy, Mrocznemu Lordowi udało się wyhamować uderzenie. Lądując na podłodze schował miecz za pazuchę. Z jego dłoni wystrzeliły jasno fioletowe błyskawice. Jego przeciwnik zablokował atak nakierowując wyładowanie elektryczne na swój miecz świetlny. Revan błyskawicznie podbiegł do niego z ponownie włączonym mieczem przed siebie. Malak jednak chwycił go za nadgarstki.

- Nie pokonasz mnie mój mistrzu. Nie tu, na Gwiezdnej Kuźni. – były uczeń miażdżył dłonie swojego mistrza ściskając je z całych sił. – Sama stacja wspiera mnie w walce z tobą. Nie masz szans.

- Czyżby? – Revan szybkim ruchem wyrwał ręce z pułapki. Chwycił Malaka za szyję i pociągnął na siebie. Następnie przewrócił się na plecy i wybił swojego ucznia w powietrze. Mroczny Lord natychmiast  doskoczył do niego. Znajdowali się kilka metrów nad ziemią.  Revan złapał go za ramiona i używając mocy wyrzucił go przed siebie. Malak z impetem uderzył o ścianę wyginając metal swoim ciałem. Nim zdołał upaść na ziemię Revan już był przy nim. Cisnął swoim uczniem o podłogę ze wszystkich sił. Uderzeniu towarzyszył głośny zgrzyt wyginanej kraty.

Malak obrócił się na plecy. Ciężko dyszał. Z rany na głowie ciekła mu krew. Nagle wystawił dłoń do góry jakby chciał się czegoś złapać.

- Obiecałaś mi pomoc! – krzyczał na tyle na ile pozwalał mu wbudowany interkom.

I pomogę…

Po całej Sali zaczęły płynąć strumienie żywej mocy. Przypominały nurt wody przemieszczający się w powietrzu. Część z nich podpłynęła do wystawionej dłoni Malaka. Strumienie przyśpieszyły gdy tylko dotknęły ciała ucznia.  Zdawały się wchodzić w niego. Malak wij się z bólu. W końcu strumienie uspokoiły się a blady mężczyzna wstał ponownie na nogi. Mroczny Mistrz obserwował z niepokojem całe to zjawisko.

- Nie pokonasz mnie Revanie. Nie tu, na Gwiezdnej Kuźni. Nie, kiedy cała stacja pragnie twojej śmierci…- Powtórzył swoje wcześniejsze słowa.

Malak zaczął atakować swojego byłego mistrza z niebywałą prędkością. Revan nie miał chwili na atak. Cały czas cofał się. jego uczeń nie ustępował. Przepełniała go moc Gwiezdnej Kuźni. Był potężniejszy niż jakikolwiek Jedi. W końcu przyparł swojego mistrza do ściany. Revan starał się zablokować atak idący z góry. Uderzenie było tak silne, że prawie wytrąciło mu miecz z ręki. Mroczny lord znalazł lukę w obronie ucznia, lecz nim zdążył zareagować kolejne cięcia były wymierzane w jego stronę. Nagle Malak wyprowadził silny cios kolanem w brzuch Revana. Mistrz zgiął się w pół wypuszczając miecz na pokład.

- Jesteś Słaby! – chełpił się Malak. – zbyt słaby by nawet stawić mi czoło!

Uczeń podniósł swojego mistrza za szyję zrywając mu z twarzy maskę.

- Chcę patrzeć w twoje oczy gdy będziesz umierał mój mistrzu!

Revan wykorzystał moment nieuwagi ucznia. Wyrwał się z uścisku wyskakując w górę odbijając się od ściany. Malak jednak chwycił go mocą gdy ten był jeszcze w powietrzu.

- Nawet w obliczu klęski nie tracisz zimnej krwi prawda? – W Sali głośnym echem odbił się trzask pękających żeber Revana – Pokażę ci prawdziwą potęgę ciemnej strony mocy!

Mroczny Lord zaczął rzucać swoim mistrzem o ściany z jednego końca do drugiego. Gdyby Revan nie miał na sobie pancerza, zginąłby od pierwszego uderzenia. Czuł jak pękają mu kości rąk i ramion gdy wgniatał nimi metalowe ściany. W końcu przestał się bronić. Krew spływała mu z licznych ran. Miał zginąć zamęczony na śmierć rzucany o ściany jak szmaciana lalka…

W końcu jego uczeń znudził się tą zabawą widząc, że mistrz już nie reaguje.

- Zdechłeś w końcu? – Po chwili cisnął ciałem mistrza pod ścianę przebijając się przez biurko kontrolne. Revan upadł bezwładnie na pokład. Malak zaczął powoli zmierzać w jego kierunku. Mroczny lord patrzył pustym wzrokiem na zbliżającą się sylwetkę swego kata. Starał się przywołać swój miecz. Połamane palce nie chciały go już słuchać. Ból przeszkadzał w koncentracji. Czuł jak traci przytomność. Być może skona zanim jego uczeń zdąży podejść i zmasakrować jego ciało…

Nagle zobaczył obok swojej dłoni podobny strumień mocy który wpłynął w jego ucznia. Bez namysłu wyciągnął dłoń jakby chciał chwycić owy strumień. Żywa Moc Gwiezdnej Kuźni Ponownie przyśpieszyła. Zaczęła wpływać w ciało Dartha Revana. Mroczny Lord Poczuł jak błyskawicznie odzyskuje siły. Malak, gdy tylko spostrzegł co się dzieje zaczął biec by dobić mistrza. Było już jednak za późno. Revan wstał na jeszcze przed chwilą połamane nogi. Moc uzdrowiła jego rany tak jak to miało miejsce z jego uczniem kilka chwil temu. Czuł ciemną stronę w swoich żyłach.

Malak Zaatakował, jednak Revan chwycił rękojeść jego miecza.

- Widocznie Gwiezdna Kuźnia nie chce mojej śmierci mój drogi uczniu. Ja zresztą także nie mam zamiaru tak łatwo rezygnować z życia. – Jednym szybkim ruchem Revan zmiażdżył rękojeść miecza świetlnego swojego ucznia w dłoni. Czerwone światło znikło momentalnie. Malak odskoczył do tyłu szukając miecza swojego mistrza. Gdy dostrzegł go wzrokiem było już za późno. Revan wyprowadzi silne kopnięcie prosto w jego twarz zdzierając mu sztuczną szczękę z twarzy. Krew rozlała się po pokładzie. Malak chwycił się za twarz próbując zatrzymać krwawienie.

- Strach zżera cię od środka. To najważniejszy błąd jaki popełniają wszyscy Sithowie tacy jak ty. Strach jest częścią ciemnej strony mocy. Nie znaczy to jednak, że ma nad wami panować. Ma być wręcz odwrotnie. To my mamy wzbudzać strach w innych. Strach jest naszą bronią, nie słabością.

- Naszą bronią jest siła i namiętność! – Bełkotał jego uczeń cały czas trzymając się za twarz.

- To siła i namiętność zrobiły z was pozbawionych wyobraźni i finezji rzeźników. Czujecie się jak władcy całego wszechświata gdy tylko poczujecie gościnność ciemnej strony mocy. Właśnie dlatego potrzebny jest sithom Mroczny Lord. Przywódca który powstrzyma nawet niezdyscyplinowanych mistrzów. Właśnie dlatego różnie się od was. Właśnie dlatego nie możecie mnie pokonać. I właśnie dlatego Ja jestem Mrocznym Lordem Sithów.

Malak poczuł się jakby znowu był młodym padawanem na Dantooine. Jakby dopiero co poznał sens i znaczenie mocy.

Nagle zaatakował swojego byłego mistrza gołymi pięściami. Krew ściekała mu po twarzy. Revan zatrzymał jego dłoń bez żadnego wysiłku.

- To ostatnia lekcja jakiej ci udzieliłem mój uczniu. – Darth Revan przyzwał swój miecz świetlny. Włączył go w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą była szyja Malaka. Teraz ziała tam sporej wielkości dziura. Ciało jego ucznia bezwładnie opadło na podłogę.

On był słaby. Ty o wiele lepiej będziesz przewodził moją potęgą. Tylko ty zasługujesz by używać mej mocy.

- Nie wiedziałem, że jesteś istotą myślącą. – Revan schował swój miecz za pas. Patrzył w górę jakby chciał dojrzeć swojego rozmówcę.

Myślę i czuję. Zrodziła mnie moc. To dzięki niej istnieję. To dzięki niej uczyniłam cię tak potężnym. Przyłącz się do mnie a uczynię cię jeszcze potężniejszym Revanie…

Revan zobaczył w swojej głowie obraz płonącego Coursant. Zobaczył setki Jedi jako niewolnicy. Milionowe tłumy skandujące jego imię. Zobaczył też siebie potężniejszego niż kiedykolwiek. Mocy miała być na jego usługi. W jednej chwili zdał sobie sprawę z jednej ważnej rzeczy.

- Karmiłaś tymi złudzeniami mojego ucznia…

Gwiezdna Kuźnia nie odpowiedziała

- To przez ciebie Malak mnie zdradził. Zaatakował mój statek i zbombardował Taris. Wszystko dlatego, że mu to pokazałaś. Wyśnione, niczym nie potwierdzone marzenia i plany nie mające żadnego realnego zaczepienia w rzeczywistości. Mój uczeń był na tyle słaby i na tyle żądny potęgi by uwierzyć twoim wyobrażeniom. Pragnął mocy jaką ja władałem. I dlatego ja potrafię oprzeć się twoim pokusom szaleństwa.

Co więc zamierzasz?

- Wybudujesz mi flotę. Tak wielką i potężną, że nic jej nie będzie w stanie powstrzymać. A potem użyję tej floty by cię zniszczyć. Nikt oprócz mnie nie oprze się pokusie urzeczywistnienia twoich marzeń. Każdy inny ulegnie tobie.

A co ty zrobisz z taką flotą marny człowieku?

Revan uśmiechnął się przekornie.

- Nie zaatakuję Coursant. Władza nad Republiką mnie nie interesuje. Mam swoje powody dla których potrzebne są mi duże siły. Nie ma to jednak nic wspólnego z Republiką…

Cały pokład zaczął się trząść. Kratowana podłoga zdawała się wyginać.

- Nie możesz mnie ani zatrzymać ani mi przeszkodzić. Zrobisz wszystko co ci każę.

Darth Revan Opuścił sterownie. Gwiezdna Kuźnia nie otworzyła mu wrót, jednak on sam je sobie wywarzył. Bitwa w kosmosie dobiegła końca. Siły Republiki musiały się wycofać. Mroczny Lord nakazał ścigać i zniszczyć ostatki floty. Nikt nie mógł dowiedzieć się o lokalizacji Gwiezdnej Kuźni. Prawdopodobnie najpotężniejszego artefaktu ciemnej strony mocy.

Władca Sithów patrzył teraz ze swojej Sali na kolejne krążowniki opuszczające ogromną fabrykę. Patrzył też na czernię kosmosu i jego cel którego nie dostrzegał nikt oprócz niego.

Nie obawiał się jednak o przyszłość.

Wszystko bowiem szło zgodnie z jego planem…

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...