Jump to content

Exodus


Bardal
 Share

Recommended Posts

Swego czasu pisałem zwiastun dla gry vallheru w klimacie postapokaliptycznym. Gra nie wypaliła, zwiastun został :)

Suli lubiła bawić się w piaskownicy. Mama często ją zabierała po pracy do osiedlowego placu zabaw, gdzie wszystkie kolorowe zabawki szczerze ją radowały i zajmowały czas na długo. Nie inaczej było dzisiaj... Pogoda dopisywała jak to zwykle bywało o tej porze roku, lekki wschodni wiatr ciepło opatulał spacerowiczów a śpiew skowronków nadawał całej scenerii istne bajkowy klimat. Mała Suli, już zanim weszła na ulubione miejsce harców, zobaczyła swoich towarzyszy dziecięcych zabaw : Alexa i Dorę, którzy machali w jej stronę.

- Idź maleńka się pobawić a mamusia szybko pójdzie do piekarni... o tam na rogu. Dobrze?

Sara pogłaskała swoją córkę i dała jej soczystego buziaka w czoło. Mała skinęła pośpiesznie główką i zapiszczała, nie patrząc nawet w stronę rodzicielki.

- Dobrze mamo!

Nie minęła chwila a Suli biegała raźno po placu zabaw, to skacząc przez wielobarwne drewniane okręgi lub przewracając się na trawie ku uciesze swoich przyjaciół. Dookoła kręciło się sporo ludzi.  Tegoroczny letni festyn dzieci w Sydney organizowany właśnie na tym placu zabaw, wymagał jeszcze sporych przygotowań. Robotnicy uwijali się przy rusztowaniach a  przechodni ludzie spoglądali z zaciekawieniem na prace przygotowawcze.  Gdzieniegdzie rozlegał się głos stukającego młotka o stalowe bariery lub głośny warkot piły łańcuchowej, tnącej drewniane bale. Wśród siedzących na ławkach dorosłych panowało ogólne rozleniwienie i błogostan, po ciężko przepracowanym dniu. Nic nie zwiastowało tego co miało lada chwila nastąpić...

Nagle powietrze wypełnił huk syren alarmowych. Ludzie nie widząc co się dzieje poczęli rozglądać się we wszystkie strony, co niektórzy przestraszeni szybko oddalali się w kierunku bloków. Suli stojąc na zjeżdżalni zaczęła szukać wzrokiem matki. Z głośników przywieszonych na słupie rozległy się nie zrozumiałe dla niej słowa, wypowiadane pośpiesznie, w nerwowym tonie. Nie był pomyślny apel. Coś było nie tak jak powinno. Suli stała się świadkiem dziwnych wydarzeń. Obecni na placu zabaw jakby za dotknięciem magicznej różdżki otrzeźwieli, powoli rozumiejąc usłyszane słowa spikera zza głośników.  Ludzie w panice poczęli uciekać we wszystkie strony. Nie patrzyli kto stoi na ich drodze... Motłoch pełen krzyków, przepychania wypełnił cały plac zabaw. Jakiś mężczyzna nie bacząc na to iż przebiega po leżących istotach parł przed siebie, a z ust wykrzykiwał różnorakie przekleństwa. Z drugiej strony jakaś kobieta szlochając wniebogłosy podnosiła z ziemi swoje stratowane dziecko. Wiele zakrwawionych twarzy, wykrzywionych w bólu, krzyczało szukając swoich bliskich bądź nawołując do ustąpienia miejsca. Rusztowanie stawiane pod sceną runęło pod naporem ludzkich ciał, z hukiem spadając na rozszalały tłum. Maleńka aż zadrżała ze strachu i złapała się kurczowo poręczy zjeżdżalni. W piaskownicy na dole dostrzegła małego Alexa, który szlochając spazmatycznie szukał wzrokiem rodziców, bezskutecznie...

- Mamusiu.....

Suli wciąż nie widziała Sary, Rozglądała się nerwowo roniąc coraz to większe ilości łez...Tłum był tak wielki, iż z trudem rozpoznawała kogokolwiek. Naglę ludzie zaczęli wyciągać ręce ku górze. Bieganina powoli cichła, ustępując miejsca krzykom poturbowanych lub rannych. Wtedy to mała Suli, ostatni raz w życiu spojrzała na niebo. Niebieską paletę barw przecięła dziwna smuga ognia, która zmierzała wprost w kierunku Ziemi.

- Gwiazda!

Pomyślała maleńka, gdyż mama uczyła ją dużo na temat dziwów na niebie. Wiele razy podziwiała kosmos z małego teleskopu, który tatuś kupił jej na urodziny. Klasnęła w ręce i podskoczyła z podniecenia.

- Alex nie płacz! To gwiazda!

Dziwna smuga opadała coraz niżej, niżej i niżej, aż znikła za oddalonymi wieżowcami....

Barry siedział na swym bujanym fotelu spoglądając na rozległe połacie swojego rancha na wschodnim krańcu Memphis. Powoli, z namiętnością, żuł źdźbło trawy.  Nagle przenośne radio z którego leciała spokojna relaksująca muzyka zaskrzeczało i z głośnika wydobył się zdenerwowany głos komentatora.

- Co to wiadomości tak wcześnie?

Barry zwiększył głośność odbiornika. Jego wieloletnią tradycją, był poranny odsłuch najświeżych wiadomości, zawsze na tarasie wśród budzącego się słońca.

- Drodzy słuchacze! Katastrofa! Nadszedł Dzień Ostateczny! Dosłownie 20 minut temu wydarzyła się straszliwa tragedia. Rosyjskie głowice nuklearne dalekiego zasięgu spadły na kontynent Azjatycki oraz Australię. Rodacy nadszedł Dzień Próby! Miasta takie jak Sydney, Tokio, Delphi, Pekin, zostały doszczętnie zniszczone! Miliony zabitych ludzi. Kontynenty stoją w ogniu, nie ma łączności, nie ma kontaktu z nikim! Powtarzam z nikim! Rosyjski agresor rozpoczął ostatnią z wielkich wojen!...krhhhhhhhh... O Boże!....hhkrkrkhhhhhh.... w naszą stronę...khrhrhrh...tujcie się!......................

Jacob przyklęknął przy sporych rozmiarów gruzowym zawalisku i spojrzał w wizjer lornetki. Spokojnie metr po metrze lustrował teren przed sobą.

-Jak na razie spokojnie...

Mruknął pod nosem. Często mówił do siebie, pomagała mu to jakoś zwalczać samotność z jaką podróżował na co dzień. Samotność, która nie jednego już pokonała, wprowadzając w zimne objęcia śmierci. Splunął pod siebie i  jeszcze raz obrzucił wzrokiem teren przed sobą, szukając jakichkolwiek oznak bytowania. Potyczka sam na sam z oddziałem szabrowników, nie była tym czego w tej chwili pragnął. Jakieś 50 metrów na wprost stał jeden z nielicznych w tej okolicy reliktów z dawnej epoki. Niegdyś blok mieszkalny, teraz kupa gruzu, powyginanych prętów i piaskowych usypisk. Wiatr hulający od wschodu wzniecał tumany piasku i pyłów gipsowych, które spokojnie osiadały na starej podniszczonej kanapie leżącej na wschodnim krańcu budynku, to na starych metalowych drzwiach lezących tuż przed czymś co kiedyś było klatką schodową. Widniał jeszcze na nich numer. „6”

- Moja szczęśliwa liczba!

Jacob uśmiechnął się do siebie i ruszył przez zawalisko, trzymając niski profil. Przystanął jeszcze i sprawdził pistolet. Przeładował aby nabój wpadł do komory. W razie czego...

Długo przemierzał gruzowisko, wyszukując czegokolwiek co by nadawało się na sprzedaż u pasera albo na czarnym rynku. Bezskutecznie. Ewidentnie nie był tutaj pierwszym poszukiwaczem zaginionych skarbów. Świadczyły o tym między innymi ludzkie odchody, o zgrozo, pozostawione na wpół zniszczonej muszli klozetowej. Ktoś miał bardzo ciekawe poczucie humoru. Chociaż, możliwe iż miała być to namiastka dawnej normalności. Normalności za którą tęskni każdy jeden twardy skurwiel, pozostający przy życiu na tym padole gruzów. Zrezygnowany po godzinnym przeszukiwaniu, przysiadł na jeszcze istniejących schodach na pierwsze piętro i popił wody z manierki. Popukał podeszwą o beton, pozbywając się odłamków szkła oraz gipsu. Nagle u stóp, wśród kamieni, zauważył małe blaszane pudełko z wyrytym misiem na wieczku. Zainteresowany znaleziskiem podniósł zdobycz i powoli ją otworzył. W pudełku leżało małe zdjęcie, na którym widniała pewne rodzina. W momencie w którym został ono zrobione wyglądali na szczęśliwych. Kobieta mocno ściskała swoją małą córeczkę, prawdopodobnie tatuś dumnie pokazywał dyplom ukończenia przedszkola. Jacob skrzywił się lekko i odwrócił fotografię. Z tyłu widniał napis:

„ Dla kochanej córeczki Suli, z życzeniami wielu sukcesów w przyszłym życiu. Rodzice.”

Link to comment
Share on other sites

No to jedziemy: tekst jest niestety niespójny logicznie! Dlaczego mała bohaterka opowiadania raz ma na imię Suli a raz Suri? To jakaś wersja dla tych co nie wymawiają 'r'?

Dziewczynka słyszy głos spikera, który mówi, że Sydney zostało doszczętnie zniszczone przez atak nuklearny, a jednak Suli/Suri znajduje się z innymi ludźmi wokół megafonu, pośrodku... Sydney.

Mama zabierała ją do sklepu, żeby popatrzyła na zabawki... Mam nadzieję, że nie masz jeszcze dzieci, bo ja tak nie zamierzam swoich katować. ;P

Link to comment
Share on other sites

Dlaczego mała bohaterka opowiadania raz ma na imię Suli a raz Suri? To jakaś wersja dla tych co nie wymawiają 'r'?

Właśnie dla nich. :) Już poprawione.

Dziewczynka słyszy głos spikera, który mówi, że Sydney zostało doszczętnie zniszczone przez atak nuklearny, a jednak Suli/Suri znajduje się z innymi ludźmi wokół megafonu, pośrodku... Sydney.

Gdzie tam jest napisane co mówi spiker przez megafony? Audycja radiowa odsłuchiwana jest przez Barrego w Memphis, Usa.

Mama zabierała ją do sklepu, żeby popatrzyła na zabawki... Mam nadzieję, że nie masz jeszcze dzieci, bo ja tak nie zamierzam swoich katować. ;P

Na plac zabaw. Potem oddaliła się do piekarni w tylko sobie znanych zamiarach. Słowo "zabawki", miało oznaczać zjeżdżalnie, bujane koniki, kręciołki i takie tam co na placu się znajdują.  Miałem napisać "Elementy stałe do zabaw integracyjnych dla dzieci poniżej dziesiątego roku życia"? :)

Link to comment
Share on other sites

Mama może dziecku dać czułego a nie soczystego buziaka  ;)

Brzmi jak opowiadanie w świecie Fallouta, a ja lubię Fallouta.

Mogłoby to być wprowadzenie do większego opowiadania a nawet i książki.

Podoba mi się sposób w jaki przedstawiłeś tytułowy exodus, zwłaszcza Suli krzycząca o gwiazdach.

Pisz dalej bo piszesz nieźle, pozdrawiam  ;D

Link to comment
Share on other sites

Gdzie tam jest napisane co mówi spiker przez megafony? Audycja radiowa odsłuchiwana jest przez Barrego w Memphis, Usa.

Dobra, kumam.

Na plac zabaw. Potem oddaliła się do piekarni w tylko sobie znanych zamiarach. Słowo "zabawki", miało oznaczać zjeżdżalnie, bujane koniki, kręciołki i takie tam co na placu się znajdują.  Miałem napisać "Elementy stałe do zabaw integracyjnych dla dzieci poniżej dziesiątego roku życia"? :)

Moje przeoczenie. ;)

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...