Jump to content

Recommended Posts

Odwiedzili mnie dzisiaj świadkowie Jehowy, tragedia. Przez domofon próbowali mi udowodnić, że Biblia jest czymś ważnym w życiu współczesnego człowieka. Pomimo mojej kategorycznej odmowy, w skrzynce na listy znalazłam oczywiście tę ich gazetkę. Ja nie chcę do boga, to bóg przyszedł do mnie. ;]

Link to post
Share on other sites
  • Replies 129
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Coś podobnego powiedział ksiądz w "hrabia monte christo" Nie musisz wierzyć w Boga. On wierzy w ciebie"

Behemot, moim zdaniem nałożyli będzie w tym wypadku delikatnym określeniem dla podpieprzyli. No bo co innego zrobili? Święto zostało to samo tylko zmienili się święci i nazwa święta.

To tak jak pepsi. Wygląda i smakuje jak cola, ale to nie jest cola. Rozumiecie mam nadzieję co chcę przez to powiedzieć? nie chce mi się rozpisywać tej alegorii kłębiącej się w mojej głowie. Nie mówiąc głośno prawd o kościele, kościół odwraca się sam od wiernych. Jak mam zaufać kościołowi skoro kościół mi nie ufa? Obawiali się, że odejdziemy od kościoła i przestaniemy do niego uczęszczać?

Dręczą mnie te pytania od Bożego Narodzenia właściwie i choć dobrze się czuję w wierze katolickiej (pomaga mi chodzenie na mszę, spowiedź i tak dalej) To jednak przez te niewyjaśnione sprawy i przekłamania jakbym się odcinał od kościoła.

Link to post
Share on other sites

Farso jeśli jego to cieszy to po co ma rezygnować? ;). Przecież bóg jest podobno wszędzie. Można modlić się gdzie się chce i jak się chce spowiadać też, do tego ksiądz Ci nie jest tak strasznie potrzebny. Ja bym nie chciała, żeby słuchał mnie jakiś koleś w sukience.

Link to post
Share on other sites

Witam forumowiczów. :) Zaciekawiło mnie podjęcie tematu tak poważnego na forum portalu związanego z ogólnie pojętą fantastyką. Postanowiłem i ja się wypowiedzieć; jednocześnie przepraszam za ewentualne niezręczności wypowiedzi, błędy składniowe, interpunkcyjne (i wszystkie możliwe pozostałe) w moim poście. Nie jest moim zamiarem także nikogo moją wypowiedzią urazić i proszę Was o to samo. Wiele jest w mediach nienawiści do Kościoła, ludzie śmieją się z wierzących, modne i w dobrym tonie jest tzw. "polowanie na czarownice"; każdy pretekst jest dobry, by dokopać ogółowi... W tym konkretnym przypadku mam na myśli Kościół. Wiecie zresztą, o co chodzi...

Otóż: wierzę w Boga. Nie wstydzę się tego i obym zawsze miał odwagę świadczyć za Nim. Uważam, że negowanie Jego istnienia jest najwyższą, dziecinną formą ignorancji, pychy, buty, a jednocześnie odrzuceniem i negacją Jego miłości do nas. Za śmieszne uważam wszelkie argumenty negującym istnienie Boga, autorstwa Dawkinsa i naśladowców (które argumentami de facto nie są). Tym samym - odejściem od Boga - jest dla mnie wiara we wszelkiego rodzaju czary, zabobony, wywoływanie duchów. Uprzedzając ew. pytanie - nie wierzę ze strachu - Bóg nie ofiarował za nas swego Syna, byśmy się bali. Co nie zmienia faktu, że Boga trzeba się bać. I myślę, że nie raczej w formie strachu (przed karą), ale pokory, uniżenia się, najwyższego stopnia szacunku, miłości i ufności wobec Niego. Bo jest Bogiem. Rozumiecie? Nie żadnym bożkiem, istotą fantastyczną rodem z powieści fantasy, ale Bogiem. Jedynym. Prawdziwym. Tak łatwo mówi się teraz o Bogu, spłyca Jego Istotę, nadużywa Jego imienia, że stał się już niemal produktem popkultury. Czy myśląc o Nim, mamy na myśli: wszechwiedzący, wszechmocny, Jego nieogarnioną do nas miłość? Wszystkie przymioty, które Mu przypisujemy? Czy coś czujemy, gdy mówimy, myślimy: Bóg? Pokorę, uwielbienie, szacunek, miłość? Myślę, że nie... Wybaczcie, to moje tylko przemyślenia.

Wiarę traktuję bardzo poważnie. Bóg jest dla mnie Nadzieją, Obietnicą, Przebaczeniem, Miłością.

Cóż mógłbym jeszcze napisać... Wiara to temat-rzeka. Jak napisał niegdyś ksiądz Twardowski, może być skomplikowana, trudna i złożona, a jednocześnie prosta i piękna jak śpiew ptaka na gałęzi drzewa (cytuję z pamięci). Dziękuję za przeczytanie mojego postu. Strasznie się rozpisałem. :) Pozdrawiam :)

Link to post
Share on other sites
Uważam, że negowanie Jego istnienia jest najwyższą, dziecinną formą ignorancji, pychy, buty, a jednocześnie odrzuceniem i negacją Jego miłości do nas.

Obrażasz mnie tym stwierdzeniem. Zwłaszcza nazywając mnie ignorantem, czego nienawidzę.

Czy masz jakiekolwiek podstawy by stwierdzać, że ktoś kto nie dzieli twojego światopoglądu jest ignorantem?

Bo tak się zabawnie składa, że to jest właśnie dziecięce podejście do poglądów innych ludzi - tj. 'ja myślę tak, a jak kto ze mną sie nie zgadza, to jest gupi!'.

Link to post
Share on other sites

To, że ja czy Kot nie wierzymy w Boga, nie znaczy, że śmiejemy się z wierzących. Fakt, że nie przekonuje mnie "prawda" o nim głoszona, nie świadczy o mojej głupocie.

Co nie zmienia faktu, że Boga trzeba się bać.

Jeśli trzeba bać się czegoś lub kogoś, kto jest najwyższą formą miłosierdzia i miłości, to nie ma dla mnie miejsca na tym świecie.

Jak napisał niegdyś ksiądz Twardowski, może być skomplikowana, trudna i złożona, a jednocześnie prosta i piękna jak śpiew ptaka na gałęzi drzewa (cytuję z pamięci).

Szanuję jego poezję i wierzę w prawdziwość jego słów, jednak tych mówiących o ludziach i życiu, nie zaś o Bogu.

Wątpię, żeby ktoś tutaj nie wierzył, bo tak jest modnie.

Link to post
Share on other sites

Kot_Behemot, jak już napisałem, nie chciałem nikogo urazić. Szanuję Wasze zdanie i Wasz wybór. Nikogo nie nazwałem głupim. Wszystko, co napisałem, napisałem z punktu widzenia wiary, nie w odniesieniu do Was. Bo ja wierzę, że jest Bóg. A teraz wyobraźcie sobie człowieka, który stoi sobie gdzieś obok i mówi: "Boga nie ma". I ten właśnie stosunek, tą zobrazowaną sytuację, Boga i człowieka stojącego obok, który twierdzi, że Boga nie ma - cały czas widzianą z punktu widzenia wiary - nazywam ignorancją, a nie Was - ignorantami.

Farso, istnieje coś takiego, jak bojaźń boża. Inaczej mówiąc, nie strach, ale raczej szacunek do Boga w najwyższej formie, cześć i uniżenie się wobec Niego, poddanie się Jego woli we wszystkim, zaufanie Mu (pisałem przecież o tym...) Nie jestem duchownym (zapewne ksiądz opisałby to inaczej); ja także jestem ignorantem i mogę się mylić; piszę cały czas z mojego, subiektywnego punktu widzenia, tak, jak to czuję i rozumiem. Bóg jest Miłością, chce naszego dobra, nigdy zła. Wybiórczo interpretujesz moją wypowiedź i na tej podstawie budujesz swoje zdanie. I tak, myślę, że w modzie są teraz ataki na Kościół i wytykanie "głupoty", "zacofania", "ciemnoty" (synonimy można mnożyć) wierzących (sytuację znam z wielu forów internetowych). Żyjemy w jakże nowoczesnym XXI wieku, czyż nie? Gdzie tu miejsce dla Boga...

...Pisząc o tej nieszczęsnej "modzie" nie miałem na myśli nikogo z użytkowników tego forum. Nie przypisujcie mi czegoś, czego nie uczyniłem. Dlaczego czepiacie się słówek, a nie zwracacie uwagi na to, co istotne w wypowiedzi? Jak widać, wystarczy odpowiednio duża ilość niechęci, by każde słowo oponenta (w tym wypadku mnie) przekręcić na swoją korzyść lub na jego niekorzyść. Prowadzi to niemal zawsze do sytuacji, gdy rozmówcy zaczynają wymieniać się inwektywami i "przekonywać", kto w tym "dialogu" tak naprawdę jest "głupi". Prawda, Kocie_Behemocie?

Ja nie przekonam Was, ani Wy mnie. Zresztą, nie było to moim zamiarem.

Zabierając głos na tym forum napisałem o mojej wierze. Chciałem napisać więcej, wziąć udział w ciekawej dyskusji. Może i dobrze, że tak się nie stanie... A jednak szkoda...

Obraziłem Was tym, bo wierzę w Boga? Bo napisałem kilka osobistych zdań o sobie? Jeśli tak, to przepraszam, nigdy mnie tu nie było. Nie przeszkadzajcie sobie...

Link to post
Share on other sites
Obraziłem Was tym, bo wierzę w Boga? Bo napisałem kilka osobistych zdań o sobie? Jeśli tak, to przepraszam, nigdy mnie tu nie było.

Nie, nie to zostało odebrane negatywnie. Negatywnie zostało odebrane naprawdę nieszczęśliwe zdanie

Uważam, że negowanie Jego istnienia jest najwyższą, dziecinną formą ignorancji, pychy, buty, a jednocześnie odrzuceniem i negacją Jego miłości do nas.

Z prostej przyczyny - tak samo jak ty masz prawo w Boga wierzyć i twierdzić, że istnieje, tak samo inni mają prawo to istnienie negować. I przykro mi, ale nie mam pomysłu, jak można obronić zdanie, że zajęcie tego drugiego stanowiska to najwyższa forma ignorancji, pychy i buty.

Chociaż ja sam nie jestem ateistą, doskonale rozumiem ich stanowisko - bo jest bardzo logiczne. Nie możesz udowodnić istnienia Boga (udowodnić = wykazać w sposób bezsprzeczny). Jednocześnie to na tobie, jako postulującym jego istnienie, leży ciężar dowodu - ty twierdzisz, że istnieje byt, który nie jest potrzebny do wytłumaczenia obserwowanych zjawisk. Skoro nie ma dowodu, można założyć, że Boga nie ma i jest to logicznie poprawna konkluzja. Tak samo jak można założyć, w braku dowodów i po zastosowaniu ochkamowej brzytwy, że nie ma rusellowskich orbitalnych czajniczków, ani innych rzeczy, których nieistnienia takoż nie sposób dowieść.

No i stąd konkluzja, 'Boga nie ma'. A ty takich ludzi nazywasz pysznymi ignorantami, po czym wielce jesteś zdziwiony, gdy się obrażają i nie chcą udzielać się w tak rozpoczętej dyskusji. Może to typowe podejście w rozmowie o wierze, bo podobnie zaczął takową raz gravl (nie pamiętam jego nicka tu), mówiąc, że wszyscy wierzący to idioci. Następnie okazywał wielkie zdumienie faktem, że nikt nie chciał podjąć z nim rozmowy.

Przy czym jestem niemal pewien, że i ty nie chciałbyś brać udziału w dyskusji, w której już na wstępie odmawia ci się inteligencji i zarzuca głupotę/ignorancję, ale sam czynisz dokładnie to samo.

Link to post
Share on other sites

Czy nie ma dowodów na istnienie Boga? Podepnę się nieco pod to pytanie i jako wierzący postaram sie racjonalnie (lub na wpół racjonalnie ) Przedstawić pewne dowody.

Opętania - osoba tak zwanie opętana mówi w nieznanych sobie językach, parzy ją często krzyż i woda święcona, a sam egzorcyzm przeprowadza ksiądz. Nie wiem jednak czy egzorcyzmów nie odprawia się też w innych religiach.

Stygmaty. - niezabliźniające się rany na ciele identyczne do Jezusowych po zdjęciu go z krzyża. Często stygmatykom towarzyszą inne nietypowe zjawiska. Teresie Neumann serce zatrzymywało się w każdy piątek na kilka sekund. Według obserwatorów, przeżywała w podświadomości drogę krzyżową z Jezusem. Miała też liczna wizje na temat golgoty.

Uzdrowienia - różnego rodzaju uzdrowienia i wyleczenia, na których pamiątkę na przykład wierni przynoszą swoje kule i laski do kapliczek

Oczywiście wypisałbym więcej dowodów, ale nie bardzo mam czas w tej chwili.

Link to post
Share on other sites

Karpiu, wszystkie rzeczy o których mówisz, mówisz bez podawania konkretnych przykładów, do których można się odnieść.

Opętania - osoba tak zwanie opętana mówi w nieznanych sobie językach, parzy ją często krzyż i woda święcona, a sam egzorcyzm przeprowadza ksiądz. Nie wiem jednak czy egzorcyzmów nie odprawia się też w innych religiach.

Choroby psychiczne, zaburzenia psychiczne wywoływane przez czynniki środowiskowe. Mówienie językami? Często gdy przyjrzeć się bliżej są to pojedyncze słowa - każdy wszak zna po kilka słów w różnych językach.

Czytałem niedawno o dziewczynce z uszkodzeniem ośrodka mowy, która utraciła zdolność mówienia po angielsku, za to po niemiecku porozumiewała się dużo lepiej i płynniej niż przed urazem - w sytuacjach stresowych, przy zabrzonym funkcjonowaniu pewnych obszarów mózgu wychodzą takie rzeczy.

Reakcja na krzyż, wodę święconą, księdza - osoba o skrajnie zaburzonej percepcji rzeczywistości może reagować agresywnie na tego typu dziwne zachowania w jej kierunku jak machanie czymś przed nią, czy gadanie dziwnych rzeczy, bo i czemu nie?

Dawniej egzorcyzmowano schizofreników, ludzi z całą masą innych zaburzeń, które teraz rozpoznajemy jako jednostki chorobowe - obecnie ilość przeprowadzanych egzorcyzmów jest bardzo niewielka, a przy postępie w neuroscience, neurologii, a co za tym idzie dalej, także psychiatrii, kolejne co rzadsze i trudne do rozpoznania zaburzenia będziemy mogli diagnozować lepiej. No i cóż, będą ludzie, który chętniej pobiegną do księdza, aniżeli do psychiatry, ale to nie jest żaden dowód na istnienie Boga.

Stygmaty. - niezabliźniające się rany na ciele identyczne do Jezusowych po zdjęciu go z krzyża. Często stygmatykom towarzyszą inne nietypowe zjawiska. Teresie Neumann serce zatrzymywało się w każdy piątek na kilka sekund. Według obserwatorów, przeżywała w podświadomości drogę krzyżową z Jezusem. Miała też liczna wizje na temat golgoty.

W przypadku Teresy Neumann ciężko mówić, że "stygmaty" są czymś dziwnym, skoro, jak można o niej poczytać:

On March 10, 1918, Therese Neumann was partially paralyzed after falling off a stool while attending to a fire in her uncle's barn. She sustained more falls and injuries during this period. (...) Bedridden, she reportedly developed horrible bed sores that sometimes exposed bone.

Sporo rzeczy w jej historii opatrzone jest określeniami typu "she claimed to", "according to her own testimony"; zresztą - nie widzę w jaki sposób wizje są jakimkolwiek znakiem, skoro halucynacje i urojenia zdarzają się ludziom - i to jest wyjaśnienie, które nie odwołuje się do nadprzyrodzonej mocy, żeby być wiarygodne.

Uzdrowienia - różnego rodzaju uzdrowienia i wyleczenia, na których pamiątkę na przykład wierni przynoszą swoje kule i laski do kapliczek

Hoooo boy, to jest temat rzeka, o którym napisano i powiedziano wiele. Tu na przykład, na SBM, chłopcy rozprawiają się z konkretnym przypadkiem uzdrowiciela; Steven Novella na swoim blogu Neurologica mówi o mechanizmach oddziaływania uzdrowicieli na psychikę ludzi,  James Randi też ma coś o uzdrawianiu do powiedzenia. Temat niejednokrotnie był poruszany w bardzo fajnym podcaście, Skeptic's Gude to the Universe.

Ja nie chcę dodawać niczego od siebie, bo boję się, że w tym konkretnym przypadku ciężko byłoby mi się nie zdenerwować (studiuję medycynę, for fuck's sake, a alternatywna medycyna, uzdrowiciele, cała masa oszustów szkodzących ludziom z różnych powodów i dla osiągnięcia różnych celów poprzez odciąganie ich od prawdziwej medycyny mierzi mnie potwornie).

Link to post
Share on other sites

Cieszy mnie Haz, że studiujesz medycynę, dzięki temu możesz podważyć moje argumenty w prawdziwie naukowy sposób co bardzo mi się podoba.  8)

W opętaniach nie mówimy o języku angielskim czy niemieckim, lecz staro hebrajskim, egipskim, perskim i tym podobnym, których nie ma możliwości znać na co dzień. Zgodnie z twoją teorią, mówiłbym po japońsku bo nam kilka słów w tym języku. Oczywiście istnieje możliwość, że osoba opętana znała wcześniej np. Łacinę pokrewną z martwymi językami, aczkolwiek wydaje mi się to znaczną nadinterpretacją.

Stygmaty. Ok, a przypadek ojca Pio? Co prawda, o wiele łatwiej zasugerować brak stygmatów u jego osoby, ponieważ bardzo często nosił rękawiczki, żeby owe stygmaty schować, a same znamiona zniknęły po jego śmierci co może dodatkowo świadczyć o tym, ze sam je sobie robił.

Dodatkowo spytam o sprawę Mnichów tybetu. Wielu twierdzi, iż mnisi potrafią lewitować. Widziałem film na którym mnich podpalił kartkę papieru swoją energią chi. Przez długi trening potrafią przebijać rękoma, kamienne mury i przyjmować bez szwanku obrażenia, które zabiłyby normalnego człowieka. Siła ludzkiego umysłu, czy wsparcie nadprzyrodzonej mocy?

Link to post
Share on other sites
W opętaniach nie mówimy o języku angielskim czy niemieckim, lecz staro hebrajskim, egipskim, perskim i tym podobnym, których nie ma możliwości znać na co dzień. Zgodnie z twoją teorią, mówiłbym po japońsku bo nam kilka słów w tym języku. Oczywiście istnieje możliwość, że osoba opętana znała wcześniej np. Łacinę pokrewną z martwymi językami, aczkolwiek wydaje mi się to znaczną nadinterpretacją.

Przypadków rzekomych opętań jest skrajnie niewiele obecnie; mało jest też osób znających języki takie jak starohebrajski, które mogłyby je zidentyfikować; nie mówiąc o tym, że w przypadku martwych języków nie mozemy mieć często pewności dotyczącej ich poprawnej wymowy (jak bywa z łaciną). Natomiast wsłuchując się usilnie wielokrotnie w nagrania dziwnego bełkotu można rzeczywiście stwierdzić "hm, to brzmi trochę jak starohebrajski, a w innym miejscu jak perski". Na tej samej zasadzie jak w puszczonym od tyłu Stairway to Heaven można doszukać się hymnu na cześć szatana. Którego tam nie ma.

Stygmaty. Ok, a przypadek ojca Pio? Co prawda, o wiele łatwiej zasugerować brak stygmatów u jego osoby, ponieważ bardzo często nosił rękawiczki, żeby owe stygmaty schować, a same znamiona zniknęły po jego śmierci co może dodatkowo świadczyć o tym, ze sam je sobie robił.

Sam odpowiedziałeś sobie na swoje pytanie - to jest możliwa odpowiedź, a na dodatek wiarygodna, wystarczy tylko trochę krytycznego myślenia. Dobrze ci idzie ;]

Dodatkowo spytam o sprawę Mnichów tybetu. Wielu twierdzi, iż mnisi potrafią lewitować. Widziałem film na którym mnich podpalił kartkę papieru swoją energią chi. Przez długi trening potrafią przebijać rękoma, kamienne mury i przyjmować bez szwanku obrażenia, które zabiłyby normalnego człowieka. Siła ludzkiego umysłu, czy wsparcie nadprzyrodzonej mocy?

Nie interesowałem się tybetańskimi mnichami i ich umiejętnościami. Wszelkie zdolności parapsychiczne powodują u mnie raczej niedowierzanie - szczególnie, że trików z lewitacją i pirokinezą jest bardzo dużo (niewymagających żadnych nadprzyrodzonych mocy); do tego dochodzi jeszcze niepewność źródeł, z których pochodzą takie rewelacje.

W kwestii rozwalania cegieł i murów - ludzie to robią, da się więc - i robią to również ludzie, którzy nie odwołują się do chi ani Boga podczas aktu ;]

Link to post
Share on other sites

Skoro Ty jako dowody wiary podajesz stygmaty i opętania, Karpiu, to każdy niewierzący może odpowiedzieć, że głód, wojny, ból, choroby, cierpienia niewinnych dzieci i nienawiść są dowodem na nieistnienie miłosiernego Boga. I w przeciwieństwie do zjawisk, o których napisałeś, tym przeze mnie wymienionym nie da się zaprzeczyć.

Link to post
Share on other sites

Skoro Ty jako dowody wiary podajesz stygmaty i opętania, Karpiu, to każdy niewierzący może odpowiedzieć, że głód, wojny, ból, choroby, cierpienia niewinnych dzieci i nienawiść są dowodem na nieistnienie miłosiernego Boga. I w przeciwieństwie do zjawisk, o których napisałeś, tym przeze mnie wymienionym nie da się zaprzeczyć.

Problem w tym, że wojny, ból, choroby i cierpienie niewinnych dzieci (jak również nienawiść) da się uzasadnić na gruncie teologicznym tak, by nie przeczyły istnieniu miłosiernego Boga.

Link to post
Share on other sites

Rozmówca jednak teologiem nie jest i podaje tak samo prawdziwe argumenty jak te, które ja wymieniłam.

Nie, to co Ty wymieniłaś to jest wynik działań człowieka. Poza tym można uznać, że wszystko co wymieniłaś jest częścią jakiegoś wielkiego planu i to ma być coś w stylu Sodomy i gomory. Można też iść na łatwiznę i uznać, że Bóg nie jest interwencyjny i w ten sposób przejawia się nasza wolna wola.

Link to post
Share on other sites

Umówmy się - to jest wynik działań stosunkowo niewielkiej grupy ludzi, przez którą cierpi zdecydowanie szersze grono, nie mające na dobrą sprawę nic wspólnego z "wielkimi" planami rządzących. Gdzie tu miłosierdzie? Sprawiedliwość? Jeśli Bóg nie jest, jak to raczyłeś stwierdzić, interwencyjny, to tym bardziej nie chcę mieć z nim nic wspólnego, skoro ze swojego "niebieskiego tronu" ogląda sobie ten mały, ziemski burdel. Ferma mrówek.

Link to post
Share on other sites

Tyle, że Twoim zdaniem miłosierność ma się objawiać tym, że na każdą krzywdę Bóg zakrzykni "OMIGOD THATS NOT FAIR" i karzącą ręką sprawiedliwości dosięgnie złoczyńców. WRONG. Skoro nas wszystkich stworzył i jesteśmy na jego podobieństwo to miłosierdzie objawiać się może tym, że wszystkim masowym mordercom, chamom i brutalom daje szanse na odmienienie swojego życia zamiast pierdzielnąć od razu piorunem.

I nie umawiam się, ani nie uznaję, że piszesz o rzeczach "którym nie da się zaprzeczyć" bo żadnej prawdy absolutnej nie głosisz.

Link to post
Share on other sites

Widzę, że żaden cham, brutal ani morderca nigdy się obok Ciebie nie pojawił, że głosisz poglądy godne siostry miłosierdzia. :]

Różnica polega na tym, że Ci źli dostają, według Ciebie "szansę na cudowną, wewnętrzną przemianę", natomiast Ci dobrzy z miejsca trafiają do piachu, najczęściej w całkiem pokaźnej liczbie. Pewnikiem w nagrodę idą prosto na zielone łąki Dobrego Pasterza.

Link to post
Share on other sites

Zdaje się, że mowa była o istnieniu Boga, nie o istnieniu wiary. Skoro w niego nie wierzę, jak mam to rozpatrywać, jeśli nie w kontekście życiowym?

Troszkę dystansu i spokoju, umniejszając rozmówcy nie sprawiasz, że Twoje argumenty mają "+10" do siły.

Link to post
Share on other sites

Przyganiał kocioł garnkowi z tym umniejszaniem.

A co, udowodnisz istnienie Boga empirycznie? Nie wiem, co ma teoria do wiary, najwidoczniej jakieś nowe definicje powstają.

EDIT: Eh, już mi się od pośpiechu machnęło trochę. Nie wiem co ma teoria do tego czy Ty wierzysz w Boga oczywiście, a nie do wiary jako takiej.

Link to post
Share on other sites

Strasznie się wczuwasz Farsa. odrobinę spokoju.

Może jestem teologiem? a może nie? Jeśli nie wiesz tego nie zakładaj tego z góry. Poza tym teolog nie jest jedyną osobą która w dziedzinie wiary może się wypowiadać i wie co mówi.

Nie, nie pojawił się obok mnie żaden morderca, a obok ciebie? Nie używaj argumentów, które cię deklasują, chyba że rzeczywiście masz do czynienia z mordercami, jak tak to przepraszam.  8)

W bardzo łopatologiczny sposób wyjaśniał istnienie Boga film Bruce Wszechmogący. Tak wiem, że to komedia amerykańska ale niesie pewne przesłanie. Bóg nie zsyła cudu w postaci wygranej w totka lub pioruna na swych wrogów. Cudem jest gdy zapracowana matka znajduje czas na wyjście na mecz syna, lub nastolatek uczy się zamiast ćpać.

Mamy wolną wolę. Wolno nam czynić dobro i zło. Morderstwa są wynalazkiem człowieka, ale również ludzkim wynalazkiem jest walka ze złem, że tak to heroicznie określę.

Poza tym jeżeli osoba jest ateistą, lub wierzącym w stylu "jak trwoga to do Boga" to nie spodziewałbym się specjalnie pomocy z nieba  8)

Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...