Relacja z Polconu 2016

Profil redaktora Mrozie


Opublikowano: 11.09.2016 23:19

Są konwenty, które mogą pochwalić się większą liczbą uczestników niż Polcon. Są konwenty, które mogłyby pochwalić się bogatszym programem niż Polcon. Niemniej to ciągle Polcon jest uznawany za konwent jedyny w swoim rodzaju: ogólnopolski, z ogromną tradycją, przez który przewijają się już kolejne pokolenia miłośników fantastyki. W tym roku impreza odbyła się we Wrocławiu, co było zresztą znakomitą okazją do połączenia jej z wydarzeniami tzw. Europejskiej Stolicy Kultury. Na miejscu nie mogło zabraknąć i nas.

Złe miłego początki

Jeszcze zanim konwent tak naprawdę wystartował, zaczął zbierać bardzo złą prasę. Wszystko przez chaos organizacyjny, jaki powstał w związku z programem atrakcji. Jeszcze 2-3 dni przed rozpoczęciem imprezy wielu jej współtwórców nie wiedziało, czy, gdzie i kiedy miałyby się odbyć przygotowane przez nich punkty. Organizatorzy bronili się, że zarząd Hali Stulecia, w której odbył się konwent, bardzo późno wpuścił ich na "rekonesans" po salach i stąd wyniknęło tak późne dopinanie programu. Pewien problem sprawili również goście wydarzenia, bowiem wielu z nich bardzo późno informowało o dokładnych datach swojego przyjazdu. To nieco usprawiedliwia Polconowych orgów, choć nie zmienia faktu, że komunikacja osób zajmujących się programem z twórcami atrakcji nie była najlepsza. Nie zapowiadało to niczego dobrego.

Komunikacja generalnie nie była silną stroną tego konwentu. Zmieniono m.in. termin i miejsce jednego z ciekawszych punktów programu, czyli konkursu cosplayowego. Wprawdzie informacja o zmianie terminu pojawiła się na stronie Polconu, ale dość późno i nie była szczególnie widoczna. Zdecydowanie zabrakło stosownej wiadomości w lepiej widocznym miejscu, ponieważ w trakcie trwania imprezy niewiele osób śledzi jej oficjalną stronę. Wielu konwentowiczów, w tym i ja, o roszadach w programie dowiadywało się już post factum.

Na szczęście były to złe miłego początki.

Polcon literatami stoi

Polcon właściwie zawsze posiada bardzo silny blok literacki i nie inaczej było i tym razem. Na konwent przybyło wielu znanych pisarzy z Polski i zagranicy, a aby dać pojęcie o skali przedsięwzięcia, wystarczy wymienić takie nazwiska jak Anrzej Sapkowski, Peter V. Brett, Ian Watson, Alastair Reynolds, Jarosław Grzędowicz, Robert M. Wegner, Paweł Majka, Edward Lee czy Jack Ketchum. W czasie konwentu odbyły się liczne spotkania z autorami oraz różne panele tematyczne, poświęcone m.in. takim zagadnieniom jak erotyka w fantastyce, przeżycie w post-apokaliptycznym świecie przyszłości czy kondycja współczesnego rynku wydawniczego. Nie zabrakło okazji do zdobycia autografów czy zwyczajnych rozmów na linii pisarz-fan. W większości przypadków sale były wypełnione po brzegi, i to nawet w godzinach porannych.

Punktem kulminacyjnym bloku literackiego i całego Polconu była jak zwykle gala wręczenia statuetek Nagrody Literackiej im. Janusza A. Zajdla. Wydarzenie to zrelacjonowałem obszernie w innym artykule, dlatego tutaj przypomnę jedynie, że obie nagrody powędrowały w tym roku w ręce Roberta M. Wegnera. Raz jeszcze gratulujemy!

Pod względem literackim tegoroczny Polcon stał na naprawdę wysokim poziomie. Jedynym, czego mu zabrakło, była obecność Siri Pettersen, która ostatecznie nie dotarła na konwent z przyczyn osobistych. Wielka szkoda, choć oczywiście nie sposób obwiniać o to organizatorów.

Jedyny taki Games Room

Polconowy Games Room robił naprawdę znakomite wrażenie - przede wszystkim dlatego, że został ulokowany na płycie głównej Hali Stulecia. To oznaczało nie tylko ogromną przestrzeń do gry, ale i wspaniały efekt wizualny. W dodatku ów Games Room działał właściwie bez przerwy i po załatwieniu minimum formalności dawał dostęp do naprawdę ogromnej kolekcji gier. Na miłośników planszówek czekały dziesiątki tytułów, zarówno klasyków gatunku, jak i produkcji stosunkowo nowych. Obsługa Games Roomu cierpliwie wyjaśniała zasady gier, zaś wśród stolików krążyli również ludzie, którzy służyli pomocą w rozstrzyganiu kwestii spornych. W powietrzu można było wyczuć atmosferę zdrowej rywalizacji. No, prawie zawsze.

Było to tym bardziej odczuwalne, że do stolików Games Roomu przylegały stoły miłośników gier bitewnych. Tam również toczono zażarte boje - zarówno towarzyskie, jak i turniejowe. Na miejscu odbyło się wiele pokazów i meczów, a w szrankach stawali miłośnicy gier Warzone, 9th Age czy Warhammera 40K. Wprawdzie ja nie posiadam zbyt dużego doświadczenia w bitewniakach, ale i tak było na co popatrzeć.

W międzyczasie...

A co, jeśli kogoś nie interesowała ani literatura fantastyczna, ani gry planszowe i bitewne? O takich uczestników raczej trudno, ale gdyby się pojawili, to i tak nie mogli się nudzić. W programie znalazło się kilkadziesiąt godzin atrakcji przygotowanych przez samych konwentowiczów. W przeważającej większości były to prelekcje, a ich tematyka obejmowała zarówno warsztaty RPG-owe i cosplayowe, jak również zagadnienia ze świata komiksu. Miłośnicy dawnych gier i konsol mogli powspominać stare czasy z joystickiem w ręku za sprawą strefy Retrogralni. Z pewnością dużymi wydarzeniemi były projekcje filmów. Na konwencie pokazano m.in. Lokis. Rękopis profesora Wittembacha w reż. Janusza Majewskiego czy Wojnę światów: Następne stulecie Piotra Szulkina. Sztuka pojawiła się na konwentowych salonach także w postaci wystaw - w Sali Cesarskiej Hali Stulecia zaprezentowano m.in. wernisaże Mai Borowicz pt. Surrealistyczne światy czy Chrisa Achilleosa pt. Fantastyczne światy.

Osobny akapit należałoby poświęcić tzw. Eurokonferencji, która odbywała się pod patronatem Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016. Wprawdzie zapraszanie na konwent zawodowych naukowców nie jest niczym nowym, ale na taką skalą nie zdarzyło się chyba nigdy wcześniej. Na tegorocznym Polconie dyskutowano przede wszystkim o literaturze i szeroko pojętej fantastyce. Wystąpienia przygotowane przez pracowników naukowych takich uczelni jak Uniwersytet Wrocławski czy Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu różniły się nieco od szeregowych prelekcji, przede wszystkim atmosferą akademickiej dyskusji. W ten oto nieco bardziej fachowy sposób mogliśmy posłuchać o uniwersach Davida Webera i Anny Brzezińskiej czy cyberpunku jako zjawisku kulturowym i społecznym. Udział w wykładach był bez wątpienia ciekawym doświadczeniem, wartym powtórzenia w przyszłości.

Oczywiście na konwencie nie zabrakło również atrakcji stricte RPG-owych jak sesje czy LARP-y, choć mam wrażenie, że było ich zdecydowanie mniej niż na bardziej kameralnych konwentach. Nie jest to jednak nic dziwnego. Na pewno niektóre z nich uformowały się spontanicznie, ale ile ich dokładnie było, nie sposób tutaj powiedzieć.

Gdzie się podziały moje pieniądze?

Jeśli ktoś przybył na Polcon z zasobną kiesą, mógł mieć nie lada problem. I nie chodzi tutaj wcale o złodziei, ponieważ o takowych nic mi nie wiadomo, ale o ogromną liczbę wystawców, którzy zawitali na Polcon i rozstawili się albo w korytarzu ciągnycym się wokół głównej płyty Hali Stulecia albo w jej wewnętrznych, bocznych sektorach. Na stoiskach można było znaleźć wszystko, czego mógłby oczekiwać fan fantastyki: mnóstwo książek, gier RPG i planszowych, kości, koszulki z różnymi motywami (szczególnie podobała mi się ta z napisem "przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę"!), ręcznie robiona biżuteria, torby i torebki, kubki - dosłownie wszystko. Nietuzinkowi sprzedawcy kusili ze swych straganów promocjami i loteriami. Naprawdę, nie sposób było opuścić konwent zupełnie bez niczego.

Gdyby te wszystkie atrakcje przyprawiły kogoś o głód, w pobliżu Hali Stulecia znajdował się oficjalny konwentowy lokal, w którym można było zjeść smaczny, domowy obiad i napić "nektaru bogów". Na miłośników nieco szybszego jędzenia czekał za to... festiwal food trucków. To, że wspomniana impreza zbiegła się w czasie z Polconem, było dla wielu konwentowiczów prawdziwym błogosławieństwem. Wprawdzie dziesiątki mini-barów, które rozlokowały się wokół Hali Stulecia, nie oferowały raczej zdrowego posiłku (a już na pewno nie bezglutenowego), ale pozwalały szybko i konkretnie się najeść. Warto podkreślić, że ci wystawcy również zadbali o nietuzinkowy wygląd swoich stoisk. Przykładowo, miłośnicy klimatów PRL-owskich mogli rozkoszować się zapiekankami serwowanymi z pokładu prawdziwej Nysy (kto wie, czy przed laty nie milicyjnej?), obok której stał zresztą bar o podobnej tematyce kulinarnej, którego potrawy można było spożywać przy stolikach z ceratą w biało-czerwoną kratę i za pomocą zastawy połączonej łańcuchami. Starsi fani fantastyki z pewnością poczucili wówczas pewne ukłucie nostalgii za minionymi czasami.

Ekstra poniedziałek

Właściwy konwent trwał od czwartkowego popołudnia do niedzielnego wieczoru. Już samo to było swego rodzaju novum, ponieważ konwenty przeważnie kończą się w niedzielę po południu, z czego ostatnie godziny atrakcji odbywają się przy mocno przerzedzonych salach. Na tegorocznym Polconie było jednak inaczej. Impreza nie tylko nie skończyła się w niedzielę, ale była jeszcze kontynuowana w poniedziałek i to już całkowicie za darmo. Oczywiście ostatniego dnia konwentu odbyło się znacznie mniej punktów programu niż przez weekend, ale frekwencja i tak dopisała. Jeśli ktoś chciał za darmo posmakować fantastyki, to trudno szukać ku temu lepszej okazji. Kto wie, być może dla części takich uczestników był to pierwszy, ale nie ostatni taki konwent? Oby tak się stało, a organizatorom należą się ekstra pochwały za taki pomysł na popularyzowanie fantastyki.

Chłodnym okiem

Choć Polcon wywarł dość złe pierwsze wrażenie i obawiałem się pewnego chaosu organizacyjnego, to jednak okazał się imprezą zorganizowaną bardzo dobrze. Oczywiście nie obyło się bez pewnych zgrzytów, jak choćby wspomniane we wstępie przeniesienie konkursu cosplayowego z dość słabo widoczną informacją na ten temat, ale ogólne odczucia mam bardzo pozytywne. Zresztą liczby mówią same za siebie: tegoroczny Polcon odwiedziło ponad 4,5 tys. osób, i to nie licząc uczestników samych poniedziałkowych atrakcji, których liczby nie sposób określić. To oznacza, że pobity został Polconowy rekord frekwencji. Do tej pory najlepszy wynik dzierżyła edycja z 2012 r., która odbyła się... również we Wrocławiu! Można zatem wysnuć nieśmiały wniosek, że stolica Dolnego Śląska to prawdziwa ostoja polskiej fantastyki.

A co dalej? Przyjęło się, że Polcon rokrocznie organizuje kto inny. W przyszłym roku zaszczyt zorganizowania ogólnopolskiego konwentu fantastyki przypadł Lublinowi. Mamy nadzieję, że po przeciwległej stronie naszego kraju będziemy bawić się równie dobrze co we Wrocławiu!