Przesiadka w piekle - Andrzej Ziemiański - Recenzja

Andrzej Ziemiański to bez wątpienia jeden z najpoczytniejszych polskich pisarzy science-fiction i fantasy ostatnich lat. Ogromny sukces przyniosła mu trylogia "Achaja" oraz opowiadania wchodzące w skład dwóch wyśmienitych antologii: "Toy Wars" oraz "Zapach szkła". Jednak jego przygoda z pisarstwem trwa znacznie dłużej niż parę ostatnich lat. Ziemiański zadebiutował w roku 1979 opowiadaniem "Zakład zamknięty". Na początku lat dziewięćdziesiątych, z powodu nikłego zainteresowania polską fantastyką, wydał powieść "Przesiadka w przedpieklu" pod pseudonimem Patrick Shoughnessy. Potem słuch o nim zaginął na dziesięć lat... Jednak w tym czasie autor nie próżnował. Założył wraz z Eugeniuszem Dębskim pierwsze polskie czasopismo internetowe dotyczące fantastyki, czyli: Fahrenheit. Dziś laureat dwóch nagród polskiego fandomu, czyli popularnych Zajdli, częściowo odciął się od przeszłości. Nie używa już tylu angielskich zwrotów, a swoje historie osadza na polskiej ziemi. Jednak za sprawą reedycji "Przesiadki w przedpieklu", współczesny czytelnik może porównać młodszego Ziemiańskiego ze starym i wytrawnym Ziemiańskim.

W roku 2004 wydawnictwo Ares wypuściło reedycję wspomnianej wyżej książki, zmieniając jej tytuł na "Przesiadka w piekle" oraz wydając ją pod prawdziwym nazwiskiem autora. Oprócz tych kosmetycznych zmian, sam autor przeredagował tekst książki, usuwając anachronizmy (główny bohater nie szuka już budki telefonicznej, ale komórki) oraz dodając nowe sceny. Duch starej powieści jednak pozostał. Główny bohaterem jest Lynn Fargo, bezdomny żyjący w wielkiej metropolii. Jego cała egzystencja to nieustająca walka o przeżycie. Przypadkowo odkrywa niezwykły dar, jaki posiada, czyli umiejętność wstrzeliwania się do umysłów innych ludzi i dzięki temu pragnie odzyskać swoją utraconą przeszłość. Bliski śmierci próbuje odzyskać straconą pamięć, rodzinę i przyjaciół. To jednak, co odkrywa, pcha go do walki z tajemniczą organizacją oraz do powrotu koszmarów z przeszłości.

Książka jest naprawdę króciutka, zawiera bowiem niespełna dwieście stron, dlatego fabuła "Przesiadki..." jest wartka jak górski strumień. Akcja zmienia się jak w kalejdoskopie, choć są momenty dłużyzny. Najlepszą częścią książki jest początek, opis dotychczasowego życia Fargo oraz proces odzyskiwania pamięci. Bezsens istnienia głównego bohatera przytłacza, przez co współczujemy Lynnowi jego losu. Jednak, gdy Fargo pamięć odzyskuje, zaczynają się retrospekcje opowiadające o początkach współpracy z wywiadem i lotem do Afryki. Punktem zwrotnym w całej historii jest wspomnienie więzienia w umyśle czarnoskórego paralityka. Tam spotykamy pierwowzór postaci Wirusa, znanego z "Achai". Historię urozmaica Siena, niedoszły ochroniarz Fargo. Szkoda, że zostaje wprowadzony dopiero pod koniec akcji. Końcówka opowieści nadrabia za lichawy środek i jest naprawdę pasjonująca. Należy wytknąć brak wyrazistych postaci drugoplanowych, oprócz wspomnianego Sieny i Keldysha takowe nie występują wcale. Wyraźnie widać, że niektóre pomysły Ziemiański rozwinął w "Toy Wars", dlatego z przymrużeniem oka można powiedzieć, że Lynn Fargo to dziadek Toy Iceberg. Książka została wydana dość prosto i schludnie w "Żółtej Serii" wydawnictwa Ares i detalicznie kosztuje 28 złotych.

Podsumowując. Powieść obrazuje, jaką metamorfozę przeszedł Ziemiański przez ponad dziesięć lat. Przede wszystkim dojrzał pisarsko, bo obecnie prezentuje znacznie wyższy poziom. "Przesiadkę..." mogę polecić jedynie fanom, którzy tak bardzo nie mogą się doczekać "Breslau Forever". Tym razem dostajemy odgrzanego i nadgryzionego kotleta, który smakuje tylko naprawdę skrajnie głodnym. Choć na aukcjach internetowych cena książki jest symboliczna, lepiej odłożyć pieniądze na nowy tytuł Ziemiańskiego. Są znacznie lepsze książki tego pisarza. Zważywszy na jej niewielki rozmiar, jest to świetna pozycja na podróż pociągiem z jedną przesiadką - przesiadką w piekle.


Profil redaktora Sir Jedi


Opublikowano: 06.10.2008 23:59