Moskal - Michał Gołkowski - recenzja przedpremierowa

Przeciętny człowiek zapytany o najważniejsze wartości w życiu najpewniej przebąknie coś o miłości, rodzinie albo Bogu. Tak się jakoś dziwnie składa, że jak przyjdzie co do czego, to liczy się tylko forsa i władza. Jesteś inny, tak? Naprawdę tak myślisz, czy tylko nie masz odwagi się przyznać do swoich prawdziwych pragnień?

To pytanie przyświeca najnowszej powieści Michała Gołkowskiego. Główny bohater Moskala, Artur, był zwykłym, szarym obywatelem równie bezbarwnego PRL-u. Większość czasu spędzał w pozbawionej ekonomicznego sensu fabryce, wykonując przeraźliwie nudną, mało satysfakcjonującą pracę. W chwili, gdy niewydolny system zaczął wreszcie chylić się ku upadkowi,  poczuł w sobie żyłkę idealisty i zaczął działalność w związku zawodowym. Kto wie, być może kiedyś stanąłby nawet u boku Wałęsy, gdyby pewnego dnia przypadkiem nie wszedł w posiadanie osobliwego pióra o niezwykłej mocy. Od tego czasu jego życie uległo znaczącej poprawie, a młody mężczyzna sięgnął szczytów, o których nigdy nie śmiał nawet marzyć. Niewyobrażalna potęga jak zwykle okazuje się mieć jednak cenę, Czy Artur będzie gotowy ją zapłacić?

Pomysł stojący za Moskalem jest genialny w swej prostocie. Intrygę oparto na doskonale znanych składowych, ale dzięki swojskim, słowiańskim klimatom i bezpośredniemu, szczeremu stylowi autora całość nabiera ogromnej wartości. Gołkowski rewelacyjnie opisuje zmiany, jakie zachodzą w ludzkiej psychice za sprawą władzy, koneksji i pieniędzy. Proces ewolucji Artura przebiega stopniowo, niemal niezauważalnie, a jednocześnie jest tak szczegółowy i głęboki, że podejrzewam, iż pisarz jako jeden z niewielu ludzi potrafił bezstronnie spojrzeć na własne wnętrze i bez upiększania rzeczywistości opisać to, co gdzieś w głębi ducha pragnąłby zrobić każdy z nas, mając ku temu możliwości. Weźmy rzeczywistych polityków lub milionerów. W zasadzie każdy ma ich za zblazowane, wyzute ze wszelkiej przyzwoitości indywidua – niemal inny gatunek człowieka. Ale czy ich czyny naprawdę są aż tak dziwne? Czyż nie unikamy konfliktów i nie przestrzegamy prawa tylko dlatego, że boimy się ewentualnych konsekwencji łamania norm? A co z ludźmi, którzy stali się na tyle potężni, że nie mają się już czego obawiać? Dlaczego robią, to co robią? Odpowiedź jest prosta – bo mogą.

Tego typu brutalnie szczere rozważania to sól pierwszej połowy powieści. Przez pierwsze 200 stron wprost nie mogłem się od niej oderwać, bo coś we mnie krzyczało „ten facet ma odwagę powiedzieć to, czego boją się przyznać inni”. Problem polega na tym, że druga część wyraźnie traci tempo i zdaje się zmierzać donikąd. Artur pławi się w dekadencji, jego fascynująca przemiana zwalnia, a książka zaczyna przypominać biografię Masy (swoją drogą założę się, że Gołkowski ją czytał, bo niektóre sceny, na przykład wybory miss piękności, wyrwano z niej niemal żywcem). Nie byłoby w tym pewnie nic złego, gdyby rozrywkowi kompani bohatera mieli nieco lepiej zarysowaną osobowość. Rzecz w tym, że zdawali mi się zupełnie nijacy, płascy, niemal identyczni. Przyznam, że pod koniec z trudem ich rozróżniałem, więc siłą rzeczy tragiczne wydarzenia z ich udziałem były mi w zasadzie obojętne. Co do zakończenia… cóż, powiedzmy sobie szczerze – niemal od początku można było przewidzieć, że tak się to wszystko skończy. Nie zrozumcie mnie źle – nie ma tragedii. Po prostu miałem nadzieję, że Gołkowski pokusi się o jakiś nagły twist, coś szalonego, niecodziennego… Szkoda.

Mimo nieco słabszej drugiej połowy Moskal to jedna z lepszych książek, jakie czytałem w tym roku. Postać Artura to fascynujące, pozbawione lukru studium ludzkiej natury. Gołkowski stworzył postać z krwi i kości, faceta, w którego istnienie byłbym gotów uwierzyć – człowieka, a nie odlanego ze spiżu bohatera. Już Komornik przekonał mnie, że tego pisarza zdecydowanie powinno się mieć na oku, ale Moskal to zupełnie nowa jakość. Panie Michale, proszę o więcej!   


Profil redaktora Murky


Opublikowano: 23.07.2016 02:05