Mass Effect: Andromeda. Nexus początek - K.C. Alexander, Jason M. Hough - Recenzja

Profil redaktora Mrozie


Opublikowano: 11.07.2017 00:04

Wydawanie książek, które opowiadają historie powiązane z głównymi wątkami fabularnymi nowych gier, stało się normą w świecie marketingu. Rzadko zdarza się, by stworzone w ten sposób promocyjne "poczytajki" zbliżały się poziomem do naprawdę dobrej literatury gatunku, choć trzeba przyznać, że napisana przez Drew Karpyshyna trylogia Mass Effect okazała się chlubnym wyjątkiem od tej reguły. Wysoka jakość owych książek pozwalała z optymizmem patrzeć na nową powieść osadzoną w tym popularnym uniwersum. Czy Mass Effect: Andromeda - Nexus początek spełnia oczekiwania fanów? Czytajcie dalej.

Akcja najnowszej książki rozpoczyna się jeszcze w Drodze Mlecznej. Wszyscy uczestnicy Inicjatywy Andromeda przygotowują się do wejścia w stan kriostazy, który umożliwi im przetrwanie 600 lat - tyle bowiem trwa podróż do sąsiedniej galaktyki Andromedy. Mając w pamięci płomienne przemówienie liderki projektu, Jien Garson, każdy członek ekspedycji zasypia z myślą o nowym świecie, nowej nadziei, nowym początku... Rzeczywistość okazuje się jednak o wiele bardziej brutalna, a najlepiej przekonuje się o tym główna bohaterka książki - Sloane Kelly.

Szefowa ochrony Nexusa, czyli ogromnej stacji-matki, która miała się stać odpowiednikiem Cytadeli w Andromedzie, już od momentu przebudzenia musi stawiać czoło nieprzewidzianym okolicznościom. Ktoś lub coś uderzyło w potężną konstrukcję niszcząc wiele jej elementów i stawiając powodzenie całej misji pod znakiem zapytania. Kelly musi odnaleźć dowódców Inicjatywy, wybudzić najważniejszych jej inżynierów i ustalić, co się właściwie stało. A to dopiero początek!

Brzmi interesująco? Z pewnością. Niestety, także i w tym przypadku rzeczywistość jest znacznie brutalniejsza od pierwotnych założeń od "ojców" projektu. Wykreowana na główną bohaterkę Kelly zupełnie nie radzi sobie ze swoją rolą. Jest impulsywna, egoistyczna i niezbyt konsekwentna w działaniu, wskutek czego w czasie lektury niejednokrotnie zadawałem sobie pytanie, jak ktoś taki mógłby zostać szefem ochrony? Odniosłem wrażenie, że autorzy książki nie do końca wiedzieli, czy Kelly ma być protagonistką czy antagonistką, przez co podejmowane przez nią wybory stają się coraz bardziej sprzeczne, a jej postać wygląda wręcz karykaturalnie. Nie lepiej prezentują się inni główni bohaterowie: Jarun Tann i Foster Addison, których mocno osadzono w szablonach pyszałkowatego biurokraty oraz roztrzęsionej emocjonalnie pani dyrektor i nie pozwolono na wyjście poza sztywno przypisane archetypy. W przekroju całej powieści jedyną naprawdę wielowymiarową postacią wydaje się turianin Calix Corvannis, choć i jego wątek autorom udało się na swój sposób zepsuć.

Bohaterowie Nexusa Początku nie są jednak najsłabszym ogniwem powieści. Sama fabuła przez pierwsze trzysta stron, czyli 3/4 całości, prezentuje się niezwykle miałko. Od momentu przebudzenia czytelnik staje się świadkiem niekończących się narad i obchodów wypełnionych dialogami płytkimi jak elkorskie poczucie humoru. Przez ten czas bohaterowie debatują lub obmyślają kolejne plany, snują intrygi lub po prostu myślą o niebieskich migdałach. W ostatecznym rozrachunku niewiele z tego wynika. Od czasu do czasu zdarzy się jakiś drobny incydent, ale nawet i ten można rozwiązać na drodze rozwleczonego na kilka stron kompletnie jałowego spotkania, przy którym opisy zderzających się głowami krogan wydają się naprawdę interesujące. Dopiero w trakcie ostatnich stu stron akcja Nexusa początku nabiera tempa, jakiego można się było po nim spodziewać. Szkoda, że tak późno, ponieważ większość czytelników może tego fragmentu powieści już nie doczekać.

Z drugiej strony trzeba jednak przyznać, że książka pełna jest informacji o świecie gry, nowej galaktyce, początkach Inicjatywy Andromeda oraz jej bohaterach. Fani galaktycznego uniwersum BioWare'u z pewnością chętnie zapoznają się z wieloma smaczkami, które są splecione z różnymi wątkami fabularnymi z Mass Effect: Andromedy. O ile tylko przełkną niezbyt strawną otoczkę, w jakiej zostały podane.

Niestety, z przykrością muszę stwierdzić, że Mass Effect: Andromedy - Nexusa początku nie można stawiać w jednym rzędzie z pełną zaskakujących zwrotów akcji trylogią Drew Karpyshyna. Dzieło Jasona M. Hougha i K.C. Alexander dobitnie pokazuje, że nie każdy może pisać książki. Ich powieść można polecić jedynie najbardziej zagorzałym miłośnikom uniwersum Mass Effect, aczkolwiek nie jestem pewien, czy nie lepiej byłoby poznać tę historię za pomocą Kodeksu umieszczonego w grze BioWare'u...