Wilcze leże - Andrzej Pilipiuk - Recenzja

Profil redaktora Mrozie


Opublikowano: 16.07.2017 20:17

Andrzeja Pilipiuka nie trzeba nikomu przedstawiać. Choć “Wielki Grafoman”, jak niekiedy jest nazywany pisarz, znany jest przede wszystkim dzięki przygodom Jakuba Wędrowycza, to w swoim dorobku ma również szereg innych powieści i zbiorów opowiadań “bezjakubowych”. Kolekcja tych ostatnich wzbogaciła się właśnie o nową pozycję pt. Wilcze leże.

Najnowsza antologia Pilipiuka składa się z dziewięciu opowiadań oraz krótkiej fraszki. Tytuł mógłby sugerować, że książka skupia się wokół tematu likantropii, lecz nie jest to do końca prawdą. Owszem, kilka utworów, w tym tytułowe Wilcze leże, faktycznie w mniejszy lub większy sposób dotyka problematyki wilkołactwa, jednakże Pilipiuk eksploruje również inne motywy. Wszystkie łączy jedna cecha wspólna: ich bohaterowie stykają się z “nienazwanym” - tajemniczymi mocami, które znacząco wpływają na ich życie, choć ich pochodzenie jest w gruncie rzeczy niejasne.

W Wilczym leżu spotykamy wielu starych znajomych. Najwięcej czasu spędzamy z Robertem Stormem - dyplomowanym archeologiem, który żyje z tropienia rozmaitych skarbów. Nie są to jednak artefakty na miarę przygód Indiany Jonesa, lecz znacznie bardziej subtelne, osobliwe rzeczy: dokumenty z czasów PRL, rękopis zaginionej powieści Kornela Makuszyńskiego czy zaginiony przed laty cudowny relikwiarz. Inny bohater Pilipiukowych opowiadań to równie dobrze znany Paweł Skórzewski - lekarz z okresu międzywojnia, nieustający w walce o dalszy rozwój medycyny i polepszenie bytu ludzkości. W dwóch opowiadaniach prym wiodą jednak postaci zupełnie nowe: żydowska służąca imieniem Rachela oraz wrocławski policjant-archiwista Paweł Nowak.

Opowiadania zawarte w Wilczym leżu zdecydowanie różnią się od tradycyjnej twórczości Pilipiuka. Poza pewnymi momentami w Lalce, niewiele w nich specyficznego humoru, z którego znany jest autor. Zamiast tego otrzymujemy pokaźną dawkę refleksji na temat życia po życiu czy mierzenia się z błędami przeszłości. Pilipiuk wykorzystuje do tego bardzo różne rozmaite motywy: od kultury chrześcijańskiej i motywów zaczerpniętych z Kabały po wierzenia rodem ze starożytnego Egiptu. W zasadzie niemal wszyscy bohaterowie poszukują odpowiedzi na ważne dla nich pytania. Nie zawsze jednak jest im dane je znaleźć.

Utwory zawarte w omawianej antologii trzymają dobry, równy poziomu, choć w przypadku niektórych aż prosi się o nieco bardziej rozwinięte zakończenie, jak np. w Cmentarzysku marzeń. Momentami można również odnieść wrażenie, że bawiący się w śledczych bohaterowie są wręcz aż zanadto sprytni i wyedukowani - tyczy się to zwłaszcza Storma, który wykazuje się horyzontami poznawczymi daleko wybiegającymi ponad przeciętnego mola książkowego. Jego wywody historyczne czyta się z zainteresowaniem, aczkolwiek postać traci przez nie nieco swojej autentyczności. Wątpliwe, by jakikolwiek archeolog mógł pochwalić się szeroką wiedzą z tak różnych epok, jaką niekiedy popisuje się Storm.

Wilcze leże nie jest lekką, pełną humoru lekturą, do jakich przyzwyczaił nas “Wielki Grafoman”. Jeśli jednak poszukujecie dobrze napisanej książki, która dostarczy Wam nieco głębszych refleksji, to najnowsze dzieło Andrzeja Pilipiuka świetnie się do tego nadaje. Nie jest to może idealna pozycja na wakacje, ale warto się z nią zapoznać.