Powrót królów - premierowa recenzja nowej powieści Grzegorza Gajka

Profil redaktora Mrozie


Opublikowano: 04.10.2017 00:09

Grzegorz Gajek swój powieściowy debiut ma już dawno za sobą. Od czasu wydanego w 2013 r. horroru pt. Szaleństwo przychodzi nocą młody pisarz opublikował wiele opowiadań i jedną powieść, choć żadna z nich nie sprawiła, że zaistniał w świadomości miłośników literatury fantastycznej. Być może wzięło się to stąd, że do tej pory obracał się głównie wśród nieszczególnie popularnego gatunku horroru, a nawet jeszcze bardziej nietypowego podgatunku bizarro. Jego najnowsze dzieło, Powrót królów, to jednak coś zupełnie innego.

W swojej najnowszej powieści Gajek zabiera nas w długą podróż w czasie. Jej celem jest starożytna Grecja, a dokładnie Hellada opiewana w dziełach Homera. Wojna trojańska, zakończona dwadzieścia lat przed opisywanymi w książce wydarzeniami, doprowadziła do względnego spokoju tak na Pelopenezie jak i w Azji Mniejszej. Zdaje się jednak, że czas pokoju dobiega końca. Pogłoski o ogromnej, wygłodniałej armii Dorów docierają na Półwysep coraz częściej i przestają brzmieć jak bajdurzenia chciwych spekulantów. W dodatku pozbawiony swego dziedzictwa Orestes, syn króla Agamemnona, dojrzewa do decyzji, by upomnieć się o utracony tron Myken. A to zaledwie początek kłopotów...

Wspomniany Orestes to jeden z wielu bohaterów książki, bowiem na kartach Powrotu królów odżywają legendy wspaniałych, starożytnych herosów. W powieści Gajka są jednak oni znacznie bardziej ludzcy aniżeli w dawnych eposach. Kochają i nienawidzą, ulegają pokusom, klną, walczą i umierają - nie zawsze śmiercią zasługującą na posąg ze spiżu. Autorowi udało się stworzyć znane postaci na nowo z całkiem niezłym rezultatem. Szczególnie tyczy się to Orestesa. Żądny władzy i zemsty, pyszny syn króla Agamemnona nie jest człowiekiem, któremu powinno się kibicować, a jednak poznając jego przeszłość na tle brutalnej, bratobójczej wojny, można patrzeć z podziwem na jego upór i makiaweliczny zmysł polityczny. Inni bohaterowie powieści również prezentują się całkiem wyraziście. Nadmienić można choćby zawieszonego pomiędzy dwoma różnymi żywotami Odysa, starego, schorowanego, lecz wciąż wojowniczego Menelaosa, niewidomą wieszczkę Ifigenię, jej tajemniczego obrońcę Nabu czy wodza Dorów Kresfontesa. Ich losy ciągle się przeplatają, przez co śledzi się je z prawdziwym zainteresowaniem.

Niestety, wydatnie przeszkadza w tym językowa strona powieści. Już w Szaleństwie... Gajek nie potrafił zbytnio zróżnicować języka bohaterów swego dzieła i w Powrocie królów ten mankament jest również obecny. W przypadku powieści, której akcja rozgrywa się w starożytnej Helladzie, wręcz prosi się, aby podkreślić różnice językowe pomiędzy poszczególnymi królestwami, a te są właściwie niewidoczne. Stylistyka powieści jest zresztą mocno niespójna. Z jednej strony autor próbuje wprowadzić pewne poczucie historyzmu poprzez elementy staropolskiej gramatyki, lecz nierzadko wtrąca w dialogi słowa lub zwroty całkowicie współczesne lub daleko późniejsze od czasu akcji powieści, które zupełnie nie przystają do starożytnych Hellenów. Gajek odrobił pracę, jeśli chodzi o kulturę i obyczaje - zwłaszcza specyficzne postrzeganie miłości, jednakże w powieści na wskroś historycznej powinien wykazać się znacznie większą konsekwencją językową.

Mówiąc o języku Powrotu królów nie sposób również nie wspomnieć o sprawie, która szczególnie kłuje w oczy. Otóż bohaterowie powieści - i to bez względu na pochodzenie czy status społeczny - niemal co chwilę poruszają sprawy natury seksualnej, w zdecydowanej większości czyniąc to w sposób nad wyraz wulgarny. Owa ekspresja w mowie lub myślach sprawia niekiedy, że czytelnik wręcz łapie się za głowę; trudno bowiem o inną reakcję, kiedy królowa zaczyna myśleć o "rżnięciu" z przygodnie poznanym żebrakiem po zaledwie kilkunastu minutach rozmowy z nim. Być może miał to być kolejny środek w celu ukazaniu homeryckich herosów jako zwykłych ludzi; być może Gajkiem kierowała chęć wyodrębnienia na pierwszy plan sfery seksualnej Hellenów, do której podchodzili oni w zdecydowanie inny sposób niż ludzie współcześni. Niemniej w obu przypadkach, jak to mawiają, "co za dużo to niezdrowo".

W ostatecznym rozrachunku wartka, odpowiednio stopniowana akcja oraz ciekawie naszkicowani bohaterowie rekompensują językowe niedostatki Powrotu królów. Finał powieści być może nie rzuca na kolana, lecz nie pozostawia również wątpliwości, że to jeszcze nie jest koniec tej historii. To dobra wiadomość, ponieważ ta całkiem niezła opowieść o wojnie Dorów z Achajami oraz mitycznych herosów z ich ludzkimi słabościami zasługuje na kontynuację. Oby lepszą pod kątem warsztatowym.