Koniec pieśni - Wojciech Zembaty - Recenzja

Należące do tzw. chansons de geste legendy arturiańskie, mimo upływu lat wciąż cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem olbrzymiej liczby osób. Któż nie słyszał bowiem opowieści o mężnych rycerzach zasiadających przy okrągłym stole, poszukiwaniach świętego Graala, czy tkwiącym w skale, czekającym na swego pana Ekskaliburze? Historie te wciąż na nowo rozpalają wyobraźnie twórców, którzy chętnie czerpią z nich natchnienie. Niemniej interesujących tematów dostarcza nam każdego dnia całkiem młody XXI wiek. Cóż, zatem ma zrobić zafascynowany historią pisarz, który nie jest w stanie porzucić współczesności w imię romansu z przeszłością? W takiej sytuacji pozostaje mu jedynie, wzorem Wojciecha Zembatego, połączyć oba tematy w jednej, intrygującej powieści.

Akcja książki pt. Koniec pieśni toczy się równolegle w dwóch światach. Pierwszy z nich, reprezentowany przez rycerza bez skazy, noszącego przydomek Bedevir, to świat, w którym na porządku dziennym są spektakularne bitwy toczone na śmierć i życie, wszechogarniający strach i niepewność dnia jutrzejszego. Jego mieszkańcy, ciągle narażeni na niebezpieczeństwo i wciąż wystawieni na nowe próby, nie mają więc łatwego życia. Czymże są jednak te trudności wobec kłopotów i problemów dnia codziennego, czyhających na Igiego, nie całkiem typowego, współczesnego nastolatka, który jest reprezentantem drugiego ze światów?

Niemal w każdej powieści z gatunku fantasy czytelnik ma do czynienia ze stanowiącą drużynę grupą zapaleńców kierujących się podobnymi zasadami, wyznających takie same wartości, których jednoczy wspólny cel. Trzeba obiektywnie przyznać, iż ten punkt został przez autora potraktowany niekonwencjonalnie. Zamiast jednej skromnej drużyny, czytelnik otrzymuje w pakiecie aż dwie grupy bohaterów. W skład pierwszej, reprezentującej epokę miecza wchodzą: wspomniany wcześniej Bedevir – bezbłędny rycerz bez skazy, Mab – żywe potwierdzenie przysłowia, iż „kobieta zmienną jest” i Rhodri – druid, który za nic nie przypomina postaci znanej z opowieści o Asteriksie i Obeliksie. Drużyna „współczesności” reprezentowana jest natomiast przez mocno zbuntowanego nastolatka zwanego Igim, jego dziewczynę Alinę i nieco „zakręconego” psychologa Łukasza.

Dobrze jest, jeśli w powieści fantasy pojawia się jakiś niezwykły przedmiot, w którym zaklęte są niezwykłe moce. W Końcu pieśni takim przedmiotem jest drogocenny naszyjnik, skrywający magiczne właściwości. Gdyby kiedyś powstał klub pisarzy - miłośników biżuterii, Wojciech Zembaty, dzięki swemu pomysłowi miałby w nim prawdopodobnie zaszczytne miejsce, po prawicy samego Tolkiena i jego niezwykłego pierścienia.

Wszechobecnym w całej literaturze wątkiem jest motyw walki dobra ze złem. Kwestii tej nie mogło również zabraknąć w Końcu pieśni. Jej bohaterowie, w walce po stronie dobra wykorzystują wszelkie dostępne środki, nie tylko miecz i tarczę, ale także magiczne zaklęcia, spryt, inteligencję, a nawet broń palną. Trudno się jednak dziwić, albowiem przychodzi im zmierzyć się z nader niebezpiecznymi osobnikami, wśród których wymienić należy żądną władzy czarownicę, służących złym siłom druidów, a także budzące grozę, przerażające demony. Intrygująco przedstawiona historia knowań, które mają doprowadzić do zwycięstwa sił ciemności, jest niewątpliwie zaletą książki. Nie wszystkim mogą za to przypaść do gustu dość krwawe i mocno naturalistyczne opisy walk i bitew. Nieco kontrowersyjny wydaje się również pomysł przedstawienia, osławionego w pieśniach, nieustraszonego króla Artura, jako podstarzałego, obłąkanego, tracącego kontrolę nad swym królestwem, władcę. Przyznać jednak należy, iż taki zabieg stanowi interesujący punkt wyjścia do zaprezentowania dalszych wydarzeń.

Debiutancka powieść Wojciecha Zembatego jest niczym tygiel, w którym mieszają się różnorodne pomysły i odmienne rzeczywistości. Decyzja o połączeniu dwóch tak odległych i różnorodnych światów była z pewnością bardzo odważna, ale jednocześnie nieco ryzykowna. Czy miłośnikom legend arturiańskich, zafascynowanych bogatym światem rycerzy okrągłego stołu, pomysł przypadnie do gustu i czy wielbiciele współczesności dadzą się namówić na powrót do przeszłości? Czas pokaże. Pewnym pozostaje, że warto sięgnąć do książki, aby wyrobić sobie o niej własną opinię.


Profil redaktora szakul


Opublikowano: 28.06.2011 23:59