Czas zmierzchu - Dmitry Glukhovsky - Recenzja

Profil redaktora Murky


Opublikowano: 21.12.2011 20:11

Majowie naprawdę nie mieli szczęścia - nie dość, że ich cywilizacja upadła u szczytu swojego rozkwitu, to jeszcze została niemal całkowicie zapomniana przez współczesność. Na palcach jednej ręki można policzyć udane książki czy filmy (gry w zasadzie nie istnieją), które opowiadałyby o tamtych czasach. Na domiar złego dzisiejsze media sprowadziły starożytnych Majów do roli straszaka, którego wyciąga się w sezonie ogórkowym, by przyciągnąć uwagę odbiorców wizją nieuchronnego końca świata. Ta przedziwna sytuacja ma szansę ulec zmianie dzięki najnowszej powieści Dymitra Głuchowskiego – autora osławionego Metra  2033.

Głównym bohaterem książki jest anonimowy, trzydziestopięcioletni tłumacz. Życie protagonisty nie napawa optymizmem – jest samotny, mało atrakcyjny, a każdy kolejny dzień jego egzystencji do złudzenia przypomina poprzedni. Gdyby tego było mało, fundusze pozyskiwane na przekładaniu z angielskiego nudnych, biznesowych tekstów, ledwo pozwalają mu wiązać koniec z końcem. Któż mógłby się spodziewać, że kolejny wysoki rachunek wywróci jego świat do góry nogami? Trudna sytuacja finansowa zmusza go bowiem do podjęcia się przetłumaczenia historycznych dokumentów ze słabo opanowanego języka hiszpańskiego. Jak się okazuje, w rzeczywistości są one dziennikiem XVI-wiecznego konkwistadora i opisują wyprawę dowodzonych przez Diego de Landę żołnierzy, których zadaniem było odnalezienie tajemniczego manuskryptu. Pasjonująca opowieść szybko staje się obsesją głównego bohatera. Co gorsza, zdaje się mieć realny wpływ na otaczający go świat…

Fabuła Czasu Zmierzchu rozwija się bardzo powoli. W pierwszej chwili opis zwyczajnego, nudnawego życia we współczesnej Rosji może się podobać – stare, posiadające duszę mieszkanie, niemal tak samo leciwa, a przy tym niebywale złośliwa, sąsiadka czy wścibski szef budują niezwykły klimat. Problem w tym, że owa nieśpieszna forma zaczyna w pewnym momencie pogrążać książkę. Niejednokrotnie będziemy modlić się o to, by główny bohater odnalazł wreszcie kolejny fragment zapisków konkwistadora i ożywił nieco tę senną atmosferę.  Kiedy zaczynamy  dojrzewać do tego, by odłożyć książkę na półkę i skrócić wreszcie swoje męki, autor odkrywa tajemnicę, która całkowicie zmienia dotychczasowy obraz jego dzieła. Okazuje się, że wstępne rozdziały miały jedynie uśpić naszą czujność, spowodować, że będziemy całkowicie nieprzygotowani na nadchodzący cios. Zwrot akcji jest tak gwałtowny, że z całą pewnością odstraszy osoby przepadające za spójną koncepcją. Większość z nas będzie jednak szczerze zachwycona. Szok jaki funduje nam Głuchowski, można porównywać chyba tylko ze słynnym „Would you kindly” ze znakomitej gry Bischock – to chyba wystarczająca rekomendacja.

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów poprzedniego dzieła autora - Metra 2033 – były liczne, dające do myślenia rozważania filozoficzne. Nie inaczej jest tym razem. Fragmenty traktujące o przemijalności chwały bohaterów wojennych czy powierzchowności dzisiejszej religii, nie są może nad wyraz nowatorskie, ale z całą pewnością jak najbardziej aktualne. Ich lektura bez cienia wątpliwości poruszy niejednego z nas.

Czas Zmierzchu to niezwykła, nieszablonowa książka. Oryginalne realia, ciekawy sposób narracji (całość jest stylizowana na sprawozdanie głównego bohatera i zawiera jedynie śladowe ilości dialogów) oraz nieustannie unoszący się w powietrzu delikatny zapach grozy powodują, że lektura na długo zapada w pamięć. Mało dynamiczny początek potrafi potężnie znudzić, ale dalsze stronice książki z nawiązką wynagrodzą nam związane z nim chwile męki. Głuchowski po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzem tworzenia niezwykłych dzieł na podstawie prostego, ale rzadko wykorzystywanego motywu.