Złodziejska magia - Trudi Canavan - recenzja

Profil redaktora Sonky


Opublikowano: 15.05.2014 02:52

Po dwóch latach przerwy od wydania Królowej Zdrajców, Trudi Canavan powraca z kolejną magiczną trylogią. Czytelnik sięgający po nowość australijskiej autorki - Złodziejską magię będącą początkiem Prawa Milenium – powinien, jak głosi hasło zamieszczone na tylnej części okładki, zapomnieć wszystko, co wie o istocie magii. Hasło optymistycznie nastawiające do lektury po wyeksploatowanej bodaj do granic możliwości Kyralii oraz wtórnej Erze Pięciorga.

Złodziejska magia opowiada o losach dwojga bohaterów. Tyen Ironsmelter jest młodym, ambitnym i uzdolnionym studentem historii oraz magii. W trakcie wykopalisk odnajduje niezwykłą książkę, która potrafi gromadzić informacje od jej posiadaczy, co czyni ją ogromną skarbnicą wiedzy powiększaną o kolejne fakty na przestrzeni setek lat. Tyen postanawia zataić przed władzami Akademii odnalezienie owego artefaktu oraz zweryfikować wiedzę nabywaną w trakcie studiów. Jego życie komplikuje się, gdy jeden z przyjaciół wyjawia tajemnicę chłopaka.

Kolejną bohaterką jest Rielle – młoda córka farbiarza – przygotowywana do wydania za mąż i podniesienia statusu rodu. Od wczesnych lat życia musi ukrywać umiejętność dostrzegania skazy, pozostałości po skorzystaniu z magii. Ucieka z domu, gdy rodzina nie chce zaakceptować jej związku z miastowym malarzem. Chcąc pogodzić miłość i obowiązki względem rodu posuwa się do czegoś, czego mocno w następstwie żałuje.

W powyższych opisach można się doszukać pewnych analogii pomiędzy nowym dziełem Canavan, a tymi starszymi. Rielle w pewnych momentach może przypominać Soneę, jako dziewczyna pochodząca z biedniejszych sfer posiadająca nadnaturalne zdolności. Podobieństw do głównej bohaterki Trylogii Czarnego Maga można również wypatrywać w postaci Tyena. Jest uzdolnionym, ograniczanym przez uczelnię młodzieńcem wybijającym się ponad studencki stan. Należy jednak stwierdzić, że są to raczej motywy, które lubi wykorzystywać Canavan w kreacji bohaterów, tym razem uniknięto bowiem kalki innych postaci.

Niestety, podejście do magii nie jest rewolucją w twórczości autorki. Ci, którzy posiedli magiczne umiejętności, mogą czerpać moc z powietrza, w zastępstwie pozostawiając skazę/sadzę – pustkę po zużytej energii. Po pewnym czasie owa moc, której ilość jest ograniczona, niczym płyn ponownie napłynie w miejsce czerni. Takie podejście (odrobinę zmienione) było już użyte w debiutanckiej trylogii.

Konstrukcja obu historii jest typowo młodzieżowa i, co może się wydawać zabawne, wątek Tyena jest mocno „chłopięcy”, drugi natomiast skłania się w przeciwną stronę. Opowieść o Rielle jest romansem, który dopiero w mniej więcej połowie lektury ewoluuje w typową przygodę. W części Tyena miłostki ograniczono do niezbędnego minimum, a sam wątek jest awanturniczy, zabarwiony steampunkiem i przede wszystkim dużo dynamiczniejszy.

Historiom nie można wiele zarzucić. Przygoda Tyena ciekawi, mimo że została oparta na odrobinę zużytym schemacie. Są podróże, ucieczki i pościgi, magiczne przedmioty, zdrady i nieoczekiwane przyjaźnie, jednym słowem wszystko, czego oczekuje się od powieści tego typu. Przygoda Rielle wypada słabiej przez zbyt rozwleczony, a przede wszystkim oklepany wątek miłosny, jednak w końcu nie tyle, co odrabia, ale przynajmniej zbliża się tempem do drugiej historii. Autorka nie przedłuża jednak opisów i gdy bohaterowie docierają do miejsca, gdzie mają odpocząć bądź zebrać siły, to kolejny rozdział poświęcony konkretnej postaci rozpoczyna się już po tej przerwie.

Reasumując, Złodziejska magia jest dobrą młodzieżową powieścią. Przeszkadza lekka wtórność i nadal niezrewolucjonizowane podejście do magii, jednak miło ponownie zanurzyć się w świecie stworzonym przez Canavan, tym bardziej, że finał książki zachęca do zapoznania się z kontynuacją.