Wywiad z polskim pisarzem Andrzejem Ziemiańskim (luty 2009)

Przedstawiamy zapis wywiadu z Andrzejem Ziemiańskim, jednym z najchętniej czytanych polskich pisarzy literatury fantastycznej. Rozmawiał Tomasz "Sir Jedi" Wojnowski.

Enklawa Network: Jesteś nazywany "Kolekcjonerem Nagród". Czy podczas pisania czujesz brzemię zebranych wyróżnień? Czy są raczej motywacją do dalszej twórczości?

Andrzej Ziemiański: Myślenie kategoriami wyróżnień w trakcie pisania psychologowie określają mianem "pogoni za własnym cieniem", czyli chęcią bycia lepszym od siebie samego, a to prosta droga do samozagłady. Pisze się dla samego siebie, o sobie samym, o sprawach i problemach, które nurtują autora. Niestety coraz częściej pojawiają się na rynku autorzy, których nurtuje jedynie chęć odniesienia sukcesu. I stąd taka masa naśladownictwa, zapożyczeń, czy wręcz zrzynania cudzych tekstów. Na szczęście ta droga prowadzi donikąd. Stad też konstatacja: jeśli ktoś pisząc, myśli o nagrodach to znaczy, że zmierza w stronę grafomanii.

EN:  Szczególnie dużo "o sobie samym" piszesz w "Breslau Forever". Jaki był cel napisania tej książki? Opowiedzenie historii kryminalnej, której akcja toczy się we Wrocławiu? Czy może "załatwienie" paru niedokończonych spraw?

AZ: Książka nigdy nie powstaje "w jakimś" celu. Nie można też przy jej pomocy niczego załatwić, bo to nie publicystyka. Każda historia rodzi się sama z siebie. W tym przypadku po prostu zafascynowała mnie dynamika zmian wokół i to zmian, których nikt nigdy się nie spodziewał. Historia trzech detektywów prowadzących śledztwo w tym samym miejscu i w tej samej sprawie na przestrzeni ponad sześćdziesięciu lat, najlepiej pokazuje te zmiany. Zmiany i w otoczeniu i mentalności. Przede wszystkim jednak, że wszystko, co uważamy za stałe i niezmienne jest jedynie pozorem, ułudą czy grą cieni. Sensacyjna akcja pozwala jedynie uwypuklić straszliwe tempo tych zmian.
Natomiast zgadzam się, ze w książce jest wiele elementów autobiograficznych. Ale to nic nowego. Do każdego tekstu wplatam wiele szczegółów z własnego życia, a wiele postaci ma moje cechy charakteru.

EN: Co było dla Ciebie bodźcem, bądź sygnałem do tego, aby zostać pisarzem?

AZ: Pisanie książek to nie wybór, tylko przymus. Nie ma w życiu takiej chwili, kiedy człowiek mówi sobie: "o, właśnie postanowiłem: zostanę pisarzem". Osobiście pisałem dokładnie od momentu, kiedy nauczono mnie pisać w szkole podstawowej. Oczywiście powieści. Na szczęście się nie zachowały.

EN: Chciałbym zapytać o "wieki ciemne" w  Twojej karierze pisarskiej, czyli lata '90. Co się wtedy z Tobą działo?

AZ: Właściwie nic szczególnego. Założyłem firmę internetową, pracowałem na wyższej uczelni. Jakoś tak nic nie sprzyjało pisaniu. Acha, no i założyłem Fahrenheita - pierwszy periodyk literacki w sieci.

EN: Jak to było naprawdę z tym Fahrenheitem? Sam odszedłeś, czy Tonik Cię wyrzucił?

AZ: To dość skomplikowane. Tonik najpierw sam odszedł z Fahrenheita. Kiedy zostałem sam, połączyłem się z Fantazinem. Po jakimś czasie Tonik znowu się przyłączył do nowego kierownictwa i wyrzucili mnie wspólnie. Jak najbardziej oficjalnie, co Tonik obwieścił mi w kawiarni przy świadkach.

EN: Czy mógłbyś opowiedzieć historię mini-powieści "Toy Wars". W jaki sposób powstała i czy była planowana "od początku"?

AZ: Powstała raczej w wyniku ewolucji. Główną bohaterkę "Zabaweczkę", prostytutkę, narkomankę i alkoholika poznałem dużo wcześniej podczas kręcenia dla telewizji serialu o policji we Wrocławiu. Stała się pierwowzorem Toy, choć nie miała ojczyma milionera oczywiście. Natomiast „Toy Wars” to zderzenie samej bohaterki i problemu, który nurtuje mnie od lat, od "Bomby Haisenberga" aż do dzisiaj, do ostatniego tekstu "A jeśli to ja jestem Bogiem".

EN: Czy w podobny sposób poznałeś Achaję?

AZ: Achaja to nie jedna osoba, tylko zlepek co najmniej kilku. Jeśli chodzi o konstrukcję fizyczną i umiejętności, to pierwowzorem była pani podchorąży ZMECHu - młoda kobieta, specjalista od walki wręcz. I dlatego, pamiętając ją, bardzo cieszą mnie opinie, że nie może być babskiego wojska opisanego w trylogii. Jakby taki oponent zobaczył Achaję w realu i powiedział jej coś równie mądrego, musiałby tygodniami szukać swoich zębów na poligonie ze szkłem powiększającym w ręku.

EN: Zawsze podkreślasz to, że nigdy nie okłamujesz swoich czytelników, że wiesz o czym piszesz. W takim razie, czy piłeś kiedyś słynną ‘kałówkę’, o której pisałeś?

AZ: Nie, nie piłem, choć akurat mnie by nie obrzydziła, bo zdaję sobie sprawę, że spirytus zabija wszelkie bakterie. Ale wiem, ze taka wódka istnieje od samych degustatorów, od trzeźwych obserwatorów degustacji, czy choćby z literatury (wspomnijmy "Życie i niezwykłe przygody żołnierza Iwana Czonkina" Włodzimierza Wojnowicza). Na szczęście nie muszę wszystkiego doświadczyć osobiście. I uprzedzam następne pytanie: na Księżycu również nie byłem, choć go opisuję znając z literatury panujące tam warunki. :-)

EN: Kobiety, seks, alkohol i broń wszelkiej maści. To główne motywy Twoich powieści. Nie interesują Cię problemy bytu?

AZ: Usiłuję po prostu pisać o tym, na czym się znam :-) A poważnie: czyniłem wiele wycieczek w stronę poważnej literatury. Wszystkie pozostały bez echa, czego najlepszym przykładem jest powieść "Miecz Orientu". Przemknęła na rynku kompletnie niezauważona. A jeśli już ktoś ją przeczytał, to wysyłał maile, żebym nie zmieniał już więcej stylu ani problematyki, albo wręcz przeprosił czytelników, bo to rzecz za mało zrozumiała. Zresztą zróbmy prosty test: czy Ty czytałeś "Miecz Orientu"?  A jeśli tak to powiedz, o czym jest? :-)

EN: Miecz Orientu jest jeszcze przede mną. Dam znać, jak nadrobię zaległości. ;)

AZ: No właśnie. To bardzo powszechne. "Ziemiański pisze głównie o mordobiciu". A "Miecz Orientu"? Nie czytałem, nie interesuje mnie literatura poruszająca problemy bytu... :-))))

EN: Niestety przyczepiono Ci taką etykietkę. Choć, jeżeli ktoś chce, to odnajdzie w Twoich utworach głębsze przesłanie.

AZ: Ta etykieta wcale mnie nie martwi. Ale przyznam Ci całkowitą rację. Jeśli ktoś potrafi zobaczyć wyłącznie prostą akcję, to tylko ją zobaczy. Jeśli ktoś chce czegoś więcej, też znajdzie. To wyłącznie kwestia podejścia.

EN: W jednym z wywiadów stwierdziłeś, że lubisz filmy o zombie, bo Cię śmieszą. Nie myślałeś nigdy nad napisaniem horroru?

AZ: Horror to taka opowieść, w której czytelnik powinien się bać. Autor powinien więc wymyślić taką sytuację, w której sam odczuwałby strach. I tu napotykam poważny problem. Nie jestem człowiekiem bojaźliwym i nie bardzo mogę wymyślić czegoś, czego bym się przestraszył. Chyba więc nie napiszę horroru, choć bardzo lubię takie książki i filmy, ponieważ ich autorzy to często mistrzowie w tworzeniu nastroju.

EN: W takim razie nie myślałeś o horrorze prześmiewczym, z dużą dozą typowego dla Ciebie humoru?

AZ: Pewnie, że myślałem. Byłby to politicalhorror, który zaczynałby się od słów: "Dwóch braci objęło rządy w Polsce...". Niestety, co siadam do pisania, to ręce mi opadają, a w oczy zagląda prawdziwy strach i o żadnym humorze nie może być już mowy.

EN: Jak wygląda zwykły dzień pracy Ziemiańskiego?

AZ: Pobudka w zakresie czasowym od szóstej do jedenastej mniej więcej. Dwie kawy przed śniadaniem. A później... A później każdy dzień wygląda inaczej. Nigdy nie są takie same.

EN: Powiedziałeś kiedyś, że nie czytasz właściwie niczego oprócz staroci. Kompletnie nie interesuje Cię, co piszą koleżanki i koledzy po fachu?

AZ: To nie do końca chodzi o brak zainteresowania. Jakoś zatraciłem wiarę w moc prozy. Po tonach przekopanych przed laty książek, zaczyna mnie drażnić, że znam zakończenie już zaczynając czytać. Ale nie do końca nawet o to chodzi. Zatraciłem przyjemność z czytania i bardzo niewielu autorów potrafi mi ją przywrócić.

EN: Co doradziłbyś osobom, które chciałyby się parać pisarstwem? Odpowiedź w stylu: "nie bierzcie się za to!" odpada.

AZ: Nie odpowiem "nie bierzcie się za to" z całą pewnością, ponieważ, jak powiedziałem, na wstępie pisanie to nie wybór ale konieczność. Ci ludzie już przepadli w przepięknej krainie zwanej literaturą. Z tym że radzić trudno, bo każda rada sprowadzona do jednego zdania stanie się banałem. No ale trudno, skoro się podjąłem, to ten zbiór uproszczeń podam w punktach.
- nigdy nikogo nie naśladujcie, piszcie, jak umiecie, a nie tak, żeby było "ładnie"
- piszcie wyłącznie o sobie, o rzeczach, które was interesują, was frapują, was pociągają. O niczym innym. O niczym, co jest modne ani "dobrze się sprzedaje"
- nigdy nie słuchajcie: wydawców, redaktorów, kolegów, życzliwych, fachowców, znawców, zagorzałych czytelników, ani rad innych pisarzy personalnie kierowanych do was. Nigdy i pod żadnym pozorem.
- unikajcie ludzi, którzy będą podchodzić i mówić "mam genialny pomysł, opowiem go, a pan/pani to napisze". Uwierzcie mi - ci ludzie nie mają żadnego pomysłu, a krwi napsują dużo.
- nigdy nie piszcie niczego na zamówienie ani na żaden konkurs. Nie bierzcie udziału w żadnych antologiach, chyba że jest coś inspirującego w samym pomyśle antologii.
- unikajcie "męki pustej kartki". Lepiej napisać byle co, a później zniszczyć, zmienić lub poprawić, niż nie napisać niczego. Nie usiłujcie pisać mądrze, pięknie i wspaniale - perfekcjonizm to prosta droga do samozagłady.
- piszcie w sposób prosty i zrozumiały. Nawet najpiękniejsze figury retoryczne, ani maestria w konstruowaniu akcji nie zastąpi prostego wyjaśnienia, o co chodzi. Kwiecistość stylu często kryje pustkę - autor może po prostu nie mieć nic do powiedzenia.
A teraz najważniejsze:
- po przeczytaniu powyższych rad natychmiast je zapomnijcie. Jeśli jesteście pisarzami to i tak zrobicie wszystko po swojemu. Jeśli nie jesteście - te rady w niczym wam nie pomogą. :-)

EN: Czy planujesz razem z wydawnictwem Fabryka Słów reedycję "Achai", która zawierałaby mityczny, zagubiony rozdział?

AZ: To pytanie raczej do Wydawcy, a nie do mnie. Wiem, że takie przedsięwzięcie było w planach, ale przy zmienności naszego rynku trudno powiedzieć, co dalej. Kiedy ukaże się Achaja 4, trzeba będzie jednak wrócić do tematu.

EN: Jak wyglądają Twoje najbliższe plany wydawnicze?

AZ: Skończyłem powieść „Das Building”. Rzecz znowu o tajemniczych rzeczach, które dzieją się we Wrocławiu i pierwsza z dwóch książek, które prowadzą do napisania Achai 4. Ta druga jest ukończona w 60 procentach i nosi tytuł "Wzgórze zwane Cymbo".
A poza tym odskakuję od fantastyki w stronę historii i sensacji. "The Holmes" to książka o przemianie Breslau we Wrocław, bardzo dramatyczna i baaaardzo perfidna z powodu pary głównych bohaterów.

EN: Za taką promocję miasta i jego historii powinieneś chyba dostać honorowe obywatelstwo.

AZ: Hm... Honorowe obywatelstwo to ciekawa propozycja. Być w jednym szeregu z Hitlerem i doktorem Goebbelsem (w końcu też mam doktorat) to nie byle co. Znalazłbym się także w tym samym miejscu, co papież. Naprawdę frapujące, ale z przykrością jednak odmówię. Nie chcę stać obok Normana Daviesa.

EN: Mocno poszedłeś w stronę pisania o Wrocławiu i Breslau. Już Cię nie kręci SF?

AZ: Wprost przeciwnie. Ale czuję już zmęczenie materiału. Złapałem się raz na tym, że usiłowałem do pomysłu, który przyszedł mi do głowy na siłę, wymyślić jakąś fantastyczną fabułę. A to nie ma sensu. W ogóle w pisaniu robienie czegokolwiek na siłę mija się z celem. Historie rodzą się same. Wystarczy być dobrym obserwatorem, mieć absolutnie otwarty umysł i, niestety, bardzo konkretną wiedzę.

EN: Czy zdarza Ci się używać jakiś "dopalaczy" podczas pisania? Czy cokolwiek może pomóc podczas pisania?

AZ: Używam nadmiernej ilości papierosów i trochę zbyt dużej ilości kawy. Nic innego nie wchodzi w grę. A czy cokolwiek pomaga w pisaniu? Raczej nie. Albo ma się dobry dzień i "wszystko robi się samo" albo w drugą stronę - każda rzecz kapie jak krew z nosa. Na przykład stworzenie idealnych warunków: cisza, spokój, komfortowe otoczenie, dobry nastrój wcale nie pomagają, a czasem wręcz krępują. Alkohol też nie pomaga. I słusznie powiedział Witkacy, że alkohol to tylko wielki kłamca. Narkotyków nigdy nie brałem, więc nie wiem.
Tak naprawdę to nie mam pojęcia, dlaczego raz pisze się idealnie, wszystko samo się wymyśla, a raz jak po grudzie.

EN: Ostatnio na rynku wydawniczym ukazała się książka "Toy Land" autorstwa Roberta J. Szmidta, która jest luźną kontynuacją "Toy Wars". Koligacji wydawniczych Ziemiański - Szmidt ciąg dalszy?

AZ: Nie, nie będzie. Aczkolwiek człowiek nigdy nie ma wpływu na to, co napiszą inni.

EN: Jak było podczas ostatniej wizyty w Afryce?

AZ: Rewelacyjnie. Kilka dni kompletnego zresetowania umysłu. Zero refleksji, za to dużo rajdów na wielbłądach, koniach, jeepach, lot na motolotni nad Saharą i podróż zabytkowym pociągiem tunelami gór Atlasu. Praktycznie nie spałem, byłem ciągle w drodze, poznawałem dziwnych ludzi i jeszcze dziwniejsze zwierzęta. Nienawidzę tak zwanych "wczasów", czyli wylegiwania się w luksusowych warunkach. Ruch, zmiana, nowi ludzie i nowe sytuacje to mój żywioł. I tak całowała mnie na przykład Shokla (to wielbłądzica), albo też handlowałem swoją kobietą (osiągając cenę stu wielbłądów - ale do transakcji nie doszło, tak się tylko bawiłem, sprawdzając cenę). No i robiłem masę zdjęć. Coś się z tego urodzi.

EN: Strona internetowa ze zdjęciami, czy może kolejne opowiadanie, którego akcja dzieje się w Afryce?

AZ: O stronie internetowej myślę od dawna. Ale takiej prywatnej, właśnie ze zdjęciami z różnych wypraw, paroma osobistymi refleksjami, paroma zaginionymi tekstami. Chciałbym tam też umieścić parę fotografii ze scenerii, gdzie rozgrywają się moje teksty. Nic nadętego w każdym razie - taki niewielki ersatz mojego prywatnego świata.

EN: W natłoku obowiązków znajdujesz jeszcze czas na strzelnicę?

AZ: A skąd. Współczesny świat oferuje dzisiaj tyle możliwości, tyle coraz to nowych gadżetów, że nie ma czasu nawet spróbować większości z nich. A ja daję się nieść z nurtem, wypróbowując najciekawsze. Pewien sen z mojej młodości właśnie się spełnia: świat zmierza ku totalnemu hedonizmowi, ślicznie okraszonemu rzetelną wiedzą. I bardzo mnie cieszy uczestnictwo w tym procesie.

Przedstawiamy zapis wywiadu z Andrzejem Ziemiańskim, jednym z najchętniej czytanych polskich pisarzy literatury fantastycznej. Rozmawiał Tomasz \"Sir Jedi\" Wojnowski.

Enklawa Network: Jesteś nazywany \"Kolekcjonerem Nagród\". Czy podczas pisania czujesz brzemię zebranych wyróżnień? Czy są raczej motywacją do dalszej twórczości?

Andrzej Ziemiański: Myślenie kategoriami wyróżnień w trakcie pisania psychologowie określają mianem \"pogoni za własnym cieniem\", czyli chęcią bycia lepszym od siebie samego, a to prosta droga do samozagłady. Pisze się dla samego siebie, o sobie samym, o sprawach i problemach, które nurtują autora. Niestety coraz częściej pojawiają się na rynku autorzy, których nurtuje jedynie chęć odniesienia sukcesu. I stąd taka masa naśladownictwa, zapożyczeń, czy wręcz zrzynania cudzych tekstów. Na szczęście ta droga prowadzi donikąd. Stad też konstatacja: jeśli ktoś pisząc, myśli o nagrodach to znaczy, że zmierza w stronę grafomanii.

EN:  Szczególnie dużo \"o sobie samym\" piszesz w \"Breslau Forever\". Jaki był cel napisania tej książki? Opowiedzenie historii kryminalnej, której akcja toczy się we Wrocławiu? Czy może \"załatwienie\" paru niedokończonych spraw?

AZ: Książka nigdy nie powstaje \"w jakimś\" celu. Nie można też przy jej pomocy niczego załatwić, bo to nie publicystyka. Każda historia rodzi się sama z siebie. W tym przypadku po prostu zafascynowała mnie dynamika zmian wokół i to zmian, których nikt nigdy się nie spodziewał. Historia trzech detektywów prowadzących śledztwo w tym samym miejscu i w tej samej sprawie na przestrzeni ponad sześćdziesięciu lat, najlepiej pokazuje te zmiany. Zmiany i w otoczeniu i mentalności. Przede wszystkim jednak, że wszystko, co uważamy za stałe i niezmienne jest jedynie pozorem, ułudą czy grą cieni. Sensacyjna akcja pozwala jedynie uwypuklić straszliwe tempo tych zmian. Natomiast zgadzam się, ze w książce jest wiele elementów autobiograficznych. Ale to nic nowego. Do każdego tekstu wplatam wiele szczegółów z własnego życia, a wiele postaci ma moje cechy charakteru.

EN: Co było dla Ciebie bodźcem, bądź sygnałem do tego, aby zostać pisarzem?

AZ: Pisanie książek to nie wybór, tylko przymus. Nie ma w życiu takiej chwili, kiedy człowiek mówi sobie: \"o, właśnie postanowiłem: zostanę pisarzem\". Osobiście pisałem dokładnie od momentu, kiedy nauczono mnie pisać w szkole podstawowej. Oczywiście powieści. Na szczęście się nie zachowały.

EN: Chciałbym zapytać o \"wieki ciemne\" w  Twojej karierze pisarskiej, czyli lata \'90. Co się wtedy z Tobą działo?

AZ: Właściwie nic szczególnego. Założyłem firmę internetową, pracowałem na wyższej uczelni. Jakoś tak nic nie sprzyjało pisaniu. Acha, no i założyłem Fahrenheita - pierwszy periodyk literacki w sieci.

EN: Jak to było naprawdę z tym Fahrenheitem? Sam odszedłeś, czy Tonik Cię wyrzucił?

AZ: To dość skomplikowane. Tonik najpierw sam odszedł z Fahrenheita. Kiedy zostałem sam, połączyłem się z Fantazinem. Po jakimś czasie Tonik znowu się przyłączył do nowego kierownictwa i wyrzucili mnie wspólnie. Jak najbardziej oficjalnie, co Tonik obwieścił mi w kawiarni przy świadkach.

EN: Czy mógłbyś opowiedzieć historię mini-powieści \"Toy Wars\". W jaki sposób powstała i czy była planowana \"od początku\"?

AZ: Powstała raczej w wyniku ewolucji. Główną bohaterkę \"Zabaweczkę\", prostytutkę, narkomankę i alkoholika poznałem dużo wcześniej podczas kręcenia dla telewizji serialu o policji we Wrocławiu. Stała się pierwowzorem Toy, choć nie miała ojczyma milionera oczywiście. Natomiast „Toy Wars” to zderzenie samej bohaterki i problemu, który nurtuje mnie od lat, od \"Bomby Haisenberga\" aż do dzisiaj, do ostatniego tekstu \"A jeśli to ja jestem Bogiem\".

EN: Czy w podobny sposób poznałeś Achaję?

AZ: Achaja to nie jedna osoba, tylko zlepek co najmniej kilku. Jeśli chodzi o konstrukcję fizyczną i umiejętności, to pierwowzorem była pani podchorąży ZMECHu - młoda kobieta, specjalista od walki wręcz. I dlatego, pamiętając ją, bardzo cieszą mnie opinie, że nie może być babskiego wojska opisanego w trylogii. Jakby taki oponent zobaczył Achaję w realu i powiedział jej coś równie mądrego, musiałby tygodniami szukać swoich zębów na poligonie ze szkłem powiększającym w ręku.

EN: Zawsze podkreślasz to, że nigdy nie okłamujesz swoich czytelników, że wiesz o czym piszesz. W takim razie, czy piłeś kiedyś słynną ‘kałówkę’, o której pisałeś?

AZ: Nie, nie piłem, choć akurat mnie by nie obrzydziła, bo zdaję sobie sprawę, że spirytus zabija wszelkie bakterie. Ale wiem, ze taka wódka istnieje od samych degustatorów, od trzeźwych obserwatorów degustacji, czy choćby z literatury (wspomnijmy \"Życie i niezwykłe przygody żołnierza Iwana Czonkina\" Włodzimierza Wojnowicza). Na szczęście nie muszę wszystkiego doświadczyć osobiście. I uprzedzam następne pytanie: na Księżycu również nie byłem, choć go opisuję znając z literatury panujące tam warunki. :-)

EN: Kobiety, seks, alkohol i broń wszelkiej maści. To główne motywy Twoich powieści. Nie interesują Cię problemy bytu?

AZ: Usiłuję po prostu pisać o tym, na czym się znam :-) A poważnie: czyniłem wiele wycieczek w stronę poważnej literatury. Wszystkie pozostały bez echa, czego najlepszym przykładem jest powieść \"Miecz Orientu\". Przemknęła na rynku kompletnie niezauważona. A jeśli już ktoś ją przeczytał, to wysyłał maile, żebym nie zmieniał już więcej stylu ani problematyki, albo wręcz przeprosił czytelników, bo to rzecz za mało zrozumiała. Zresztą zróbmy prosty test: czy Ty czytałeś \"Miecz Orientu\"?  A jeśli tak to powiedz, o czym jest? :-)

EN: Miecz Orientu jest jeszcze przede mną. Dam znać, jak nadrobię zaległości. ;)

AZ: No właśnie. To bardzo powszechne. \"Ziemiański pisze głównie o mordobiciu\". A \"Miecz Orientu\"? Nie czytałem, nie interesuje mnie literatura poruszająca problemy bytu... :-))))

EN: Niestety przyczepiono Ci taką etykietkę. Choć, jeżeli ktoś chce, to odnajdzie w Twoich utworach głębsze przesłanie.

AZ: Ta etykieta wcale mnie nie martwi. Ale przyznam Ci całkowitą rację. Jeśli ktoś potrafi zobaczyć wyłącznie prostą akcję, to tylko ją zobaczy. Jeśli ktoś chce czegoś więcej, też znajdzie. To wyłącznie kwestia podejścia.

EN: W jednym z wywiadów stwierdziłeś, że lubisz filmy o zombie, bo Cię śmieszą. Nie myślałeś nigdy nad napisaniem horroru?

AZ: Horror to taka opowieść, w której czytelnik powinien się bać. Autor powinien więc wymyślić taką sytuację, w której sam odczuwałby strach. I tu napotykam poważny problem. Nie jestem człowiekiem bojaźliwym i nie bardzo mogę wymyślić czegoś, czego bym się przestraszył. Chyba więc nie napiszę horroru, choć bardzo lubię takie książki i filmy, ponieważ ich autorzy to często mistrzowie w tworzeniu nastroju.

EN: W takim razie nie myślałeś o horrorze prześmiewczym, z dużą dozą typowego dla Ciebie humoru?

AZ: Pewnie, że myślałem. Byłby to politicalhorror, który zaczynałby się od słów: \"Dwóch braci objęło rządy w Polsce...\". Niestety, co siadam do pisania, to ręce mi opadają, a w oczy zagląda prawdziwy strach i o żadnym humorze nie może być już mowy.

EN: Jak wygląda zwykły dzień pracy Ziemiańskiego?

AZ: Pobudka w zakresie czasowym od szóstej do jedenastej mniej więcej. Dwie kawy przed śniadaniem. A później... A później każdy dzień wygląda inaczej. Nigdy nie są takie same.

EN: Powiedziałeś kiedyś, że nie czytasz właściwie niczego oprócz staroci. Kompletnie nie interesuje Cię, co piszą koleżanki i koledzy po fachu?

AZ: To nie do końca chodzi o brak zainteresowania. Jakoś zatraciłem wiarę w moc prozy. Po tonach przekopanych przed laty książek, zaczyna mnie drażnić, że znam zakończenie już zaczynając czytać. Ale nie do końca nawet o to chodzi. Zatraciłem przyjemność z czytania i bardzo niewielu autorów potrafi mi ją przywrócić.

EN: Co doradziłbyś osobom, które chciałyby się parać pisarstwem? Odpowiedź w stylu: \"nie bierzcie się za to!\" odpada.

AZ: Nie odpowiem \"nie bierzcie się za to\" z całą pewnością, ponieważ, jak powiedziałem, na wstępie pisanie to nie wybór ale konieczność. Ci ludzie już przepadli w przepięknej krainie zwanej literaturą. Z tym że radzić trudno, bo każda rada sprowadzona do jednego zdania stanie się banałem. No ale trudno, skoro się podjąłem, to ten zbiór uproszczeń podam w punktach. - nigdy nikogo nie naśladujcie, piszcie, jak umiecie, a nie tak, żeby było \"ładnie\" - piszcie wyłącznie o sobie, o rzeczach, które was interesują, was frapują, was pociągają. O niczym innym. O niczym, co jest modne ani \"dobrze się sprzedaje\" - nigdy nie słuchajcie: wydawców, redaktorów, kolegów, życzliwych, fachowców, znawców, zagorzałych czytelników, ani rad innych pisarzy personalnie kierowanych do was. Nigdy i pod żadnym pozorem. - unikajcie ludzi, którzy będą podchodzić i mówić \"mam genialny pomysł, opowiem go, a pan/pani to napisze\". Uwierzcie mi - ci ludzie nie mają żadnego pomysłu, a krwi napsują dużo. - nigdy nie piszcie niczego na zamówienie ani na żaden konkurs. Nie bierzcie udziału w żadnych antologiach, chyba że jest coś inspirującego w samym pomyśle antologii. - unikajcie \"męki pustej kartki\". Lepiej napisać byle co, a później zniszczyć, zmienić lub poprawić, niż nie napisać niczego. Nie usiłujcie pisać mądrze, pięknie i wspaniale - perfekcjonizm to prosta droga do samozagłady. - piszcie w sposób prosty i zrozumiały. Nawet najpiękniejsze figury retoryczne, ani maestria w konstruowaniu akcji nie zastąpi prostego wyjaśnienia, o co chodzi. Kwiecistość stylu często kryje pustkę - autor może po prostu nie mieć nic do powiedzenia. A teraz najważniejsze: - po przeczytaniu powyższych rad natychmiast je zapomnijcie. Jeśli jesteście pisarzami to i tak zrobicie wszystko po swojemu. Jeśli nie jesteście - te rady w niczym wam nie pomogą. :-)

EN: Czy planujesz razem z wydawnictwem Fabryka Słów reedycję \"Achai\", która zawierałaby mityczny, zagubiony rozdział?

AZ: To pytanie raczej do Wydawcy, a nie do mnie. Wiem, że takie przedsięwzięcie było w planach, ale przy zmienności naszego rynku trudno powiedzieć, co dalej. Kiedy ukaże się Achaja 4, trzeba będzie jednak wrócić do tematu.

EN: Jak wyglądają Twoje najbliższe plany wydawnicze?

AZ: Skończyłem powieść „Das Building”. Rzecz znowu o tajemniczych rzeczach, które dzieją się we Wrocławiu i pierwsza z dwóch książek, które prowadzą do napisania Achai 4. Ta druga jest ukończona w 60 procentach i nosi tytuł \"Wzgórze zwane Cymbo\". A poza tym odskakuję od fantastyki w stronę historii i sensacji. \"The Holmes\" to książka o przemianie Breslau we Wrocław, bardzo dramatyczna i baaaardzo perfidna z powodu pary głównych bohaterów.

EN: Za taką promocję miasta i jego historii powinieneś chyba dostać honorowe obywatelstwo.

AZ: Hm... Honorowe obywatelstwo to ciekawa propozycja. Być w jednym szeregu z Hitlerem i doktorem Goebbelsem (w końcu też mam doktorat) to nie byle co. Znalazłbym się także w tym samym miejscu, co papież. Naprawdę frapujące, ale z przykrością jednak odmówię. Nie chcę stać obok Normana Daviesa.

EN: Mocno poszedłeś w stronę pisania o Wrocławiu i Breslau. Już Cię nie kręci SF?

AZ: Wprost przeciwnie. Ale czuję już zmęczenie materiału. Złapałem się raz na tym, że usiłowałem do pomysłu, który przyszedł mi do głowy na siłę, wymyślić jakąś fantastyczną fabułę. A to nie ma sensu. W ogóle w pisaniu robienie czegokolwiek na siłę mija się z celem. Historie rodzą się same. Wystarczy być dobrym obserwatorem, mieć absolutnie otwarty umysł i, niestety, bardzo konkretną wiedzę.

EN: Czy zdarza Ci się używać jakiś \"dopalaczy\" podczas pisania? Czy cokolwiek może pomóc podczas pisania?

AZ: Używam nadmiernej ilości papierosów i trochę zbyt dużej ilości kawy. Nic innego nie wchodzi w grę. A czy cokolwiek pomaga w pisaniu? Raczej nie. Albo ma się dobry dzień i \"wszystko robi się samo\" albo w drugą stronę - każda rzecz kapie jak krew z nosa. Na przykład stworzenie idealnych warunków: cisza, spokój, komfortowe otoczenie, dobry nastrój wcale nie pomagają, a czasem wręcz krępują. Alkohol też nie pomaga. I słusznie powiedział Witkacy, że alkohol to tylko wielki kłamca. Narkotyków nigdy nie brałem, więc nie wiem. Tak naprawdę to nie mam pojęcia, dlaczego raz pisze się idealnie, wszystko samo się wymyśla, a raz jak po grudzie.

EN: Ostatnio na rynku wydawniczym ukazała się książka \"Toy Land\" autorstwa Roberta J. Szmidta, która jest luźną kontynuacją \"Toy Wars\". Koligacji wydawniczych Ziemiański - Szmidt ciąg dalszy?

AZ: Nie, nie będzie. Aczkolwiek człowiek nigdy nie ma wpływu na to, co napiszą inni.

EN: Jak było podczas ostatniej wizyty w Afryce?

AZ: Rewelacyjnie. Kilka dni kompletnego zresetowania umysłu. Zero refleksji, za to dużo rajdów na wielbłądach, koniach, jeepach, lot na motolotni nad Saharą i podróż zabytkowym pociągiem tunelami gór Atlasu. Praktycznie nie spałem, byłem ciągle w drodze, poznawałem dziwnych ludzi i jeszcze dziwniejsze zwierzęta. Nienawidzę tak zwanych \"wczasów\", czyli wylegiwania się w luksusowych warunkach. Ruch, zmiana, nowi ludzie i nowe sytuacje to mój żywioł. I tak całowała mnie na przykład Shokla (to wielbłądzica), albo też handlowałem swoją kobietą (osiągając cenę stu wielbłądów - ale do transakcji nie doszło, tak się tylko bawiłem, sprawdzając cenę). No i robiłem masę zdjęć. Coś się z tego urodzi.

EN: Strona internetowa ze zdjęciami, czy może kolejne opowiadanie, którego akcja dzieje się w Afryce?

AZ: O stronie internetowej myślę od dawna. Ale takiej prywatnej, właśnie ze zdjęciami z różnych wypraw, paroma osobistymi refleksjami, paroma zaginionymi tekstami. Chciałbym tam też umieścić parę fotografii ze scenerii, gdzie rozgrywają się moje teksty. Nic nadętego w każdym razie - taki niewielki ersatz mojego prywatnego świata.

EN: W natłoku obowiązków znajdujesz jeszcze czas na strzelnicę?

AZ: A skąd. Współczesny świat oferuje dzisiaj tyle możliwości, tyle coraz to nowych gadżetów, że nie ma czasu nawet spróbować większości z nich. A ja daję się nieść z nurtem, wypróbowując najciekawsze. Pewien sen z mojej młodości właśnie się spełnia: świat zmierza ku totalnemu hedonizmowi, ślicznie okraszonemu rzetelną wiedzą. I bardzo mnie cieszy uczestnictwo w tym procesie.


Profil redaktora Sir Jedi


Opublikowano: 06.02.2009 02:53