Przekraczając granice - Oksana Pankiejewa - Fragment #1

Człowiekowi różnie się może przytrafić. Czasem życie wykręca mu takie numery, jakich nawet w filmie nie uświadczysz — żaden normalny scenarzysta by na coś
takiego nie wpadł. A kto by chciał kupić scenariusz od wariata?
Nie da się ukryć, że najczęściej wszystko zaczyna się bardzo zwyczajnie, by nie powiedzieć — trywialnie...
Może, na przykład, zdarzyć się tak... Masz już dwadzieścia jeden lat, z których cztery spędziłaś na nauce języków obcych. Aż przyszła katastrofa... Choć nawet i bez niej sprawy nie wyglądały różowo. Rodzicom skończyły się pieniądze i ostatni rok twojej nauki stanął pod wielkim znakiem zapytania. No, może gdyby ojciec zaczął znowu dostawać pensję... ale to mało prawdopodobne.
Zresztą, to i tak by niczego nie rozwiązało, w ostateczności przecież sama też byś się mogła jakoś zakręcić i przynajmniej spróbować zarobić jakieś grosze. Tylko potem... Co potem? Że też koniecznie, kretynko jedna, musiałaś wybrać sobie tak egzotyczny kierunek jak język hiszpański! Owszem, gdy próbowałaś się dostać na studia, miało to jakiś tam sens — a bo mniejsza liczba osób na miejsce, a bo na angielski byś się w ogóle nie dostała. Ale choć głupio się do tego przyznawać, dopiero teraz dotarło do ciebie, że konkurencja była mniejsza nie bez powodu, a z przyczyn jak najbardziej realnych i dających się łatwo wyjaśnić. Bo co niby zrobić z taką specjalizacją? W dużym mieście jeszcze by można się jakoś urządzić, ale by o tym myśleć, trzeba wpierw w takowym mieście mieszkać.
A żeby tam mieszkać, należy mieć taką pracę, by ci starczyło i na życie, i na czynsz. Do tego trzeba się gdzieś zameldować, bo bez tego żadnej pracy nie dostaniesz...
Błędne koło. Poza tym, by znaleźć wspomnianą pracę, trzeba mieć albo znajomości, albo fenomenalne szczęście, a tobie brakuje i jednego, i drugiego. Tak samo jak
jeszcze jednej, bardzo pożytecznej cechy, którą w sumie trudno określić czy też nazwać, ale dzięki której ludzie jakimś cudem radzą sobie z ułożeniem życia, mając na głowie takie same problemy jak ty, a nawet jeszcze gorsze.
Przewidywane zakończenie: pomiotać się przez te parę miesięcy, póki cię nie wyeksmitują z akademika, i spadać do domu, do rodzinnego Pipidówka Dolnego, zapyziałego miasteczka powiatowego, gdzie praca jako gatunek nie występuje. Chyba że w tej fabryce, w której ojcu nie płacą pensji. Albo na bazarze. No bo komu w twoim rodzinnym mieście mógłby być potrzebny ten cały hiszpański?
Zawsze pozostają ci korki z angielskiego, który miałaś na studiach jako drugi język i który sama znasz bardzo, ale to bardzo słabo.
Tak więc zasuwasz z nocnego pociągu na piechotę do domu, bo przecież autobusy już nie kursują, a na taksówkę trzeba mieć właśnie tę forsę, której tobie brakuje.
Rozmyślasz o tym wszystkim i na horyzoncie jawi ci się tak całkowity brak perspektyw, że nic, tylko iść się utopić.
Bo czasem niestety bywa tak, że człowiek ma równie wielkiego pecha we wszystkich dziedzinach życia. W miłości, w pracy, a jeśli chodzi o finanse, to już w ogóle lepiej
nie mówić. Idziesz sobie, myślisz ponuro, że już po ptokach i twoje życie się skończyło. I nawet przez myśl ci nie przejdzie, że te wszystkie problemy są po prostu
śmieszne i w zasadzie nieaktualne, ponieważ twoje życie faktycznie właśnie się skończyło, a „po ptokach” należy potraktować jak najbardziej dosłownie. Tak dosłownie, że bardziej już chyba nie można. Bo nagle ktoś łapie cię od tyłu za gardło, a ty widzisz, jak w świetle latarni błyska ostrze, i wtedy przypominasz sobie, że po mieście od dawna krążyły pogłoski o jakimś psycholu. Masz jeszcze tylko chwilę, by pomyśleć, że i tak jesteś skończona, więc nie warto się przejmować. Bo niby co ci dobrego w tym życiu zostało?
Nie da się ukryć, że w takiej chwili mało komu przyszłoby do głowy, by myśleć o światach równoległych, czarodziejach, elfach, krasnoludach i innych tego typu bajkach. Bo okoliczności są jednak dalekie od bajkowych...

Profil redaktora Mrozie


Opublikowano: 17.09.2010 23:59