Pożądanie. Antologia opowiadań miłosnych, zmysłowych, erotycznych i dziwnych - Och, Rafał (fragment)

Profil redaktora Mrozie


Opublikowano: 02.02.2013 05:59

Jakub Żulczyk

 

—    Jestem zmęczona, muszę się położyć — mówi Anetka — ale nie chcę wracać do domu, tam jest tak pusto…

—    Możesz położyć się tutaj — mówię do niej — możesz położyć się tutaj, wszystko w porządku.

I mlaszczę znowu, nie mogę nad sobą zapanować.

—    Na pewno nie będzie problemu? — pyta. I dodaje — bardzo się boję.

Nie pytam, czego się boi, i tak zaraz mi to powie. Boże, te cyce. Mówi, że się boi, i ściąga ramiona do siebie i je ściska, tak że zaraz one pękną, trzasną, wybuchną, i tryśnie z nich to, co jest w środku, mleko, miód, płynna czekolada, to zaraz wszystko pęknie i zaleje mnie, udusi.

—    Boję się, że to tak poszło, rozumie pan, to znaczy, rozumiesz, Rafał, na raty — mówi — że najpierw zabrali jedną połowę, a potem zabiorą nas.

Kucam przy niej i biorę jej dłoń w swoją. Tę piękną, drobną dłoń z różowiutkimi jak dupcia świniaczka tipsami. Tyle razy wyobrażałem sobie tę dłoń na moim kutasie. Mój Boże, tyle razy.

—    Nie, Anetko — mówię jej — na pewno tak nie będzie.

—    Obiecuje mi pan? — pyta.

—    Obiecuję — kiwam głową — Obiecuję.

Te cyce są dziesięć centymetrów od mojego nosa. Dziesięć centymetrów. No, może dwadzieścia. Boże przenajświętszy, przecież ja zaraz zładuję się w spodnie, po raz pierwszy od czternastego roku życia.

—    Więc gdzie mogę się położyć? — pyta, i zaczyna to robić. Przysięgam, że zaczyna to robić. Sama. Zakłada trochę nogę na nogę, tak trochę, wystawia do mnie udo. Rozkłada ręce. Patrzy na mnie. Już nie płacze. Trochę ściekł jej makijaż, ale tylko trochę. Przysięgam, że zaczyna to robić. Zaczyna mi to proponować. Możecie mi wierzyć albo nie, ale ona właśnie to robi. Jej usta jeszcze tego nie powiedziały, ale jej ciało, jej ręce, jej nogi mówią „Połóżmy się razem. Zróbmy to. Jakby nie patrzeć, ze świata zniknęły trzy miliardy ludzi, w tym moi rodzice. Potrzebuję pomocy, proszę. Potrzebuję, aby ktoś mnie przytulił. Przytul mnie, Rafał”.

—    Tutaj? — pokazuje palcem kanapę.

Nie, są lepsze miejsca w tym domu, uwierz mi. Jest bardzo wygodne łóżko w sypialni, na piętrze. Znakomity materac, wydałem na niego kupę forsy i przyznam, że jeszcze wtedy, parę lat temu, gdy jechałem do meblowego z Marzeną, nie wiedziałem, po jaką cholerę to robię. Marzena mówiła coś, że ona na deskach spać nie będzie. Że stać nas – czyli mnie – na to, aby dobrze się wysypiać. Jak ma, tak ma. To wspaniały, sprężynujący materac. Teraz widzę cię, Anetko, i już wiem, czemu wydałem na to łóżko dwie średnie krajowe.

Wielokrotnie, w tym łóżku, tańczyłaś mi przed oczyma. Moje ręce w powietrzu zdejmowały twój stanik. Miętosiły cycki. Wkładały ci rękę między nogi. Moja bogini. Anetka. Głaskałem ci cipkę, a ty robiłaś te wszystkie słodkie minki, takie, które znalazłem na twoim profilu na Fotka.pl, zupełnie przypadkiem. Boże, co to był za moment. Zaschło mi w gardle, momentalnie wskoczył mi stan podgorączkowy, przysięgam. To było prawie jak wtedy, gdy po raz pierwszy rozebrała się przede mną dziewczyna, miałem jakieś siedemnaście lat, na osiemnastce u kumpla, ten kumpel miał ksywę Jajo, pamiętam, i niespecjalnie go lubiłem, bo strasznie żydził kasę, a do tego miał motor Yamaha i nikomu nie dawał nim jeździć, nie pamiętam za to specjalnie tej dziewczyny, pamiętam, że miała małe cycki, pamiętam, że wypiłem przedtem pięć piw, chyba Żywiec, chyba, pamiętam, że mało z tego pamiętam i cały czas bałem się, czy w trakcie nie puszczę pawia, zresztą nieważne, to było prawie jak wtedy. Prawie, podkreślam. Zupełnie przypadkiem, szukając różnych dziewczyn do zwalenia sobie gruchy – i przestańcie mnie oceniać, bo również walicie sobie gruchę do zdjęć różnych małolatek w internecie, robiących sobie głupie zdjęcia trzymanym z góry telefonem, tak żeby było widać cycki i żeby twarz była wyględniejsza – znalazłem twój profil, Anetka, twoje zdjęcia, z psem, z kotem, z rodzicami, ale też sama ty w pokoju, w bieliźnie, robiąca usta w ciup, z pluszakami, ze zdjęciem koleżanki w ramce w kształcie serca, w objęciach jakiegoś młodego muskularnego dupka na pomoście nad jakimś jeziorem, z plakatem Brada Pitta, znalazłem te zdjęcia i nie zapomnę tego wieczoru do końca życia.

A teraz tu jesteś. A teraz chcesz tego. Serce zaraz wypadnie mi z klatki piersiowej. Chyba powinienem włączyć z powrotem telewizor, aby przestać o tym myśleć, chociaż na króciutką chwilę. Rozproszyć się czymś.

—    Coś ci jest? — pyta.

—    Nie, kanapa jest OK — odpowiadam — ale łóżko na górze jest trochę wygodniejsze. W sypialni, w sensie.

Przysięgam, że rozdwaja mi się w oczach. Wstaję i podchodzę do barku nalać sobie jeszcze kielicha. Powoli. Powoli. I coś mi się przypomina. Młody muskularny dupek.

—    Nie wiem, czy powinnam… Pan, to znaczy Rafał… to łóżko, w którym… — mówi, a jej słodki głosik i jej słodki móżdżek nie są w stanie dopowiedzieć żadnego z tych zdań do końca. Nalewam sobie łychy prawie po brzeg.

—    A twój chłopak? — odwracam się.

—    Co mój chłopak? — pyta zdziwiona.

—    Czy on… Zniknął… — pytam, i kończę zdanie potężnym łykiem.

—    A skąd wiesz, że mam chłopaka? — pyta, patrząc na mnie, jakby z szyi wyrosła mi nagle druga głowa.

—    Trudno, żeby taka dziewczyna jak ty go nie miała — mówię, i od razu chcę dodać, dziewczyna z takimi cycuszkami, dupcią, kolcami biodrowymi tylnymi górnymi.

—    Nie wiem, nie wiem… nie myślałam o nim… zerwałam z nim miesiąc temu… no właśnie, co z Sebastianem… — i znowu zaczyna ryczeć, i ściska te swoje przepiękne balony ramionami, tak że znowu są na granicy eksplozji, te dwie piękne, przepiękne, najpiękniejsze brązowe miękkie ogromne kule, i wtedy to się dzieje, nie mogę się powstrzymać, to straszne, ale właśnie, w tym momencie, na ten widok, czuję, jak po moim lewym udzie i po bokserkach rozlewa się seria ciepłych strzyknięć, raz, dwa, trzy, cztery, kurwa, robię się cały czerwony i opieram się o barek i gdy ona kończy beczeć, otwiera oczy i pyta:

—    Czy wszystko w porządku?

A mnie pozostaje tylko kiwnąć głową i powiedzieć:

—    Tak. Wszystko w porządku. Wszystko OK. Kanapa jest OK. Połóż się na kanapie.

***

Więc, Anetka jest tu dalej. Minęły trzy dni.

Telewizja cały czas mówi nam nowe rzeczy. Anetka nie ma gdzie iść. Mówi, że nie ma gdzie iść, a ja po pierwsze jej wierzę, a po drugie, nie chcę, aby gdziekolwiek szła. Czemu ma mnie zostawiać. Gdzie ma iść. Jestem przy niej, bardziej niż kiedykolwiek byłem przy kimkolwiek innym. Jestem cały jej i tylko dla niej. Ona robi mi śniadania i obiady. Prasuje, gotuje, sprząta, takie tam. Opiekuje się mną. Współczuje mi. Wydaje jej się, że strasznie cierpię, że jestem rozbity jak rozbity talerz, że Marzena zniknęła, że jej nie ma, że ci wszyscy ludzie, że wszystko legło w gruzach. Staram się, aby myślała tak dalej. Przedwczoraj, gdy jedliśmy obiad – zrobiła sznycle, smakowały jak kapeć starej baby, no ale jak dla mnie, to ona może mnie karmić karmą dla chomików – rozpłakałem się. Była przekonana oczywiście, że to z powodu Marzeny. Podeszła do mnie i mnie objęła. Gdy poczułem, jak te piękne cyce przyciskają się do mnie swoim boskim ciepłem, rozpłaszczają się o mój mostek, wybuchłem jeszcze większym płaczem. Bo płakałem jak dziecko, płakałem ze szczęścia, że ona tu jest, i płakałem z żalu, wyłem jak to zwierzę leśne we wnyki złapane, że jeszcze nie mogę, jeszcze nie mogę jej wydymać, wygrzmocić, przepraszam, kochać się z nią, kochać się z tym aniołkiem moim.

Jeżdżę do sklepu, który wciąż działa, chociaż wszyscy non stop w nim płaczą, sklepowa i dziewczyna, która została, i wszyscy mówią, że zaraz przyjadą tu rządowi i zabiorą nas w inne miejsce. Że został ogłoszony jakiś globalny stan wyjątkowy. Terefere. W dupie to mam. Z firmy Zniknęło mi dwóch magazynierów i sekretarka, ta sekretarka to jakaś idiotka kompletna, kazałem jej odkurzyć raz biuro, to mówiła, że się jej paznokcie połamią. Jak dostałem raz billingi telefonu, ile ona dzwoni z roboty, najpewniej po koleżankach i do mamusi, że jej źle ondulację położyli, to o mało co zemdlałem. Wziąłem ją na dywanik i powiedziałem, że leci jej to z pensji. Płakała, klękała przede mną. Zdjąłem jej połowę. Teraz jej nie ma. I dobrze. Jest zastój w interesie, ale mówię, wszystko wróci do normy. Trzy miliardy ludzi zniknęło, ale zostały trzy miliardy i nie ma bola, żeby z tych trzech miliardów nikt nie potrzebował dobrej, mosiężnej klamki do drzwi.

Moja matka wydzwania do mnie co drugi dzień, że się boi. Że jest bardzo przestraszona. Że musi do mnie w tym momencie przyjechać i siedzieć mi na dupie, „dopóki sytuacja się nie unormuje”. A takiego. Będziesz mi tu węszyć. Mi i Anetce. Nie ma mowy, stara ropo. Ja już się z tobą w życiu nasiedziałem. Dwadzieścia cztery lata, dopóki nie poznałem Marzenki i nie wzięliśmy kredytu na to dwupokojowe mieszkanie, co zresztą szybko poszło, bo w pewnym momencie te klamki zaczęły iść jak złoto i mogłem spokojnie postawić sobie chałupę.

Zresztą, pies im wszystkim mordę lizał.

Mi kutas po prostu wybija zęby. Anetka chodzi po mieszkaniu w samych szortach. Ostatnio w tych szortach robiła dla nas pierogi, wyszły beznadziejnie, w życiu gorszych nie jadłem, ale jak kręciła tym tyłeczkiem przy lepieniu, matko jedyna, jak dla mnie to ona mogłaby mnie żwirem i ziemią karmić, zresztą mówiłem już o tym. Nie wiem jeszcze, jak się do niej dobrać. Trochę telewizji razem oglądaliśmy, ale przestaliśmy, bo tam w kółko gadają tylko o tym Zniknięciu. Premier Izraela, prezydent USA, ten Murzyn Obama, premier Polski nie gada, bo zniknął, gada pełniący obowiązki, ten Schetyna cały się załapał, w mordę bity pastuch i złodziej, i karierowicz jeden, jak oni wszyscy, ten też na pewno nie narzeka, że to całe Zniknięcie miało miejsce. Więc oglądamy filmy, mam tego trochę na DVD, i z gazet, i kupione, głównie komedie romantyczne, Anetka lubi też ten serial „Seks w wielkim mieście”, to trochę oglądamy, ale ja nie mogę tego oglądać, co za bzdura, to niby jest serial o życiu, cztery stare i zaschłe ropy jedną nogą w trumnie, mumie jebane, a sami najlepsi modele je posuwają – ludzie, kto wymyśla takie bzdury, ja się pytam?

Najgorsze jest to, że nie mogę się do niej dobrać. Coś tam już szemram, ale ona cały czas się odsuwa. Bardziej sobie wkręciła, że jestem dla niej jak jakiś wujek. Cały czas muszę ją poprawiać, żeby nie mówiła do mnie „proszę pana”. Czasem tu ją trochę obejmę, tu rączkę położę na ramionku, jak oglądamy ten telewizor, trochę na kolanku, ale ona się od razu odsuwa, a ja nie mogę być taki natarczywy, bo zaraz mi tu umknie, zwieje gdzieś, no ale nie mogę, muszę to w końcu zrobić. Mówię jej, że jest piękna. Że włosy ma piękne, i wszystko ma piękne, ciało, nogi, wszystko ma takie wspaniałe, ale ona wcale nie słucha. Mówi, że jest gruba jak bela, że musi schudnąć piętnaście kilo i że już blada się robi, dzwoniła, aby sprawdzić, czy solarium otwarte, ale nikt nie odebrał. I że odrosty jej się robią już, że musi iść do fryzjera. Powiedziałem, że ją zabiorę niedługo. Za parę dni. Jak wszystko wróci do normy. Ja tam nie wiem. Dla mnie to ona może być nawet zielona. Wczoraj nie wytrzymałem i podejrzałem ją, jak się przebiera. Po raz pierwszy, z tyłu, zobaczyłem ją na golasa. Boże jedyny. Myślałem, że się na nią rzucę, chwycę za włosy, zacznę ściskać, macać, łapać, ślinić to wszystko, lizać, całować, ściskać, myślałem, że ją zjem, ale tak kucałem i patrzyłem przez szparę w drzwiach, jak stoi na golasa i zastanawia się, który swój łach założyć, nie wiadomo na jaką okazję, bo przecież siedzimy tylko razem w domu i najlepiej by było, gdyby się po prostu rozebrała, i patrzyłem, i gryzłem się w dłoń, z całej siły, aż krew mi poszła.

Nawet nie wiecie, co to za tortury. Nie macie zielonego pojęcia.