Fallout: New Vegas: recenzja DLC Dead Money

Wydany pod koniec 2010 roku Fallout: New Vegas bez cienia wątpliwości należy do najlepszych cRPG, jakie kiedykolwiek powstały. Charakteryzuje się dużym, otwartym światem pełnym intrygujących miejsc i postaci, a także zaletą spotykaną równie „często” co cnotliwa modelka, a mianowicie nieliniowością. W grudniu 2010 roku Obsidian wydało pierwsze DLC do tej świetnej produkcji – Dead Money. Dodatek był dostępny jedynie dla posiadaczy konsoli Xbox 360. Na szczęście, w lutym 2011 DLC zostało udostępnione także użytkownikom PS 3 i PC.

Fabuła dodatku opowiada o legendarnym, przedwojennym kasynie o nazwie Sierra Madre. Przed wojną miejsce to miało być nowoczesnym i luksusowym siedliskiem bogaczy, aktorów i innych, szeroko rozumianych wyżyn społecznych. Niestety, te ambitne plany zostały pokrzyżowane przez wojnę atomową i kasyno nigdy nie zostało otwarte. Dziś pustkowia Mojave aż kipią od legend na temat bogactw i przedwojennej technologii, znajdujących się podobno gdzieś w jego zapomnianych korytarzach. Jedynym problemem jest fakt, że nikt nie wie, gdzie znajduje się Sierra Madre. Aż do dziś. Po zainstalowaniu DLC twój pip-boy odbiera sygnał-wiadomość o zbliżającej się ceremonii otwarcia. Wiedziony ciekawością i chęcią zysku podążasz za sygnałem emitowanym przez nadawcę... Co tam spotkasz i jak wygląda kasyno oraz jego skarby? Cóż, tego będziesz musiał się dowiedzieć sam, powiem tylko tyle, że istotną rolę w całej historii odegra niejaki Elijah, zaginiony Starszy Bractwa Stali, którego imię kilkakrotnie przewinęło się w „podstawce” w kontekście walki BoS z Republiką Nowej Kalifornii o HELIOS 1.

Jako się rzekło, miejscem akcji dodatku jest kasyno Sierra Madre i jego okolice. Lokacje są przesiąknięte mrocznym, pełnym napięcia klimatem oraz śmiertelnie groźne. Moim zdaniem Dead Money to najtrudniejszy etap całego Fallouta. Nie przypominam sobie innego miejsca, które do tego stopnia angażowałoby uwagę gracza. Otoczenie jest pełne różnorodnych, śmiercionośnych pułapek oraz wypełnione toksycznymi oparami Red Cloud. Każdy nieostrożny krok może się skończyć rychłym i bolesnym zgonem. Dodatkowo, twórcy wystawiają przeciw tobie nowych adwersarzy, którzy wymuszają zmianę dotychczasowych nawyków. Jeśli tego byłoby mało, cały czas będziesz cierpieć na niedobór medykamentów i amunicji. Nie jest przesadą stwierdzenie, że szczególnie w pierwszej połowie rozszerzenia, będziesz zmuszany do szanowania każdego pocisku i stimpaka jaki wpadnie ci w ręce. Za dowód niech posłuży fakt, że kiedy na jednej z półek znalazłem cztery pełne magazynki Micro Fussion Cells, nie wierzyłem własnym oczom, a znalezisko zakrawało mi niemal na rozpustę.

Kolejną dużą zaletą DLC są nowi towarzysze, w liczbie 3 (a może raczej powinienem liczyć 4?). Tak pokręconej bandy indywiduów nie było w Falloucie chyba nigdy (no, może z wyjątkiem Lilly i „Kości dziadunia” Sulika). Nie chcę zdradzać zbyt wiele, by nie psuć zabawy, rzeknę więc tylko tyle, że jestem pewien, że zapamiętasz ich na długo.

Przejdźmy teraz do tego, co Dead Money oferuje ci, drogi graczu, pod względem czysto „technicznym”. Obsydian postanowił podnieść maksymalny poziom postaci z 30 do 35, dorzucając dodatkowo kilka nowych (raczej nieciekawych) perków. Jak to zwykle bywa w przypadku DLC, rozszerzono także zbrojownie o niewielką liczbę nowych pancerzy i broni. Grafika, rzecz jasna, pozostała niezmieniona i wyraźnie trąci już myszką. Jeśli mowa o dźwięku, to stoi on, jak zawsze, na przyzwoitym poziomie (angielski dubbing jest bardzo dobry, głosy są odpowiednio dobrane, a aktorzy właściwie do sytuacji dawkują emocje).

Jakim DLC jest w takim razie Dead Money? Z całą pewnością bardzo dobrym, wyposażonym w niezła fabułę, (rzecz jasna z możliwościami wyboru) świetnych towarzyszy i wysoki poziom trudności. Nie jest jednak pozbawiony wad. Lokacje potrafią przysporzyć problemu z nawigowaniem (korytarze są do siebie podobne), a minimapa jest kompletnie nieczytelna. Mimo to, uważam że Dead Money jest warte swojej ceny i powinno znaleźć się na dysku każdego fana Fallouta.


Profil redaktora Murky


Opublikowano: 20.05.2011 06:59