Fallout: New Vegas - recenzja DLC Honest Hearts

17 maja 2011 roku był ważną datą dla większości fanów uniwersum Fallouta. Tego dnia bowiem swą światową premierę miało drugie DLC do New Vegas – Honest Hearts. Jak zatem sprawdza się w boju młodszy brat świetnego Dead Money? W niniejszej recenzji postaram się przybliżyć tę kwestię i odpowiedzieć na pytanie, czy rozszerzenie jest warte wydania nań 800 MP lub 10 USD.

Po zainstalowaniu dodatku odbierzesz sygnał radiowy, mówiący o tym, że kompania handlowa Happy Trails Caravan Company poszukuje dysponujących pip-boyem osób gotowych podjąć pracę przy eskortowaniu handlarzy w drodze do niezbadanych terenów Parku Narodowego Zion. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, to co z początku brzmiało jak prosta, interesująca i dobrze płatna praca, okazało się być jedną, wielką porażką. Tuż po przybyciu na miejsce, twoja karawana zostaje zaatakowana przez wyglądających niczym Indianie napastników, i wybita do nogi. No, za wyjątkiem ciebie oczywiście (faktu, że bohaterowie gier zawsze przeżywają w tego typu sytuacjach, nie jestem w stanie wyjaśnić, owszem, twoja postać przeżyła wiele, ma pancerz wspomagany, Wielką Plazmową Spluwę i doświadczenie w walce, ale to nie chroni raczej przed zdradziecką kulą posłaną w tył głowy przez dobrze ukrytego strzelca). Na domiar złego tunel, którym przybyłeś, został zawalony tuż za twymi plecami, powrót jest więc niemożliwy. Co działo się dalej i jak odnaleźć drogę z powrotem do „gościnnych” pustkowi Mojave? Tego musisz się już dowiedzieć sam. Na zachętę wspomnę tylko o tym, że Obsidian postanowił przybliżyć nieco sylwetkę Joshuy Grahama, byłego dowódcy Legionu, który po przegranej w pierwszej bitwie o Hoovers Dam, został skazany przez Cezara na podpalenie i zrzucenie z klifu, ku przestrodze dla innych, mogących w przyszłości przynieść Legionowi podobną hańbę. Od tamtego czasu po pustkowiach krążyły plotki, że Joshua jakimś cudem przetrwał wymierzoną mu karę i poszukuje zemsty na swym kacie, jako tajemniczy Burned Man...

Mimo niezłego początku, fabuła dodatku raczej rozczarowuje. Pozbawiona jest intrygujących zwrotów akcji, a co gorsza, rzadko daje ci możliwość dokonywanie wyborów moralnych! Pochwalić muszę natomiast poboczny wątek niejakiego Father In the Caves, którego poruszające notatki znajdować będziesz w porzuconych terminalach na terenie całego Zion (dodam tylko, że jeśli coś zdolne było poruszyć takiego gruboskórnego nosorożca jak ja, musi być naprawdę dobre).

Jak wspomniałem, miejscem akcji Honest Hearts jest Park Narodowy Zion, a dokładnie okolice kanionu weń położonego. Miejsce to jest dość rozległe i wzorem podstawowego New Vegas od samego początku dostępne do swobodnej eksploracji (w przeciwieństwie do dość klaustrofobicznego Dead Money). Na potrzeby DLC Obsidian stworzył nowy, nietypowy dla Fallouta krajobraz. Teren Parku Narodowego składa się bowiem z pięknych (jak na graficzne standardy podstawki) gór skalistych poprzecinanych licznymi, wypełnionymi czystą wodą, rzekami i strumieniami. Ku mojemu zdziwieniu, mimo wieku silnika na którym działa, gra potrafi jeszcze zaoferować interesujące, ładne pejzaże. Okolica jest zamieszkana przez wojujące ze sobą, wzorowane na Indianach, plemiona dzikusów. Obsidian w bardzo ciekawy sposób przestawił różnice kulturowe pomiędzy tobą, przedstawicielem „cywilizowanych” pustkowi Mojave, a lokalnymi mieszkańcami. Za przykład niech posłuży zasłyszane przeze mnie pytanie „po co właściwie targasz ze sobą te wszystkie kapsle? Brzęczą jak opętane”. Kolejną ciekawostką związaną z lokalnym folklorem jest fakt, że tubylcy praktycznie nie używają stimpaków, lecząc się przy pomocy ziół i wywarów. Piszę o tym dlatego, że to samo będzie dotyczyć także ciebie, jeśli zbyt szybko zużyjesz swe zapasy.

Czas na sprawy techniczne. Rozszerzenie (podobnie jak Dead Money) oferuje nam około 6-7 godzin gry, co zważywszy na jego cenę i aktualne trendy w branży, jest wynikiem bardzo dobrym. Jak zwykle, twórcy postanowili dodać garść nowych pancerzy, broni i perków. Po raz kolejny podniesiono także maksymalny poziom postaci o kolejne 5 poziomów (oznacza to tyle, że jeśli dysponujesz pierwszym DLC, możesz awansować na 40. poziom, jeśli nie, na 35.). Jeśli chodzi o poziom trudności Honest Hearts, plasuje się on tuż obok standardowego New Vegas i niewiele pozostało (w moim odczuciu niestety) z hardcore'owego charakteru Dead Money.

Jakim DLC jest Honest Hearts? Niestety nierównym. W opozycji do interesującej nowej lokacji jaką jest Park Narodowy Zion, ciekawie przedstawionego, odmiennego od naszego, podejścia do życia jego mieszkańców, oraz świetnego wątku Father In The Caves, stoi przeciętna fabuła, mało interesujący towarzysze (3 nowych, a najciekawszy z nich przyłącza się tylko na kilka ostatnich minut gry) oraz drobna, acz dokuczliwa rzecz, a mianowicie fakt, że twórcy postanowili wprowadzić limit 75 lbs obciążenia jakie może dźwigać twoja postać, by móc rozpocząć przygodę z Honest Hearts (można to obejść, przy odpowiednio wysokim poziomie skilla Surivalist). Wynika to zapewne z faktu, że Obsidian starał się zmusić cię do pozostawienia twojego wychuchanego sprzętu i polegania na tym, co oferują miejscowe zapasy, nie po to jednak zbierałeś sprzęt, by teraz pozbawiać cię go (tylko na czas DLC) takim tanim trikiem. Oczywiście, Dead Money także pozbawiało ekwipunku, ale robiło to znacznie bardziej naturalnie. Czy warto zatem wydać 800 MP/10 USD na najnowsze DLC? Jeśli jesteś wielkim fanem Fallouta, to oczywiście tak, jeśli natomiast podchodziłeś do New Vegas z większym dystansem, możesz sobie je spokojnie darować, bowiem jestem pewien, że nie jest ono w stanie zmienić twego podejścia do gry nawet w najmniejszym stopniu.


Profil redaktora Murky


Opublikowano: 26.05.2011 06:59