Serca z kamienia - recenzja dodatku do Wiedźmina 3

Końcówka tego roku będzie niemożliwie nudna. Owszem, pojawi się jeszcze między innymi Fallout 4, ale bądźmy szczerzy – nikt nie zabierze już Wiedźminowi tytułu gry roku. Fakt, miał pewne skazy (wystarczy wspomnieć choćby średniawy system walki), ale ta fabuła! Mając w pamięci absolutnie genialny wątek Czerwonego Barona, nie wierzyłem, że da się wymyśleć coś jeszcze lepszego – zwłaszcza w „prostym” DLC. Jakże miło być w błędzie!

Gry PC - Galeria - Wiedźmin 3: Serca z kamienia - Screeny

Na początek warto wiedzieć, że dodatek zaprojektowano dla postaci na minimum 30 poziomie doświadczenia i nie jest to wartość zawyżona – niektóre etapy faktycznie potrafią dać w kość. Na szczęście dla tych, którzy z jakiegoś powodu utracili save’a, autorzy przygotowali możliwość pójścia na skróty i rozpoczęcia zabawy odpowiednio wyekwipowanym i rozwiniętym bohaterem.

Nie chcę pozbawiać was niewątpliwej przyjemności samodzielnego poznawania historii Serc z kamienia, więc ograniczę się jedynie do ogólników. Historia zaczyna się leniwie – oto bowiem Geralt podejmuje się zwyczajnego zlecenia na ukatrupienie pewnego maszkarona z oxenfurckich kanałów. Rzecz w tym, że zleceniodawca – wzorowany na kozackich atamanach Olgierd von Everec - nie jest z wiedźminem do końca szczery. Paktując w przeszłości z pewnym szemranym osobnikiem, wplątał się w niezłe bagno, którego dno siłą rzeczy zwiedzi również Gwynbleidd.

Gry PC - Galeria - Wiedźmin 3: Serca z kamienia - Screeny
 

Eh! Jakże chciałbym wam opowiedzieć więcej, ale byłaby to zbrodnia porównywalna chyba tylko z naszczaniem do zoltanowego kufla. Dość rzec, że będzie i straszno i śmieszno, a już z całą pewnością diabelnie interesująco. Cieszą również osobowości bohaterów niezależnych. Wspomniany Olgierd ma tyle charakteru, że mógłby nim obdzielić połowę swych odpowiedników z konkurencyjnych gier, a i tak z powodzeniem by nad nimi górował. Pod względem fabularnym Serca z kamienia rządzą, a mnie nie pozostaje nic innego ponad bicie Redom zasłużonych oklasków.

No, ale dość tej wazeliny, bo to nie dzień otwarty w Passiflorze. Co nowego poza opowieścią, zapytacie? No właśnie niewiele. Na dobrą sprawę warto wspomnieć tylko o nowym rzemieślniku, pochodzącym z orientalnego Ofiru zaklinaczu (tym razem żaden geniusz nie zarzuci już chyba grze rasizmu – patrz sprawa recenzji Polygona…). Za odpowiednią (słoną!) opłatą można ulepszyć jego namiot, a tym samym zyskać dostęp do coraz potężniejszych ulepszeń dla broni i pancerza. Wzmiankowany jegomość zajmuje się bowiem łączeniem run w potężne słowa runiczne (Diablo się kłania). Odpowiednie kombinacje pozwolą na przykład na stałe zachować bonus z kamieni szlifierskich bądź sprawić, że pancerz ciężki zachowa swe wysokie statystyki, ale jednocześnie pod każdym innym względem będzie traktowany jak lekki.

Gry PC - Galeria - Wiedźmin 3: Serca z kamienia - Screeny

Twórcy uczciwie informują, że gra wyrwie wam z życiorysu tylko (?) nieco ponad 10 godzin. Widać to niestety w zadaniach pobocznych, a właściwie ich niedoborze. To raptem kilka nowych znaków zapytania na mapie i garść prostych jak chłopska logika zadanek (bo nie zadań), z których zresztą jedno było w moim przypadku zabugowane i nijak nie dało się go ukończyć – jedna z postaci najzwyczajniej w świecie gdzieś bezpowrotnie zniknęła.  No to może chociaż gwint? Nic z tego, dodano raptem kilka nowych kart i 2-3 okazje do ich użycia. Ekwipunek? Tu akurat jest trochę lepiej. Oprócz sprzętu inspirowanego kulturą Ofiru, trafi się również okazja do skompletowania rynsztunku wiedźmińskiej szkoły żmii, tej samej, do której należał Letho.

Mimo pomniejszych niedoróbek Serca z kamienia to rewelacyjny dodatek. Fabularnie nie ustępuje podstawce na krok (a miejscami nawet ją przewyższa) i jest zakupem absolutnie obowiązkowym dla każdego fana Geralta i spółki. Wszyscy, którzy narzekali do tej pory na badziewiaste rozszerzenia pokroju większości singlowych przygód do Dragon Age: Inkwizycji, mogą przestać się obawiać i spokojnie złożyć zamówienie. Warto!


Murky


Opublikowano: