Styx: Shards of Darkness - Recenzja

Profil redaktora Murky


Opublikowano: 19.03.2017 13:25

Gry studia Cyanide zawsze budziły we mnie mieszane uczucia. W większości stały za nimi świetne pomysły, ale tego samego nie można było niestety powiedzieć o ich realizacji. Pomijając nawet pierwszego Styxa, wystarczy wspomnieć o RPG-u z uniwersum Gry o Tron. Z pozoru to przecież idealne połączenie: jaki inny gatunek pasowałby do realiów Westeros lepiej? Niestety choć gra okazała się mieć ponadprzeciętną fabułę, rozgrywka ledwie zasługiwała na miano znośnej. Tymczasem Shards of Darkness to naprawdę solidny tytuł.

Typowe przygody nietypowego bohatera

Po wydarzeniach z jedynki Styx nie zamierza przechodzić na złodziejską emeryturę. Tym razem po raz pierwszy spotykamy go, gdy na zlecenie pewnego mężczyzny przywłaszcza sobie kosztowności mające posłużyć za wynagrodzenie dla żołdaków. Po kilkunastu minutach rozgrzewki pieniądze tkwią bezpiecznie w goblińskiej kieszeni, a ich nowy właściciel udaje się na spotkanie ze swym pracodawcą. Niebawem okazuje się, że cała akcja była podpuchą, a na miejscu na Styxa czekają zbiry z M.A.S.A.G.R.Y. – elitarnej grupy zajmującej się tępieniem zielonoskórych. O dziwo tym razem nie dochodzi do rozlewu krwi, bowiem ich przywódczyni proponuje bohaterowi intratną robotę. By zdobyć nieprzebrany zapas żywicy musi zdobyć dla niej cenne berło. Niby nic nowego, ale sęk w tym, że cacko spoczywa sobie w cieplutkim wnętrzu latającego okrętu, a to dopiero początek intrygi.

Gry PC - Pod lupą - Styx: Shards of Darkness - Recenzja - Krajobraz znad zatoki

Dość letniej intrygi, powiedzmy sobie szczerze. O fabule można powiedzieć tylko tyle, że jest i nie przeszkadza w zabawie. Obserwowanie przewijających się przez ekran wydarzeń nie grozi bólem zębów, ale z drugiej strony nie ma tu również nic, co zapamiętalibyście na dłużej. Szkoda tylko, że zakończenie jest absolutnie fatalne, a tzw. „cliffhanger” zakrawa o pomstę do nieba. Nie po to towarzyszyłem bohaterowi przez kilkanaście godzin, by nie dowiedzieć się, jak się to wszystko skończyło. Czuję w powietrzu DLC. Nieładna zagrywka.

Na wyróżnienie zasługuje za to kreacja Styxa. Pomijając satysfakcję wynikającą z ponownej zamiany zwyczajowego dla naszej branży dwumetrowego kloca z kilkudniowym zarostem na zielonoskórego pokurcza, nie sposób przejść obojętnie obok jego charakteru. „Heros” jest wredny jak archetypiczna teściowa i równie często co sztylet, wbija wrogom (i nie tylko) mniej lub bardziej zabawne szpile. Dostaje się między innymi asasynom z gier Ubisoftu, Corvo Attano z Dishonored, Garretowi z Thiefa i samemu graczowi, o ile nieopatrznie dopuści do zgonu bohatera. Nie są to może żarty najwyższych lotów i często trafiają się pośród nich straszliwe suchary, ale zawsze to miła odmiana po tradycyjnych smętach, tym bardziej, że w mojej opinii nie przekroczono granicy dobrego smaku i dowcipasy nie sypią się z przesadną częstotliwością, więc można je najzwyczajniej w świecie zignorować.

Gry PC - Pod lupą - Styx: Shards of Darkness - Recenzja - Atak zza skrzyni

Zachowawcza rewolucja

Pod względem rozgrywki nie wprowadzono znaczących zmian, choć w każdym elemencie czuć wyraźną poprawę jakościową. Tradycyjnie Styx unika otwartej walki, stawiając na spryt i skrytobójstwo. Cyanide nie wychyla się poza sprawdzone patenty, ale realizuje je na bardzo wysokim, satysfakcjonującym poziomie. Miłośnicy skradanek doskonale wiedzą, czego się spodziewać: obserwowanie patroli, krycie się w szafach i kufrach, ukrywanie zwłok i przekradanie się po dachach lub wąskich zaułkach to tutaj chleb powszedni. Obok standardowego zestawu środków bohater dysponuje również mocami nadnaturanymi: niewidzialnością i klonem. Ta pierwsza mówi sama za siebie, drugi posłuży natomiast do wielu różnych celów, od zwyczajnego przesuwania dźwigni, po pełnienie roli samobieżnej bomby dymnej. Tak czy inaczej przez większość czasu goblin musi polegać na sztylecie, bowiem „zaklęcia” wymagają uszczuplenia zapasu żywicy – tutejszego odpowiednika many – a jej uzupełnienie wymaga wypicia specjalnych, nie zawsze dostępnych mikstur.

Największą siłą gry są świetnie zaprojektowane, zróżnicowane mapy. Choć w żadnym razie nie można tu mówić o poziomie rodem z absolutnie rewelacyjnej Mechanicznej Rezydencji z Dishonored 2, to wspomniany latający okręt czy wykute w skale miasto mrocznych elfów zdecydowanie mają swój urok, a co ważniejsze oferują masę różnych dróg, którymi można się przedostać do celu. Szkoda tylko, że niektóre są wykorzystywane więcej niż raz – bohaterowi zdarza się bowiem wracać na raz odwiedzone śmieci w późniejszych etapach kampanii. Nie jest to na szczęście nagminne, ale pozostawia pewien niesmak.

Gry PC - Pod lupą - Styx: Shards of Darkness - Recenzja - Powietrzny okręt

W trakcie przygody bohater ma do zrealizowania ciekawe, urozmaicone zadania: od wykradania przedmiotów, poprzez mordowanie kluczowych celów, przechodzenie rytualnych prób mrocznych elfów aż po walki z bossami (które akurat autorzy mogli sobie darować, bo nieco kłócą się z cichociemną konwencją). Obok celów wynikających z głównego wątku fabularnego niemal zawsze dostępne są zadania dodatkowe, zwykle – choć nie zawsze! - wiążące się z różnego rodzaju zbieractwem. Ambitni mogą się również zdecydować na pogoń za medalami przyznawanymi za czas realizacji zadania, unikanie zabójstw, pozostawanie niewykrytym lub kradzież odpowiedniej ilości dóbr. Starania nie pozostają nienagrodzone, bowiem każdy z medali wiąże się z cennym zastrzykiem punktów umiejętności.

Uniwersytet Potworny

Pomiędzy misjami bohater korzysta z licznych kryjówek, w których może spokojnie zająć się rozwojem umiejętności i ekwipunku (czasem można tego dokonać również „w terenie”, ale nie jest to regułą). Po pierwsze może spożytkować zebrane po drodze szpargały, by za pośrednictwem prostego sytemu craftingu zamienić je w znacznie bardziej użyteczne gadżety: mikstury lecznicze, strzałki do rzucania, buteleczki kwasu i tak dalej. Uczciwie mówiąc nie ma się specjalnie nad czym rozwodzić - ot, ciekawostka.

Gry PC - Pod lupą - Styx: Shards of Darkness - Recenzja - Drzewko umiejętności

Znacznie ciekawsze jest rozwijanie zdolności samego bohatera. Za omawiane wcześniej punkty umiejętności Styx może wykupić różnorodne talenty, rozbite na pięć kategorii: mord, percepcja, skradanie, alchemia i klon. Pierwsza skupia się na skuteczniejszej eliminacji przeciwników i pozwala m.in. na zabijanie ich bezpośrednio z różnego typu schowków, np. szaf. Percepcja zwiększa przydatność tutejszego ekwiwalentu wiedźmińskiego zmysłu, ukazującego aktywne przedmioty i pobliskich wrogów. Skradanie i klon są w dużej mierze powiązane z umiejętnościami magicznymi, a alchemia pozwala wejść w posiadanie potężniejszych przedmiotów, na przykład sztyletu, który z każdym zabójstwem regeneruje zapas żywicy. Co ciekawe część talentów oprócz profitów niesie ze sobą również pewne kary. Przykładowo za możliwość tworzenia gadżetów w dowolnym miejscu trzeba zapłacić większym hałasem generowanym podczas przemieszczania. Te wszystkie pipety, buteleczki i opiłki żelaza muszą przecież gruchotać, prawda?

Dwa gobliny w cenie jednego

W dowolnym momencie kampanii do zabawy może dołączyć drugi gracz, który wcieli się w klona Styxa. Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że przygoda staje się przez to banalna. Za kompana trzeba bowiem słono zapłacić. Nie dość, że liczba punktów zdrowia spada o połowę, a gobliny tracą możliwość parowania i giną od pierwszego ciosu, to jeszcze muszą pożegnać się z zapisywaniem postępu w dowolnym momencie, co oznacza, że w przypadku błędu będą musiały powtarzać spory fragment etapu.

Gry PC - Pod lupą - Styx: Shards of Darkness - Recenzja - Boss?

Styx: Shards of Darkness to solidna, kompetentna skradanka. Nie próbuję przez to powiedzieć, że mamy tu do czynienia z dziełem wybitnym - oczywiście że nie (choćby ze względu na letnią fabułę, brak innowacji i szereg pomniejszych bugów, do których zaliczają się m.in. „tańczące” zwłoki, problemy z chwytaniem się niektórych krawędzi czy wreszcie okazjonalne szaleństwa AI), ale zdecydowanie warto dać jej szansę. No, Cyanide, żarty się skończyły. Skoro potraficie jednak robić naprawdę porządne gry, to moje wymagania odnośnie Werewolf: The Apocalypse właśnie znacząco wzrosły. Radzę się postarać, bo inaczej Styx może niebawem znaleźć u mnie zatrudnienie...