Uniwersum Metro 2033. Paryż: Lewy Brzeg - Pierre Bordage - Recenzja

Kilka lat temu nieustanny napływ kolejnych książek z Uniwersum Metro 2033 sprawił, że przedawkowałem post-apokalipsę i miałem jej po dziurki w nosie. Dwie duże półki powieści o niemal identycznych założeniach i bohaterach szczerzyły się do mnie przy każdej wizycie w domowej biblioteczce, przypominając o tym, że więcej wcale nie musi znaczyć lepiej. Moje odczucia najwyraźniej nie były kwestią jednostkową. Insignis dało nam bowiem nieco odetchnąć od ciemnych tuneli i zmutowanych psów, mając nadzieję, że niegdysiejsza moda powróci. Na szpicy „nowej fali” post-apo postawiono dzieło Pierre’a Bordage’a.

Nie zaskoczę chyba nikogo nadmiernie, jeśli rzeknę, że założenia powieści są dość standardowe. Bieda, mutanty, fanatycy religijni, wyzysk, złodziejstwo i sutenerstwo. Tym razem dla odmiany w Paryżu. Cóż, zamiast biadolić nad tym, że kolejny autor wlazł w gotowe koleiny, zadajmy sobie lepiej pytanie, czy książka sprawdza się przynajmniej dobrze w ramach przyjętych założeń. Zakładam bowiem, że wciąż są ludzie, którym brak oryginalności nie wadzi i chcą po prostu więcej tego samego. Nie oceniam – co tam kogo kręci.

Protagonistką Lewego Brzegu została niejaka Madonna. Jej postać ma zapewne wzbudzać luźne skojarzenia z Joanną d’Arc, tyle że żadna z niej dziewica, a już tym bardziej orleańska. Sam zamysł na wyprawę po świecie i zjednoczenie ludu pod własnym sztandarem wydaje się wszakże znajomy. Jako że Anglicy pozostają chwilowo poza zasięgiem, na cel swej krucjaty wzięła Kościół Wyłonienia, czyli dyżurnych obłąkańców wierzących w świętą moc promieniowania. Odrzucając na bok zbędne złośliwości – jak widać powieść złożono z dość zużytych klocków. Autor nie próbował osadzać w roli głównej mutanta, zaskakująco sympatycznego skinheada, czy straszyć czytelnika rojem przerośniętych mrówek, jak to niekiedy bywało u „Uniwersowej” konkurencji. Sięgając po powieść musicie być na tę wtórność gotowi. Czy Lewy Brzeg czyta się przez to źle? Niekoniecznie, rzekłbym, że to średnia półka jak na tutejsze warunki. Bywały całkiem udane sceny, przy których puls nieco mi przyspieszał, ale żadna z postaci nie wzbudziła we mnie większych emocji, ponieważ wydawały się nieco płaskie i jednowymiarowe. Brakowało tu kogoś na miarę Ubera z Pitera, któremu w jednych scenach chciałoby się nakłaść po pysku, w innych z kolei przybić mu piątkę.

 

Lewy Brzeg jest też trochę na bakier z logiką. W Uniwersum Metro 2033 założono, że od wojny atomowej, która przegoniła ludzkość pod ziemię, minęło jakieś 20 lat. Jakby nie patrzył to co najwyżej jedno pokolenie. Osoby pamiętające życie na powierzchni były normą, stąd zresztą wzięli się przecież stalkerzy, wiedzący gdzie i czego szukać. W Paryżu od nuklearnej pożogi upłynęły najwyraźniej całe pokolenia. Dawne życie obrosło legendami, a tutejsi mędrcy nie są już nawet pewni, czy nasz gatunek faktycznie tam dawniej bytował, czy też tkwi w tunelach od zarania dziejów. Nikt nie potrafi stwierdzić, do czego służyły samochody, smartfony i wiele innych przedmiotów. Mimo najszczerszych chęci nie kojarzę fragmentu, w którym autor tłumaczyłby tę przypadłość, ale niechże mu już będzie, powiedzmy, że to kupuję. Jakim cudem zatem wciąż działają strzępy „przedwiecznej” technologii: niezakonserwowana broń, latarki i tak dalej? Dlaczego w takiej wilgoci przetrwały papierowe bilety do metra, służące za walutę?

Ktoś rzeknie, że przykładanie zbyt dużej uwagi do fantastyki nie ma w tym kontekście sensu, bo szukając dziury w całym, zawsze się takową znajdzie. To co napisałem powyżej, brzmi z kolei jak czepialstwo równe stwierdzeniu, że „smoki nie mogłyby latać, ponieważ byłyby za ciężkie”. No dobrze, może i racja. Ów argument przestaje jednak obowiązywać w momentach, gdy bohaterowie zachowują się po prostu głupio i nieracjonalnie. Kto normalny powierzyłby dowództwo nad grupą doborowych żołnierzy przybyłemu znikąd dzieciakowi i posłał go do ataku na jedną z najpotężniejszych osób w okolicy? Dobrze radzę: nie myślcie za wiele, czytając, bo szlag trafi całą przyjemność. Potraktujcie Lewy Brzeg jak niezbyt mądry serial, taki który ogląda się po robocie dla relaksu, nie próbując rozkładać go na czynniki pierwsze. Wówczas istnieje szansa, że wam się spodoba, choć nie liczyłbym na literackie rozkosze. Jak rzekłem - w warunkach „Uniwersum” dzieło Bordage’a plasuje się mniej więcej po środku stawki. Wierny fan gatunku będzie bawić się całkiem nieźle, reszta może sobie z czystym sumieniem darować.


Murky


Opublikowano:


Komentarze

Ostrzeżenie

Komentowanie jest zarezerwowane dla zarejestrowanych użytkowników. Zaloguj się poniżej lub zarejestruj - za darmo i w mniej niż 5 minut!

Zaloguj się

Nie zalecane na współdzielonych komputerach

Szybsze logowanie

Możesz również zalogować się poprzez jeden z poniższych serwisów.