Wilcze dziedzictwo. Przeznaczona - Magda Parus - Recenzja

Rok po swoim książkowym debiucie Magda Parus uraczyła nas kontynuacją historii o wilkołakach i łowcach, wydając drugi tom trylogii „Wilcze Dziedzictwo” o podtytule „Przeznaczona”. Pierwsza część sagi, choć nie była lekturą porywającą, posiadała pewien potencjał, który pozwalał patrzeć w przyszłość z optymizmem i nadzieją, że pisarka już niedługo w pełni rozwinie skrzydła. Czy miało to nastąpić już teraz?

„Przeznaczona” opowiada o wydarzeniach mających miejsce kilkanaście miesięcy po akcji „Cieni przeszłości”. Colin, po tym jak Udo uprowadził jego siostrę, postanawia zrealizować swój plan i odnaleźć ją, poczynając od Europy. Na Starym Kontynencie poznaje miejscowych łowców, którzy załatwiają mu fałszywe dokumenty, po czym pod przykrywką rozpoczyna śledztwo, mające go doprowadzić nie tylko do Emily, ale także do ogromnego spisku wilkołaczej organizacji. Co więcej, Colin dość szybko się zakochuje, i to ze wzajemnością, co zaczyna dość mocno komplikować sprawy...

Wątek miłosny można śmiało nazwać osią fabularną „Przeznaczonej”. Colin od samego momentu poznania Tin nie może przestać o niej myśleć, tocząc z nią bezustanne, często bardzo burzliwe rozmowy, głównie przy pomocy telepatii. To właśnie przeszłość Tin, jej zachowanie czy myśli w głównej mierze determinują postępowanie Colina, a co za tym idzie, tempo prowadzonego śledztwa.

Nie można powiedzieć, że wątek kryminalny został w drugim tomie „Wilczego dziedzictwa” całkiem zmarginalizowany, ponieważ choć jest zależny od miłosnych uniesień pary głównych bohaterów, to dość dobrze się z nimi przeplata. Trzeba jednak przyznać, iż „chaos” jest dość delikatnym określeniem poczynań Colina – mężczyzna dość często zmienia tropy, podróżując z Francji do Szkocji i z powrotem, prawie w ogóle nie posuwając się do przodu. Parus w „Przeznaczonej” nie zamknęła właściwie żadnego ze starych wątków trylogii, otwierając kilka kolejnych – zwłaszcza od mniej więcej środka powieści, kiedy na scenie pojawia się jeden ze starych przyjaciół Colina, stopniowo wskazując mu błędy w jego dotychczasowym rozumowaniu. Zbliżając się ku końcowi książki można odnieść wrażenie, że pisarka sama zgubiła się w gąszczu kolejnych pobocznych historii, z których żadna z tych ważniejszych nie doczekała się finiszu w tomie drugim. Naturalnie, zaostrza to apetyt na ostatni tom trylogii, choć napawa też pewną obawą, czy autorce uda się sprawnie zakończyć na pięciuset stronach to, co zaczęła i sukcesywnie rozwijała na w sumie blisko tysiącu kart.

Bardzo ważnym aspektem pierwszej części „Wilczego Dziedzictwa” było dość dokładne opisywanie myśli i emocji samego Colina. Nie inaczej jest i tym razem – Parus postarała się stworzyć w swojej powieści bardzo silne zaplecze psychologiczne, skrupulatnie opisując przeżycia głównego bohatera. Trzeba przy tym powiedzieć, że nie jest to jednak typ postaci, którą można łatwo polubić, o ile w ogóle. Nerwowość i chaotyczność w działaniu, którą Colin przejawiał w Ameryce Płn., przybrały znacznie na sile po przybyciu do Europy. Choć po szczęśliwie zakochanym mężczyźnie można by się raczej spodziewać pozytywnego nastawienia do świata, to jednak jest zupełnie inaczej – nasz bohater zdaje się robić wszystko, by tylko zniechęcić do siebie miłość swojego życia. Jest bez przerwy zdenerwowany, szybko traci kontrolę i umiejętność trzeźwego myślenia – najchętniej rozorałby pazurami gardła wszystkim wokoło, nie wyłączając swojej ukochanej. Colin zdaje się być rozdarty pomiędzy ludzką i wilczą naturą i właśnie to autorka starała się chyba dać do zrozumienia, wprowadzając w poczynania swojego podopiecznego tyle niejednoznaczności. Wątek osobistych problemów głównego bohatera jest interesujący, ale jednak... zdecydowanie zbyt obszerny. Gdyby go trochę skrócić, akcja z pewnością zyskałaby na płynności, której momentami brakuje.

Atutem książki jest także i tym razem świat, jaki Parus zbudowała na potrzeby swojej trylogii. W pierwszej części „Wilczego Dziedzictwa” autorka uraczyła nas sporą dawką informacji na temat „jej” wilkołaków i łowców, genezy konfliktu, czy też metod jakie stosuje każda ze stron. Pisarka mogłaby na tym poprzestać i po prostu przenieść wszystkie fakty i mity z Ameryki Płn. do Europy. Tak się jednak nie stało – choć sam rdzeń świata pozostał niezmieniony, to jednak Parus pokusiła się o wprowadzenie do swojego uniwersum kilku dodatkowych szczegółów, jak np. zupełnie odmiennego sposobu pracy łowców ze Starego Kontynentu. Z pewnością tom pierwszy zawierał w sobie znacznie większą ilość „czystych” informacji o świecie przedstawionym, jednak warto odnotować, że autorka nie pozostawiła go „samemu sobie”, skupiając się tylko i wyłącznie na umieszczeniu w nim kolejnego rozdziału swojej opowieści.

Drugi tom trylogii czyta się podobnie jak pierwszy. Znów zaczyna się powoli i nieciekawie. Znów po ok. pięćdziesięciu stronach pojawia się pytanie, czy nie lepiej odłożyć książkę na półkę. I znów, dając jej ostatnią szansę okazuje się, że było warto. Identycznie jak w przypadku „Cieni przeszłości”, „Przeznaczona” rozkręca się z każdą kolejną przewróconą kartką, kończąc w sposób bardzo intrygujący, pozostawiający czytelnika wieloma znakami zapytania.

Po lekturze prawie pięciuset stron drugiego tomu „Wilczego Dziedzictwa” mam mieszane uczucia. Z jednej strony irytujący swym zachowaniem głównym bohater oraz słaby początek historii mogą odrzucić od książki, jednak z drugiej strony coraz ciekawiej rozwijająca się fabuła oraz bardzo bogaty i dopracowany świat przedstawiony potrafią zatrzeć złe wrażenie. W ogólnym odczuciu „Przeznaczona” nie odbiega za bardzo od „Cieni przeszłości”, toteż jeśli komuś podobała się pierwsza część historii, powinien sięgnąć również po jej kontynuację. A niedługo także i po ostatnią część, gdyż trzeci tom trylogii trafi na półki sklepowe kilka dni po ukazaniu się tej recenzji.


Profil redaktora Mrozie


Opublikowano: 21.02.2010 23:59