Wilcze dziedzictwo. Cienie przeszłości - Magda Parus - Recenzja

Agencja Wydawnicza Runa zdążyła już zasłynąć tym, że nie boi się stawiać na autorów nowych i ich niekonwencjonalne pomysły. Co więcej, nie raz i nie dwa już okazało się, że ryzyko się opłaciło i rzeczony debiutant na stałe wpisał się w pamięć polskich czytelników fantastyki. Podobne nadzieje pokładano w Magdzie Parus, która swoją pisarską karierę rozpoczęła od trylogii „Wilcze dziedzictwo”, wydając w 2007 roku jej pierwszy tom - „Cienie przeszłości”.

Sam tytuł i okładka już nie pozostawiają wątpliwości, że będziemy mieli do czynienia z wilkołakami. I oto poznajemy Colina, 25-letniego mężczyznę, będącego zarazem członkiem wilczej „społeczności”. Nasz bohater dowiaduje się z internetu, że w wiosce, w której przebywa jego przyrodnie rodzeństwo, niedźwiedź zabił człowieka. Colin nie ma wątpliwości, że podana informacja jest tylko przykrywką dla wilkołaczego ataku i decyduje się przemierzyć pół kontynentu amerykańskiego, by rozwikłać zagadkę tajemniczego mordu i uchronić brata oraz siostrę przed ewentualną konfrontacją ze sprawcą. I przy okazji, zmierzyć się z demonami przeszłości...

Nie brzmi to zbyt oryginalnie, prawda? I faktycznie, przez pierwsze strony ciężko odnieść wrażenie, że książka Parus oferuje coś więcej niż sztampową opowieść o kolejnym wilkołaku i tropiącym go łowcy likantropów. Fabuła początkowo posuwa się wolno – na tyle wolno, że można się zniechęcić do lektury. Niemniej, warto przetrzymać słaby początek i pozwolić historii rozwinąć skrzydła, gdyż ta z każdą kolejną stroną staje się ciekawsza. Wszystko kończy się co prawda bez fajerwerków, ale za to z dobrym punktem wyjściowym do rozpoczęcia kolejnej części trylogii.

Oryginalności Parus również nie można odmówić. Wykorzystała ona popularne popkulturowe zjawisko, jakim są wilkołaki i ubrała w zupełnie nowe szaty – tym razem to nie one są „tymi złymi”, a wręcz przeciwnie! To właśnie one strzegą ludzkości przed zagładą, a nie jak możnaby przypuszczać, polujący na nich łowcy. Ci ostatni są z kolei ukazani w skrajnie negatywnym świetle, jako bezmyślni, bezlitośni zabójcy, nie potrafiący poznać się na wilczej naturze.

To jednak tylko główne założenia, gdyż autorka stworzyła na potrzeby trylogii bardzo bogate i szczegółowe uniwersum. Trzeba bowiem zauważyć, że żyjące w odosobnionych komunach wilkołaki mają ścisłą hierarchię, zaś każdy z osobników jasno postawione zadania. Ponadto, sam podział likantropów nie jest już taki prosty i przejrzysty – dzielą się one na „świadome”, czyli te, które wiedzą o swojej drugiej naturze, i „nieświadome”, przemieniające się spontaniczne i nie pamiętające o „wilczej skórze”. Potem następują podziały na kolejne podgrupy, z których każda dysponuje nieco innymi umiejętnościami i właściwościami. Do tego dochodzą różnorodne gadżety, w postaci ziół i amuletów hamujących przemiany czy współczesne interpretacje wiekowych mitów. Wypisane tutaj informacje to zaledwie zalążek wiedzy, jaką poznajemy wraz z biegiem wydarzeń. Parus zbudowała swój świat bardzo pieczołowicie i wiarygodnie, za co należy jej się spory plus.

Niestety, nieco więcej do życzenia pozostawia sposób, w jaki ów ogrom informacji jest nam przekazywany. Autorka niezbyt umiejętnie wybrała momenty, w którym należało przedstawiać bogactwo jej świata. Momentami, kiedy akcja nabiera prawdziwego tempa, otrzymujemy długi, czasem nawet ponad stronicowy wywód na temat jednego lub więcej zagadnień powiązanych z dziejącymi się wydarzeniami. Owszem, niekiedy ciężko byłoby zrozumieć niektóre kwestie bez ich omówienia, jednak umiejscowienie tegoż niejednokrotnie zabija akcję – napięcie opada, pozostawiając pewien niedosyt.

Kolejnym czynnikiem spowalniającym akcję, choć już niekoniecznie w tak negatywny sposób, jest dość dokładne opisywane emocji, jakich doznaje Colin. Główny bohater powieści nie miał zbyt kolorowego dzieciństwa, zaś spotkanie z przyrodnim rodzeństwem i opiekującym się nim wujostwem przywołuje stare wspomnienia i na nowo jątrzy zasklepione już rany. Jego problemy rodzinne to drugi główny wątek powieści, wcale nie mniej ważny od śledztwa w sprawie rzekomo zabitego przez niedźwiedzia człowieka. Sama książka przyjmuje konwencję dziennika, w którym narratorem jest sam Colin, co dość dobrze wyjaśnia tak skrzętne opisywanie przeżyć bohatera.

Tak na dobra sprawę, Magda Parus zniszczyła w I tomie „Wilczego dziedzictwa” konwencjonalny obraz wilkołaka, jako żądnej krwi i mordu bestii. Wilki w ludzkiej skórze niemal od zawsze kojarzyły się nam z horrorem, jednak tym razem spotykamy je w zupełnie innej roli, bez całej „strasznej” otoczki. „Cienie przeszłości” to raczej urban fantasy o bardzo rozbudowanych wątkach rodem prosto z powieści kryminalnej i obyczajowej.

„Wilcze dziedzictwo: Cienie przeszłości” to pozycja ciekawa, nie tylko dla miłośników prozy traktującej o wilkołakach. Jeśli tylko jest się w stanie przetrzymać słaby początek, książka może dostarczyć całkiem sporo rozrywki. Nie jest to może dzieło wybitne, ale z pewnością dobre, o potencjale współtworzenia naprawdę niezłej trylogii. Ale o tym, czy Magda Parus ów potencjał wykorzystała, dowiemy się dopiero po lekturze kolejnych dwóch tomów.


Profil redaktora Mrozie


Opublikowano: 14.02.2010 23:59