Nowicjuszka - Trudi Canavan - Recenzja

Profil redaktora Cedrik


Opublikowano: 14.10.2008 23:59

Gdy zaczynałem czytać "Nowicjuszkę" bałem się, że druga część trylogii nie będzie się trzymała poziomu swej poprzedniczki. Pamiętam dzień, w którym dostałem książkę w swoje ręce. Pierwsze, co mi się rzuciło w oczy to, to, że była obszerna. Oczywiście, nie było to zaskoczeniem po lekturze "Gildii Magów", ale miło było znowu poczuć znajomy ciężar w dłoni i zastanawiać się, jakie też przygody spotkają mnie w środku.

Trudi Canavan zaczęła bardzo dynamicznie, prawie że z miejsca chwytając się przerwanego w pierwszej części powieści wątku. Sonea, młoda dziewczyna ze slumsów, ma zacząć właśnie pierwszy z pięciu rok nauki w Gildii Magów. Jest to dosyć duża sensacja, bo po raz pierwszy od stu lat do Gildii zostaje przyjęty uczeń spoza Domów. Wzbudza to mieszane uczucia. Jedni starają się być przychylni, inni odczuwają wstręt, że ktoś z niższej warstwy społecznej, będzie kształcony razem z bogaczami. Sonea od początku odczuwa pewien dyskomfort, gdyż nawet przy okazji wstąpienia w szeregi nowicjuszy, słyszy na swój temat niemiłe uwagi. Uczucie zagubienia potęguje dodatkowo to, że magowie zwracają na nią baczniejszą uwagę niż na innych uczniów, a przy okazji sama Gildia nie jest tak kryształowa, jak się ją z zewnątrz przedstawia. U samego jej szczytu króluje zło i tylko bohaterka oraz trzej magowie o tym wiedzą. Póki, co jednak młoda nowicjuszka musi skupić się na nadciągającym roku zmagań, który wcale nie jest prosty. Dziewczyna od początku ma kłopoty z zaaklimatyzowaniem się w swojej klasie. Jej rówieśnicy jej nie akceptują, skłaniając się ku przywództwu złośliwego Regina, który okazuje się być wrogiem Sonei. Zresztą nie tylko z nimi Sonea musi sobie radzić. W Gildii źle się dzieje. Dręczą ją niepokoje związane z zagadkowymi morderstwami mieszkańców miasta. Ponadto intencje wielkiego mistrza Akkarina nie są do końca jasne. Jeden z mistrzów - Dannyl, pod przykrywką ambasadora, udaje się do odległych krain, aby zbadać sprawę, która może zmienić przyszłość i odkryć jedną z największych tajemnic, jakie nękają gildię. Tajemnicę Czarnego Maga. Jeśli wynik śledztwa będzie potwierdzeniem podejrzeń mistrza Rothena - maga, który opiekuje się Soneą - może oznaczać to konieczność dokonania największego przewrotu w Gildii Magów w dziejach. Tymczasem w organizacji, pomimo tego, że Sonea stara się jak może, nie wszystko idzie po jej myśli. Właściwie prawie nic. Ataki kolegów nasilają się, aż wreszcie Sonea musi uciec z grupy. Zostaje też rozdzielona ze swym opiekunem...

O ile "Gildia Magów" będąca debiutem australijskiej pisarki, Trudi Canavan, była z początku lekko nudnawa i można było mieć jakieś wątpliwości co do niej, to "Nowicjuszka" biję na głowę swoją poprzedniczkę. Akcja toczy się tu wartko, porywając nas ze sobą niczym wodospad porywa bezsilną łódkę. Efekt ten potęguję jeszcze ciekawa, wielowątkowa historia. Canavan już w pierwszej części pokazała, że umie wyśmienicie dawkować emocje tak, aby czytelnik cały czas niecierpliwił się, co dalej, ale "Nowicjuszka" jest tego jeszcze lepszym wydaniem. Książka wciąga. Od początku czujemy specyficzny klimat, który panuje w magicznej uczelni i praktycznie zaczynamy żyć historią opisywaną w książce. "Nowicjuszkę" zacząłem czytać wieczorem i porządnie się zdziwiłem, bo gdy skończyłem, okazało się, że właśnie wschodzi słońce. Nie mogłem, po prostu nie mogłem się oderwać. Rzadko mi się to zdarza, ale przy tak utalentowanej pisarce, jak Trudi Canavan wydaje się być to normą. Świetnie zbudowane dialogi, wartka akcja i ciekawa historia w połączeniu z genialnym dawkowaniem emocji - oto przepis na sukces australijskiej autorki. Genialny przepis. To dopiero druga powieść wschodzącej gwiazdy literatury fantastycznej, a już stała się sławna. W tą książkę włożono naprawdę wiele pracy, samozaparcia, talentu i zapewne odrobinę magii, która sprawia, że czytelnik staje się naprawdę oczarowany tą pozycją. Właściwie jedynym mankamentem powieści jest to, że... No, to wszystko już było. Magia, magowie, gildia magów, biała i czarna magia. Główna bohaterka z najniższej klasy społecznej przechodzi do prawie najwyższej dzięki swojemu talentowi. To wszystko już było.

Dotychczas Trudi nie wymyśliła nic nowego i odgrzała stary placek na nowy sposób. Kogoś może to zniechęcić, ale... Ale prawdziwą sztuką jest odgrzać stary placek tak, aby nie tylko wyglądał na nowy, ale i smakował jak nowy. Aby wszystkim ciekła ślinka, gdy tylko poczują jego zapach, a to właśnie autorka zrobiła. Czy zatem warto przeczytać "Nowicjuszkę"? Ja powiem: warto. Zresztą, co ja będę mówił. Zacznijcie, a skończycie. A gdy skończycie, będziecie żałować, że nie ma więcej (no, chyba, że kupiliście także trzecią część).