Wilcza godzina - Andrius Tapinas - Recenzja

Profil redaktora Honotara77


Opublikowano: 22.09.2017 10:04

Czy litewski steampunk ma szansę zaistnieć w naszym kraju? Wydawnictwo SQN Imagination zaryzykowało wypuszczając na polski rynek pierwszą powieść fantastyczną autorstwa dziennikarza Andriusa Tapinasa. Przekonajmy się, czy warto sięgnąć po tę pozycję.

Rzecz dzieje się w alternatywnym Wilnie 1905 roku, będącym od kilkudziesięciu lat wolnym miastem należącym do Aliansu, organizacji stworzonej przez ród Rothschildów, w której skład wchodzą Kraków, Praga, Rewel i Konstantynopol. Dzięki wynalazkowi alchemików z Uniwersytetu Wileńskiego - protometylowi - świat zmienił swoje oblicze. Substancja stanowiła przełom, dzięki któremu na niebie pojawiły się sterowce, na ulicach karety parowe, a ludzi w pracy zastępowały coraz to nowe automatony.

Akcja powieści rozpoczyna się tuż przed szczytem, na którym mają się spotkać przedstawiciele największych miast Europy. Każda z potęg zamierza ugrać coś dla siebie. Spiski, intrygi oraz cicha rywalizacja między państwami stanowią istotny element Wilczej godziny. Drugim zasadniczym wątkiem jest historia Miły – przybranej córki wybitnego uczonego. Dziewczyna jest zdolnym mechanikiem, a jej umiejętnościami zainteresowana jest praska Loża Wskrzesicieli. To przez liczne próby porwania Miła musiała opuścić Kraków i udać się do Wilna, gdzie miała nadzieję na odrobinę spokoju. Nie zabrakło również wątku kryminalnego, którego głównym bohaterem jest legat Legionu Wileńskiego Antoni Srebro.

Pomimo nieszablonowego pomysłu i fabuły opartej na kilku interesujących wątkach książki nie można uznać za interesującą. Nieumiejętnie poprowadzona historia, nieciekawi bohaterowie i brak kluczowych momentów opowieści powodują, że ciekawy początek to jedyny mocny moment lektury. Niestety akcja powieści jest bardzo nierówna, czasem niespodziewanie przyspiesza, żeby potem równie niespodziewanie stanąć na przydługich opisach i to nie tych najciekawszych, budujących klimat, których akurat przydałoby się więcej. Podobnie z bohaterami, ciężko powiedzieć, który z nich jest postacią pierwszoplanową. Charaktery i historia poszczególnych postaci są bardzo słabo nakreślone przez co czytelnik nie identyfikuje się z żadną. Zarówno narrator jak i czytelnik są tutaj tylko obojętnymi obserwatorami, co nie sprzyja zaangażowaniu w śledzoną fabułę. Narracja trzecioosobowa ma swoje zalety, dzięki niej obserwujemy wydarzenia w sposób neutralny, wolny od uprzedzeń, ale również tracimy warstwę emocjonalną i subiektywne spojrzenie na świat. Miejscami odnosi się wrażenie, że Tapinas głównym bohaterem uczynił miasto - Wilno. To miastu poświęca najwięcej uwagi, jego historii, architekturze, opisom, w których dostrzec można emocje i zaangażowanie, przez co fabuła schodzi na dalszy plan. W efekcie tworzy to subiektywny przewodnik turystyczny.

Jak w każdej książce z gatunku steampunk, jednym z najciekawszych elementów są opierające się na mechanice wynalazki. Autor nie poskąpił miejsca osiągnięciom nauki, ale za to oszczędnie opisał sposób ich działania i złożoność. Prześlizguje się po opisach jakby zakładając, że nie są one niczym nowym i nie trzeba w szczególny sposób tłumaczyć zasad ich funkcjonowania. Wielka szkoda, bo w powieści tego typu właśnie opisy świata tworzą ten szczególny, przyciągający czytelnika klimat. Andrius Tapinas mógłby się wiele nauczyć w tym zakresie od Marka Hoddera, który w mistrzowski sposób opisuje steampunkową rzeczywistość w książkach o przygodach Burtona i Swinburne’a lub od Chiny Miéville'a, konstruującego od podstaw niezwykle złożone uniwersa.

Litewski debiut nie ma cech, dzięki którym mógłby zostać okrzyknięty bestsellerem. Ba, raczej nie zostanie nawet bestsellerem Empiku. Za mało w książce rozmachu, akcji, steampunkowego klimatu czy choćby budzących emocje bohaterów. Sam pomysł na fabułę został zmarnowany poprzez niedostatki warsztatu Tapinasa. Jednym słowem Wilcza godzina ma zbyt wiele wad, żeby można ją było z czystym sumieniem polecać.