Wędrowiec - Suren Cormudian - Recenzja

Profil redaktora Murky


Opublikowano: 11.03.2018 12:56

Wliczając w to zbiory fanowskich opowiadań, rok pański 2018 przyniósł nam już 22 książkę z serii Uniwersum Metro 2033. Część z nich była niemal równie dobra jak oryginał (Korzenie niebios), inne zasługiwały co najwyżej na miano przeciętnych (Dzielnica obiecana), zaś lekturą pozostałych powinno karać się szczególne niebezpiecznych więźniów (Mrówańcza). Fani cyklu mieli okazję zwiedzić między innymi Petersburg, Rzym, Wrocław i Warszawę. Zmierzyć się z ludźmi kontrolującymi mutanty siłą umysłu, poznać tajemnice upadłego Watykanu czy stawić czoła rojowi gigantycznych owadów. Wędrowiec Surena Cormudiana funduje im powrót do źródła – ponurych, mrocznych tuneli moskiewskiego metra.

Siergiej „Pap” Minimalny cudem powraca z wyjątkowo niefortunnej wyprawy na powierzchnię tylko po to, by przekonać się, że sytuacja na jego rodzinnej stacji, Tulskiej, zaczyna wymykać się spod kontroli. Przyczyną zamieszenia jest dwójka osobliwych przybyszów, którzy niedawno pojawili się w okolicy. Wysoki, wychudzony mężczyzna zdaje się kompletnie zagubiony i więcej niż odrobinę szalony, ale w jakiś sposób związany z towarzyszącym mu kilkuletnim chłopcem. Jako że nie jest w stanie sam się nim opiekować, maluch trafia pod opiekuńcze skrzydła Wiery, byłej kochanki Minimalnego. Niestety dziecko umiera nagle w niewytłumaczalnych okolicznościach, a kobieta przepada jak kamień w wodę. Pap postanawia wyruszyć na poszukiwania Wiery, mając nadzieję, że przy okazji rozwikła zagadkę śmierci brzdąca i powstrzyma rozlewające się po metrze plotki o nowej zarazie. Kluczem do tajemnicy może okazać się wspomniany szaleniec, który określa siebie Wędrowcem.

Suren Cormudian nie jest dla fanów Metra postacią anonimową. Wcześniej napisał bowiem Dziedzictwo przodków, którego akcja skupiała się wokół nazistowskiej twierdzy Königsberg. Mimo dorobku w jego styl dość często wkrada się charakterystyczna dla debiutantów nieporadność i chaos, które przebijają się zwłaszcza z nieco nienaturalnych miejscami dialogów. Przez pierwsze kilkadziesiąt stron miałem też spory problem z zaakceptowaniem głównego bohatera, Siergieja. Dużą rolę odegrało w tym jego specyficzne poczucie humoru. Nie mam nic przeciwko ironii i odrobinie cynizmu, wręcz przeciwnie, szczerze je uwielbiam, ale lwia część Papowych żarcików to przeraźliwe suchary. W pewnym momencie autor stara się nadać temu zachowaniu kontekst fabularny, ale jak na mój gust nie bardzo mu to wychodzi. O dziwo z czasem nieporadne dowcipkowanie przestało mnie jednak drażnić, a nawet obróciło się w swego rodzaju zaletę. Głupawy humor i zamiłowanie do słowa pisanego uczyniły Minimalnego jednym z ciekawszych, oryginalniejszych stalkerów w całym Uniwersum. Weteranów, ponurych twardzieli czy ludzkich wraków, załamanych strasznymi przeżyciami z przeszłości mieliśmy już na pęczki, ale kogoś podobnego nigdy. Całkiem ciekawie wypada także Wędrowiec, ale daruję sobie wchodzenie w szczegóły, by nie zdradzić istotnych informacji fabularnych. Dość rzec, że wreszcie dostarczono nam herosów, którzy są JACYŚ. Daleko im do ideału (zarówno z punktu widzenia warsztatowego jak charakterologicznego), lecz Cormudian przynajmniej posilił się na odrobinę oryginalności, której tak bardzo potrzebują książki z gatunku post-apo.

Świeżość przebija się także w kilku innych aspektach powieści, chociażby w bestiariuszu. Jako osobnik, który miał przyjemność (a często także nieprzyjemność) przeczytać wszystkie powieści z cyklu Uniwersum, mam po dziurki w nosie zmutowanych kundli i im podobnej hałastry. Ileż można? Cormudian zdaje się dostrzegać problem i serwuje nam nieco ciekawsze stwory. Nie żeby ślepy, podążający za zapachem krwi stygmat, którego bronią jest ukryty we wnętrzu dłoni pazur, był szczytem inwencji, ale na tle wytworów innych pisarzy zdaje się niemal objawieniem.

Przyznam, że nie obiecywałem sobie po Wędrowcu zbyt wiele, po cichu modląc się o książkę, która utrzyma się choć w tutejszej średniej. Okazało się jednak, że Cormudian dał mi znacznie więcej. Udowodnił, że tworząc post-apo można jednak wykazać jeszcze się odrobiną kreatywności. Fabuła podąża w dość niespodziewanym kierunku, choć czasem przebija z niej tanie moralizatorstwo w rodzaju „nie mordujmy się, tak mało nas zostało”. Nie twierdzę, że po lekturze Wędrowca mój świat już nigdy nie będzie taki sam, ale odzyskałem przynajmniej odrobinę wiary w Uniwersum. Zważywszy na odczucia, jakie ostatnimi czasy żywię do przygód wszelkiej maści stalkerów, to i tak dużo.

PS: Do Wędrowca dołączone jest bezpłatne, około 60-stronicowe opowiadanie Koniec drogi pióra Dmitrija Głuchowskiego.


Temple of Elemental Evil, The  - kupuj bez DRM na GOG.com!