Baldur's Gate III - wrażenia z pokazu na PAX East 2020

Sagi Baldur's Gate chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Choć seria gier o przygodach Pomiotu Bhaala nigdy nie doczekała się planowanej przez Black Isle Studios trzeciej części - The Black Hound - to i tak zajmuje ważne miejsce na półce każdego miłośnika cRPG-ów. Nic zatem dziwnego, że gdy Larian Studios oficjalnie zapowiedziało Baldur's Gate III, wszyscy przecierali oczy ze zdumienia.

Niemniej słowo się rzekło, kobyłka u płotu! Po kilku miesiącach od oficjalnej zapowiedzi Belgowie postanowili pokazać pierwszy gameplay z nowego Baldura. Nastąpiło to podczas niedawnych targów PAX East, a sam pokaz był streamowany na cały świat. Co pokazali Belgowie? Czego oczekiwać? Czytajcie dalej!

Przez grzech pierworodny do Wrót Baldura

Kariera Swena Vinckego, szefa Larian Studios, i rozwój jego firmy to materiał na osobny artykuł lub nawet pasjonującą książkę. Tutaj dość przypomnieć, że dwa ostatnie tytuły belgijskiego dewelopera, Divinity: Original Sin jeden i dwa, okazały się ogromnym sukcesem. Tym razem jednak Belgowie postanowili wykonać krok naprzód: kupić licencję na grę osadzoną w znanym i uwielbianym uniwersum, a następnie stworzyć kontynuację legendarnej sagi. Brzmi karkołomnie? Nie dla Vinckego i jego załogi.

 

Zanim przejdę do samego pokazu, warto przedstawić kilka faktów dla tych, którzy przegapili oficjalną zapowiedź gry. Otóż akcja Baldur's Gate III jest oczywiście umiejscowiona w świecie Zapomnianych Krain, lecz dzieje się ok. stu lat po wydarzeniach znanych z sagi. Fabuła, wedle pierwszych wieści, nie będzie łączyć się z poprzednią historią w żaden istotny sposób. Zmagania o Tron Bhaala zastąpi inwazja łupieżców umysłu, a wszystko to poprzedzi wizyta w Avernusie. Oficjalna przygoda Baldur's Gate: Descent into Avernus, która niedawno została oddana w ręce miłośników papierowej wersji Dungeons & Dragons, stanowi fabularny wstęp do historii opowiedzianej w trzeciej części Baldur's Gate.

Ale do rzeczy!

Kreator postaci jak... w Divinity: Original Sin II

Odkąd Larian Studios zapowiedziało Baldur's Gate III, wielu graczy, w tym i ja, zastanawiało się nad tym, na ile nowa odsłona kultowej sagi będzie inspirowana największym sukcesem Larian Studios, czyli Divinity: Original Sin II. I już w kreatorze postaci było widać, że nowa produkcja Belgów nie ucieknie, ba, nawet nie zamierza uciekać od takich porównań! Kreator postaci pozwala bowiem stworzyć własną postać lub... wybrać jedną z predefiniowanych postaci. Jednocześnie sprawia to, że pozostali bohaterowie stają się dostępni jako towarzysze podróży. Brzmi znajomo?

Oczywiście kreator pozwala personalizować postaci na wiele sposobów, i to nawet te predefiniowane. Baldur's Gate III bazuje na 5. Edycji Dungeons & Dragons, dlatego można spodziewać się bardzo szerokiego wyboru ras, klas, specjalizacji czy umiejętności, a także dość swobodnej linii progresu. Kto miał okazję zagrać w papierową wersję RPG-a, ten wie, o czym mowa. Kto tego jeszcze nie zrobił, ten powinien przygotować się na solidną porcję zmian w stosunku do poprzedniej sagi Baldur's Gate. Pod względem mechaniki rozgrywki będą to bez wątpienia zupełnie różne gry.

Jedno jest pewne: predefiniowane postaci zapowiadają się dość oryginalnie. Dość powiedzieć, że głównym bohaterem prezentacji był Astarion, "wampirzy pomiot", czyli pół-człowiek, pół-wampir. O nim samym trudno jednak powiedzieć coś więcej. Wróćmy zatem do prezentacji, bowiem po zakończeniu procesu kreacji postaci przyszedł czas na faktyczną przygodę.

Eksploracja świata jak... w Divinity: Original Sin II

 

Najważniejszą część pokazu otworzyło oficjalne filmowe intro, które nie pozostawiło żadnych wątpliwości co do tego, że fabuła nowego Baldura będzie kręcić się wokół zmagań illithidów i githyanki. Zobaczcie zresztą sami. Jest na czym zawiesić oko, a wedle słów Vinckego, w Baldur's Gate III nie zabraknie filmów o podobnej jakości.

Po zakończeniu podniebnych zmagań główny bohater wylądował "gdzieś" w Zapomnianych Krainach. Pierwsze zadanie? Wydostanie się z miejsca katastrofy i odnalezienie kogoś, kto mógłby pomóc głównemu bohaterowi pozbyć się larwy, która miałaby przemienić protagonistę w łupieżcę umysłu. Pomińmy jednak spojlery i przejdźmy do eksploracji świata.

Podczas pokazu Larian Studios przedstawiło zaledwie ok. godzinę czystej rozgrywki, z czego mniej więcej połowę zajęło zwiedzanie pojedynczej lokacji - resztę wypełniły walki, do których jeszczxe wrócę. Mimo tak krótkiej rozgrywki, można wysnuć kilka wniosków.

W Baldur's Gate III bohaterowie wędrujący po Zapomnianych Krainach widziani są z perspektywy trzeciej osoby lub z góry. Sposób pracy kamery przywodził na myśl raczej Dragon Age: Początek i serię Divinity: Original Sin. Nie jest to złe rozwiązanie, choć nie jestem przekonany, czy takie "modernizowanie" rozgrywki w grze, która od samego początku mocno gra na nostalgii, jest dobrym pomysłem.

Odejście od rzutu izometrycznego jest spowodowane jeszcze jedną ważną nowością: wertykalnością lokacji. Oczywiście jest to nowość w sadze Baldur's Gate, bowiem każdy kto grał w Divinity: Original Sin II niewątpliwie pamięta, jak dużą rolę potrafiły odgrywać różnice wysokości. Swen Vincke potwierdził, że w nowej grze belgijskiego studia będzie podobnie, a zatem powrócą również takie zaklęcia jak Piórko, które niekiedy pozwalają przetrwać, a innym razem dostać się do miejsca niedostępnego w żaden inny sposób.

Skoro już przy tym jesteśmy, to kolejnym podobieństwem do Divinity: Original Sin II będzie mnogość ukrytych sekretów oraz nieszablonowych możliwości eksplorowania świata. Vincke zapewnił, że aby odkryć grę w 100%, z pewnością trzeba będzie przejść ją więcej niż jeden raz. Szczególnie ciekawy okazał się przykład pewnego grobowca, do którego można wejść na dwa sposoby. Pierwszy, dość standardowy, zakłada oszukanie strażnika testem na perswazję i wtargnięcie do środka, gdy tylko ten otworzy drzwi. Zdecydowanie bardziej widowiskowy okazał się jednak drugi sposób: czarodziej cisnął zaklęciem w kawałek ściany, a ten runął na ziemię, wybijając w posadzce dziurę, która pozwoliła bohaterom "wskoczyć" do katakumb. To drugie rozwiązanie, wedle słów Vinckego, stawia gracza w nieco mniej korzystnej pozycji wobec wrogów, ponieważ traci on element zaskoczenia, jednak trzeba przyznać, że jest niezwykle efektowny!

Kto grał w serię Divinity: Original Sin, ten również nie będzie zaskoczony faktem, że w Baldur's Gate III gracz będzie mógł rozdzielać członków swojej drużyny i kierować ich poczynaniami w zupełnie indywidualny sposób. Działa to oczywiście zarówno w trybie dla pojedynczego gracza, jak i w trybie kooperacji. Tak, Vincke potwierdził, że mechanika tzw. couch co-op powróci i będzie dość zbliżona do tego, co znamy z dwóch poprzednich gier Larian Studios.

Całkowitą nowością jest za to możliwość przechodzenia w quasi-turowy system poruszania się, który pozwala spowolnić czas i zaplanować akcje z niezwykłą pieczołowitością. Przydaje się to zwłaszcza w przypadku przygotowywania zasadzek, w których niezwykle dużą rolę odgrywa pozostawanie w cieniu. Przedstawione podczas pokazu przykłady udowadniły, że system nagradza pomysłowość graczy i pozwala wykonywać naprawdę niesłychane wolty. Palce lizać!

Na marginesie warto zaznaczyć, że jak przystało na grę bazującą na zasadach D&D, powodzenie w większości takich akcji zależy od rzutu kością. W przeszłości wynik takiego rzutu był przeważnie przedstawiany co najwyżej w logach gry. Twórcy Baldur's Gate III postanowili jednak to zmienić, w efekcie czego wynik każdego ważnego rzutu kością zostanie graczowi przedstawiony w sposób wizualny. I to jest bardzo dobra zmiana, ponieważ pozwala nieco lepiej poznać mechanizmy, które rządzą rozgrywką.

Bohaterowie jak... w Divinity: Original Sin II

Baldur's Gate to gra drużynowa, prawda? Prawda. I z tego Larian Studios na pewno nie zrezygnuje. Jak liczebna będzie to drużyna? Jak na razie deweloperzy nie podali żadnej konkretnej liczby. Sądząc po liczbie slotów postaci w panelu ekwipunku, który pojawił się przelotnie podczas pokazu, głównemu bohaterowi bedzie mogło towarzyszyć jednocześnie do trzech kompanów - czyli tyle samo co w grach z serii Divinity: Original Sin. Dużo? Mało? Czas pokaże.

Ilu w ogóle będzie bohaterów? Tego też na razie nie wiadomo. Wiadomo, że przynajmniej część z nich będzie jednocześnie występować jako predefiniowany główny bohater, o czym wspomniałem już we wstępie. W momencie, gdy Baldur's Gate III zadebiutuje na Steamie w wersji z Wczesnym Dostępem, w grze będzie znajdowało się pięć takich postaci. Niewątpliwie później liczba ta wzrośnie. Swen Vincke nie wykluczył, że w nowym Baldurze możemy napotkać pewne znane twarze. Nie zaprzeczył ani nie potwierdził, czy jedną z nich będzie pewien łysy własciciel miniaturki wielkiego kosmicznego chomika. Wydaje się to jednak całkiem prawdopodobne.

Oczywiście wszystko to sprawia, że poziom interakcji pomiędzy bohaterami powinien stać na bardzo wysokim poziomie. Przekomarzanie się herosów, znane choćby i z oryginalnej sagi, jest oczywistą oczywistością. Główną areną interakcji z podkomendnymi będzie jednak obozowisko. To tam bohater nawiąże z towarzyszmi nieco bardziej intymne relacji, jak np. pożywienie się ich krwią... Cóż, przynajmniej wtedy, gdy głównym bohaterem okaże się wampirzy pomiot. Ten rodzaj wspólnego obozowania jest nowością w serii Baldur's Gate i zarazem dość standardową mechaniką w większości współczesnych cRPG-ów.

Zdecydowanie mieszane odczucia pozostawia za to system dialogów. Prezentowane kwestie nie odzwierciedlały w pełni linii wybranych przez gracza, co w dłuższej perspektywie może okazać się dość frustrujące, czego świetnym przykładem jest choćby Dragon Age II. Inna sprawa, że wszystkie dialogi zapisano w formie czasu przeszłego. Czyżby cała historia miała być jedną wielką retrospekcją? A może tylko zaprezentowany prolog? Na te pytania nie znajdziemy na razie odpowiedzi. Faktem jest za to istnienie wielu opcji polegających na sprycie, perswazji czy zastraszaniu. Jest to kolejne novum w serii Baldur's Gate, które we współczesnych RPO-ach jest już raczej standardem.

System walki jak... w Divinity: Original Sin II

Można go kochać lub nienawidzić, jednak trzeba przyznać, że system walki w grach z serii Divinity: Original Sin jest ich najbardziej rozpoznawalną cechą. Lepiej, żebyście go jednak kochali, bowiem w Baldur's Gate III uświadczymy jedynie walki w systemi turowym, który będzie bardzo zbliżony do tego, co znamy z poprzedniej gry Larian Studios. Walka w czasie rzeczywistym z aktywną pauzą, czyli esencja oryginalnej sagi, nie będzie dostępna nawet opcjonalnie!

Każdy kto grał w ostatnie odsłony gier z serii Divinity, wie, co to oznacza. Duża rola żywiołów i wykorzystywanie ich do zmiany charakteru podłoża? Tak. Podpalanie oleju? Owszem. Rozbijanie łatwopalnych beczek, w tym wypadku wypełnionych nautiloidem? Duże znaczenie wysokości, na jakiej znajdują się atakujący i atakowany? Pojedyncze walki ciągnące się w nieskończoność? Tak, tak, tak.

Mam wątpliwości, czy w tym wypadku Larian Studios postawiło na dobrego konia. Oczywiście Swen Vincke ma rację, mówiąc że turowy system walki jest najbliższy prawdziwym regułom Dungeons & Dragons. Trudno też dziwić się Belgom, że chcą wykorzystać system, który w poprzednich grach działał naprawdę dobrze i zapewnił im status potentata na rynku taktycznych RPG-ów. Jednakże gdzieś w głębi duszy ten system wydaje się antybaldurowy. W oryginalnej sadze nie brakowało walk-wypełniaczy, które służyły głównie po to, by móc łatwo i przyjemnie wypróbować nowe, magiczne cacka. W Baldur's Gate III nie zadziała to w ten sposób. Sam pokaz nie pozostawił wątpliwości, że nawet pozornie łatwa walka z pędrakami illithidów może okazać się wymagająca, o czym najlepiej niech świadczy fakt, że sam Vincke poległ przy pierwszej próbie! W trakcie potyczki nie brakowało ciekawych zwrotów akcji - okazało się bowiem, że nawet rzut własnym butem (!) może zabić przeciwnika przy odpowiednich zdolnościach. Niemniej trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to podrasowana wersja systemu walki z Divinity: Original Sin, a nie kolejna odsłona Baldur's Gate.

To jeszcze BG czy już nowe D:OS?

Ogólne wrażenia z prezentacji są bardzo dobre, choć pozostawiają pewien niedosyt. Mimo różnorakich przecieków spodziewałem się jednak czegoś bardziej... Baldurowego. Eleganckiej izometryki, realistycznych potretów, nieco mniej cartoonowego stylu, poważniejszego tonu, przynajmniej opcjonalnego systemu walki w czasie rzeczywistym, itp. Gra, którą zaprezentowało Larian Studios, wygląda jak Divinity: Original SIn III w uniwersum Zapomnianych Krain. Nie zrozumcie mnie źle - seria D:OS ma swoje mocne i słabe strony, a pokaz udowodnił, że Baldur's Gate III może być fantastyczną grą, tylko... Dlaczego promuje się go jako nową odsłonę sagi, z którą naprawdę ciężko go powiązać? Czy nowa produkcja Larian Studios nie byłaby w stanie sprzedać się bez podpinania się pod słynną markę i grania na nostalgii?

Oczywiście godzinny gameplay to za mało, by ferować wyroki - zarówno pozytywne, jak i negatywne. Nie mam wątpliwości, że w Baldur's Gate III na pewno zagram, choćby po to, żeby zobaczyć na własne oczy, co twórcy D:OS mają do zaoferowania poza Rivellonem. Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że jeśli istnieje gra, która naprawdę dobrze oddaje ducha oryginalnej sagi o Pomiocie Bhaala, to jest nią Pathfinder: Kingmaker od Owlcat Games, a nie nowe dzieło Lariana.

Kiedy spodziewać się trzeciej części Baldur's Gate? Wedle nieoficjalnych plotek, powinna ona pojawić się na Steamie w wersji z Wczesnym Dostępem jeszcze w 2020 r., czyli całkiem niedługo. Swen Vincke odmówił podania bardziej konkretnej daty, zapewniając tylko, że nie zamierza wypuszczać na rynek gry, która nie będzie gotowa. Trzymam kciuki i mimo ogromnych obaw wierzę, że Belgowie staną na wysokości zadania.


Profil redaktora Mrozie


Opublikowano: 03.03.2020 11:32