Kiedy nie mam możliwości wybrania czarodzieja, w grach komputerowych zwykle decyduję się na łotrzyka. Jest coś pociągającego w odzianych na czarno jegomościach, którzy dzięki sprytowi i bacznej obserwacji otoczenia wykonują zlecenie, zanim przeciwnicy w ogóle dostrzegą niebezpieczeństwo. Złodziej Krzysztofa Haladyna teoretycznie powinien więc przypaść mi do gustu. Problem w tym, że choć mówimy o pisarzu z pewnym dorobkiem, nie miałem wcześniej do czynienia z jego twórczością i nie widziałem, czego oczekiwać.