Zaginiona - Andrzej Pilipiuk - Recenzja

Andrzeja Pilipiuka, zwanego również Wielkim Grafomanem, nie trzeba nikomu przedstawiać. Jedni uwielbiają jego twórczość, a inni z równie wielką siłą nie cierpią. Chyba niewiele jest osób, w których dorobek tego niezwykle płodnego pisarza budzi tylko letnie uczucia.

Na początku pisarskiej kariery, już po narodzinach swego najbardziej znanego „dziecka” – Jakuba Wędrowycza, Pilipiuk stworzył cykl o kuzynkach Kruszewskich, który zapadł niejednemu czytelnikowi w pamięć i serce. Dlaczego właśnie ta trylogia jest taka wyjątkowa? Ponieważ ukazuje niezwykle osobistą stronę pisarza, tak różną od prześmiewczego i ironicznego oblicza znanego z opowiadań o Wędrowyczu. Autor odkrywa przed czytelnikiem ogromny sentyment do przeszłości, ale nie tej kryjącej się za wielkimi czynami czy spektakularnymi walkami opisywanymi w podręcznikach suchymi datami, ale do tej kryjącej się w zakamarkach miast, starych kamieniczkach, urokliwych pomnikach czy misternie wykonanych przedmiotach codziennego użytku. Każde miejsce i rzecz kryje swoją historię, opowieść o ludziach i czasach, które już nigdy nie wrócą. Ten ulotny klimat przeszłości, zapach minionych wieków można poczuć śledząc losy kuzynek Kruszewskich, gdy wędrują uliczkami Krakowa, przechadzają się po Plantach czy szukają staroci w pachnących stęchlizną antykwariatach ukrytych w wąskich uliczkach Starego Miasta. Przygody, które przeżywają kilkusetletnia Stanisława Kruszewska, jej niezwykle współczesna kuzynka Katarzyna oraz Monika - żyjący już ponad tysiąc lat wampir, czyta się jednym tchem. To właśnie dlatego informacja o powstaniu następnej części trylogii tak zelektryzowała jej wielbicieli.

Czego można się spodziewać po kontynuacji powstałej 10 lat po wydaniu Dziedziczek – trzeciego tomu opowiadającego o odzyskaniu przez Kruszewskie majątku rodowego Kruszewice? Czy czytelnicy przywiązani do stylu i sposobu w jaki autor pisał wiele lat temu nie poczują zawodu?

Mimo, iż główna oś fabularna Zaginionej jest dość interesująca – poszukiwania zaginionej wyspy i lekarstwa na nietypową chorobę alchemiczki, oraz opowieść o tajemniczych skrzypcach mających wpływ na ludzką psychikę – odnosi się wrażenie, że Zaginiona to taka sklecona w pośpiechu, niespecjalnie przemyślana, słaba historyjka, będąca tylko popłuczynami po trylogii Kuzynki.

Najgorsze co zrobił autor to całkowita zmiana charakteru najciekawszej postaci, czyli Stanisławy Kruszewskiej, która z silnej, zaradnej, pewnej siebie polskiej szlachcianki staje się słabą hipochondryczką zepsutą przez współczesność. Szkoła, w której kuzynki uczyły, splajtowała, majątek Kruszewice okazał się być nietrafionym pomysłem, a Stanisława zamiast się wziąć do pracy ciągle tylko narzeka. Gdy używa słów: „spoko", „zasyfiony", „szlag" czy „debil" chciałoby się potrząsnąć autorem i krzyknąć - „Kończ Waść, wstydu oszczędź!”.

Poza bohaterami, którzy irytują, rzuca się w oczy język powieści – niechlujny i niedopasowany do tematyki oraz poprzednich części cyklu. To co nie razi w historiach o Wędrowyczu czy peerelowskich wampirach, absolutnie nie przystaje do powieści, która w dużej mierze opiera się na historii.

Dwa słowa o okładce, która sugeruje tanie romansidło – jest koszmarna. Wydawnictwo lekce sobie ważąc czytelnika, który nabył wcześniej trylogię w całkiem ładnych okładkach (pojawiło się kilka wydań w różnych szatach graficznych), nie zadało sobie trudu, aby dopasować w jakiś sposób Zaginioną do innych wydań np. oferując okładkę, którą można by samodzielnie wydrukować.

Podsumowując – Zaginiona okazała się wielkim czytelniczym rozczarowaniem. Najlepiej książkę oddać wrogowi lub wyrzucić i zapomnieć, że w ogóle istnieje.


Profil redaktora Honotara77


Opublikowano: 16.10.2014 19:46